Prowincjonalne kompleksy
Z czego słynie dziś Radzionków, składający się zresztą z dwóch zwaśnionych organizmów: Radzionkowa i Rojcy? Miejscowi uwielbiają żyć przeszłością. Z nostalgią wspominają produkcję cydru, od którego ukuli pretensjonalny przydomek „Ciderland”, oraz dawne, przebrzmiałe echa późnych lat 90., kiedy to lokalny klub Ruch kopał piłkę w Ekstraklasie. Dziś to miasto to pomnik niespełnionych ambicji, czego najlepszym dowodem jest nowo wybudowany „rynek”. Władze za punkt honoru postawiły sobie stworzenie miejskiego centrum, ale zamiast serca miasta, wybetonowano smutny, wiecznie pusty skwer, który rynkiem można nazwać chyba tylko z braku laku.
Gospodarczo Radzionków to czarna dziura. Bliskość upadłego Bytomia działa jak grawitacja, ciągnąc w dół całą okolicę. Jeśli nie masz „pleców” i dobrych znajomości, o godnej pracy na miejscu możesz zapomnieć. Lokalny rynek to kilka prywatnych folwarków oferujących głodowe pensje, toksyczną atmosferę i warunki urągające godności. W efekcie, przeciętny radzionkowianin to więzień własnego samochodu. Zamiast cieszyć się życiem, spędza godziny w niekończących się korkach, próbując dojechać do Katowic czy Gliwic. Owo „życie społeczne” kończy się za kółkiem między 6:00 a 18:00. Prawdziwym powodem do dumy w tym mieście jest to, że jest tu „sporo sklepów”. Jaka miejscowość, takie powody do chwały.
Krew na szalikach
Na pozór Radzionków próbuje udawać spokojną, uśpioną mieścinę, w której niewiele się dzieje, a przestępczość rzekomo nie istnieje. To jednak tylko iluzja, pod którą kipi głęboko zakorzeniona, postprzemysłowa patologia. Miasto jest pęknięte na pół przez kibicowskie animozje, które w cywilizowanym świecie byłyby absurdem, a tutaj są kwestią życia i śmierci. Dzielnica Rojca to terytorium fanatyków bytomskiej Polonii, podczas gdy reszta miasta głównie kibicuje miejscowemu Ruchowi.
Jeśli komuś wydaje się, że to tylko niegroźne przepychanki lokalnych łobuzów, historia z 2008 roku brutalnie sprowadza na ziemię. Właśnie tutaj kibole Polonii Bytom zamordowali kibica Ruchu Radzionków z najbardziej absurdalnego i przerażającego powodu – miał na sobie niewłaściwą, klubową koszulkę. Ten krwawy epizod to fatalna wizytówka regionu. Pokazuje on czarno na białym, jak niebezpiecznie i choro jest na tym rzekomo ułożonym Śląsku, gdzie nawet w małych, niepozornych miasteczkach możesz stracić życie za kawałek materiału w złym kolorze.
Sypialnia z widokiem na Księżą Górę
Kto w ogóle chce tu mieszkać? Demografia nie pozostawia złudzeń – miasto wymiera. Młodych, ambitnych ludzi jest tu jak na lekarstwo, bo kto chciałby wiązać swoją przyszłość z miejscem, które nie ma do zaoferowania nic poza dojazdami i pseudorynkiem? Radzionków stał się miastem zdominowanym przez emerytów. Ostatnio jednak lokalny krajobraz urozmaica nowy gatunek: nowobogaccy uciekinierzy z Katowic.
Kierowani chęcią ucieczki przed wielkomiejskimi cenami, masowo budują się w okolicach Księżej Góry. Powstają tam rozległe osiedla domów jednorodzinnych i ciasnych szeregówek. Ale to nie jest żadne odrodzenie miasta. Ci nowi mieszkańcy to najczęściej dobiegający pięćdziesiątki korporacyjni „uchodźcy”, którzy nie poprawią tragicznych statystyk urodzeń. Przywożą tu tylko swoje samochody i dzieci, które sztucznie pompują statystyki lokalnych szkół, by po lekcjach znowu zamknąć się w swoich deweloperskich twierdzach. Fakt, Radzionków ma park, basen i ogród botaniczny. Tylko co z tego, skoro to wszystko służy jedynie za dekorację w tej ponurej, niemrawej sypialni, w której z każdym rokiem jest coraz mniej prawdziwego życia?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)