Krajobraz po bitwie, czyli ruiny przemysłu
Wojkowice, posklejane z kilku niewielkich dzielnic – Żychcic, Kamyc, Łęgu, Brzezin, Centrum i Krzyżówki – to dziś miasto „raczej spokojne”. Problem w tym, że jest to spokój przypominający ciszę na cmentarzu. Gdzie podziało się życie? Umarło wraz z kopalnią węgla kamiennego „Jowisz”, która dawała chleb tysiącom ludzi, oraz cementownią „Saturn”, którą po prywatyzacji przez niemiecką firmę błyskawicznie zrównano z ziemią już na początku lat 90.
Dziś nie ma tu żadnego większego pracodawcy. Transformacja potraktowała Wojkowice bez litości, a kulminacja gospodarczo-społecznej zapaści z przełomu wieków zostawiła trwałe blizny. Tam, gdzie kiedyś biło serce górniczego osiedla – w okolicach byłej kopalni, na ulicach Morcinka i Sucharskiego – dziś straszy patologia. Ironią losu jest fakt, że jedyną w miarę prężnie działającą państwową instytucją w okolicy jest miejscowe więzienie dla sprawców lekkich przestępstw. To ponury symbol miasta, które samo dla swoich mieszkańców stało się pułapką.
Pudrowanie trupa i dworzec widmo
Włodarze próbują zaklinać rzeczywistość, ale wychodzi to groteskowo. W Wojkowicach widać zapaść na absolutnie każdym poziomie, a próby ratowania wizerunku ograniczają się do kosmetyki: rewitalizacji skwerku czy całkiem reprezentatywnego parku, po którym i tak mało kto spaceruje, zwłaszcza w chłodniejsze dni. Zresztą, dla kogo to wszystko, skoro lokalne życie zamiera codziennie już po godzinie 17:00? Ulice po prostu pustoszeją.
Najjaskrawiej absurd tej sytuacji widać w komunikacji miejskiej. Najpierw wyrwano miastu linię tramwajową nr 25, a późniejszą linię autobusową o tym samym numerze bezlitośnie okrajano. Prawdziwym pomnikiem niegospodarności jest jednak największa inwestycja ostatnich lat: przebudowa pętli autobusowej. Miasto wydało pieniądze na pachnący nowością minidworzec, po czym... zabrakło środków na utrzymanie kursów. Efekt? Zredukowana linia autobusowa nr 88 paradoksalnie do tego cudu infrastruktury nawet nie dojeżdża. To jak kupienie luksusowego siodła dla konia, który dawno padł z wycieńczenia.
Miasto bez kobiet, miasto bez przyszłości
Otwarcie unijnych rynków pracy zadziałało na Wojkowice jak otwarcie śluzy – młodzi masowo wyjechali. Dziś na ulicach dzielnic i osiedli dominują emeryci. Demografia jest wręcz katastrofalna. Najbardziej przeraża to, że z miasta niemal zniknęły młode kobiety, przez co liczba urodzeń w ostatnich latach została dosłownie zdziesiątkowana.
Trudno się jednak dziwić, że młodzi nie chcą tu zakładać rodzin, skoro lokalny rynek pracy to ponury żart. Przeciętny dwudziesto- czy trzydziestolatek ma do wyboru posadę kasjera, pracę w halach magazynowych w sąsiednim Będzinie czy gminie Psary, albo... liczenie na to, że załatwi sobie etat "po znajomości", bo w samych Wojkowicach to nadal główna metoda rekrutacji.
Wojkowice to dziś miejsce upadłe pod każdym kątem. Nie da się tu zaplanować przyszłości. Jest tu tak beznadziejnie, że pomimo bardzo niskich cen nieruchomości, miasta tego nie zasiedlają nawet szukający taniego dachu nad głową imigranci. Wszystko wskazuje na to, że los tego skrawka powiatu będzińskiego jest już przypieczętowany. W następnych latach Wojkowice zamienią się w miasto całkowicie opustoszałe – smutny, zgaszony punkt na mapie, o którym wkrótce mało kto będzie pamiętał.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)