Polska Powiatowa Polska Powiatowa
55
BLOG

Spadek liczby urodzeń w Polsce. Czy naprawdę jest czym się przejmować?

Polska Powiatowa Polska Powiatowa Gospodarka Obserwuj notkę 1
W debacie publicznej powraca regularnie niczym bumerang: „nie będzie komu pracować”, „system emerytalny się zawali”, „Polska się wyludni”. Dane są jednoznaczne – liczba urodzeń w Polsce systematycznie spada. Pytanie jednak brzmi: czy w realiach XXI wieku rzeczywiście jest to problem egzystencjalny dla państwa?

Współczesna gospodarka nie opiera się na demografii kraju

Przez dekady demografia była fundamentem wzrostu gospodarczego. Więcej ludzi oznaczało więcej rąk do pracy, większą produkcję, wyższe PKB. Ten model wywodzi się jednak z epoki przemysłowej, w której siła robocza była kluczowym czynnikiem wytwórczym.

Dziś struktura gospodarki zmienia się radykalnie. Postępująca automatyzacja, robotyzacja i rozwój sztucznej inteligencji redukują zapotrzebowanie na pracę ludzką – szczególnie w sektorach rutynowych. Algorytmy zastępują analityków, roboty przemysłowe operatorów, systemy autonomiczne kierowców. W takim otoczeniu gospodarka nie potrzebuje już rosnącej populacji w takim stopniu jak dawniej.


Pracodawca prędzej zatrudni imigranta niż Polaka z innego województwa

Polska w ostatnich latach stała się krajem imigracyjnym. Setki tysięcy, a według części szacunków ponad milion cudzoziemców – głównie z Ukrainy i innych krajów Europy Wschodniej, ale także z Azji – zasiliło polski rynek pracy.

Jeśli więc rzeczywiście pojawiają się niedobory kadrowe, są one w dużej mierze kompensowane przez imigrację zagraniczną. W praktyce jest tak, że przy niedoborach kadrowych pracodawcy w Polsce nie szukają pracowników w innych regionach Polski tylko ściągają imigrantów. Nie ma więc znaczenia dla np. niemieckiej firmy na Dolnym Śląsku czy gdzieś tam w Małopolsce jest dużo bezrobotnych dwudziestolatków. Nikt w Polsce nie jeździ po pośredniakach czy uczelniach zachęcając do przeprowadzki z ofertą zatrudnienia. Nikt nie oferuje pakietu praca + mieszkanie dla bezrobotnych Polaków. A nawet gdy ktoś jest zainteresowany takim wyjazdem z własnej inicjatywy to nie ma co liczyć na żadne wsparcie ze strony pracodawcy. Dużo prościej jest polskiemu bezrobotnemu wyjechać za granicę do pracy w fabryce, niż do takiej samej pracy w innym regionie jego własnego kraju. W takim modelu demografia krajowa przestaje być jedynym czynnikiem determinującym podaż pracy. 


Państwo a realne możliwości młodych

Warto zadać pytanie: czy Polska stworzyła warunki sprzyjające masowemu rodzicielstwu? Ceny mieszkań w relacji do dochodów należą do najwyższych w Europie. Dla wielu młodych ludzi własne mieszkanie pozostaje odległym celem, a dom – marzeniem. Stabilność zatrudnienia jest niemal żadna, a system podatkowo-składkowy obciąża aktywnych zawodowo w sposób znaczący.

W tej perspektywie spadek liczby urodzeń może być nie tyle problemem, co racjonalną reakcją jednostek na warunki ekonomiczne. Trudno oczekiwać wzrostu dzietności bez równoczesnego wzrostu poczucia bezpieczeństwa materialnego. Po co nam więc potencjalny wyż demograficzny? Żeby doprowadzić do dwucyfrowego bezrobocia w skali całego kraju? Albo sytuacji w której rodzeństwo po trzydziestce nadal mieszka wspołnie w tym samym pokoju w mieszkaniu u rodziców? 


image

Czy rzeczywiście „nie będzie komu pracować”?

Często powtarzanym argumentem jest groźba załamania systemu emerytalnego. Rzeczywiście, model repartycyjny (ZUS) opiera się na przepływie składek od pracujących do emerytów. Jednak liczba płacących składki obcokrajowców wykładniczo rośnie, a coraz więcej polskich emerytów dorabia na emeryturze albo zwleka z samym przejściem na emeryturę blokując tym samym często etaty dla młodych ludzi. To już nikomu nie przeszkadza gdy naczelnikiem w urzędzie jest 70-latek. A przecież ktoś by mógł za tą dobrą państwową pensję utrzymać rodzinę z dziećmi. Historia pokazuje, że systemy zabezpieczenia społecznego podlegają reformom. Nie są konstrukcjami stałymi. Teza, że niski przyrost naturalny automatycznie oznacza katastrofę, upraszcza znacznie bardziej złożony proces.


Koszty lokalne, nie krajowe

Spadek liczby urodzeń ma wymiar lokalny: zamykane szkoły, likwidowane oddziały położnicze, mniejsze budżety gmin. W mniejszych miejscowościach oznacza to realne utrudnienia – np. dłuższy dojazd do pracy czy do placówek medycznych.

Są to jednak konsekwencje strukturalne, a nie dowód na upadek państwa jako takiego. Zmienia się geografia usług publicznych, ale niekoniecznie zdolność kraju do funkcjonowania. Warszawa się zawsze wyżywi, a prowincja została skazana na wymarcie już w latach 90-tych gdy likwidowano nawet dobrze prosperujące firmy.


Może będzie lepiej?

Możliwe, że Polska – podobnie jak wiele rozwiniętych krajów – wchodzi w fazę stabilizacji lub nawet redukcji populacji. Mniej ludzi oznacza mniejszą presję na infrastrukturę, środowisko i rynek mieszkaniowy. W długim okresie może to prowadzić do poprawy jakości życia, a nie jej pogorszenia. W społeczeństwie starzejącym się zmieniają się proporcje, ale nie musi to oznaczać regresu. Być może zamiast obsesyjnie dążyć do wzrostu liczby urodzeń, należałoby skupić się na zwiększaniu produktywności, innowacyjności i jakości instytucji publicznych.


Czy jest się czym przejmować?

Spadek liczby urodzeń to wyzwanie – ale niekoniecznie katastrofa. W świecie automatyzacji i globalnych przepływów ludności tradycyjne równania demograficzne przestają być oczywiste. Polska nie stoi dziś przed problemem „za małej liczby dzieci”, lecz przed wyzwaniem adaptacji do nowego modelu gospodarczego. Jeśli państwo nie było w stanie zapewnić szerokim rocznikom młodych ludzi stabilnych warunków życia, to trudno oczekiwać, że sama zmiana statystyki urodzeń rozwiąże systemowe problemy. Sam fakt, że w roku 2026 rośnie bezrobocie przy takiej demografii jaką mamy w Polsce wiele mówi o tym z czym mierzyłby się potencjalny wyż demograficzny. 

Opis rzeczywistości wymierającej Polski z XXI wieku

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka