Rezerwat dzikiej przyrody pod pasem startowym
Trudno o większą dawkę hipokryzji niż ta, którą serwują protestujący z Mierzęcic i Ożarowic. Ich głównym argumentem przeciwko inwestycji w dolinie rzeki Trzonia jest rzekoma troska o naturę i spokój. Wyobraźmy to sobie: protestujący drżą o los dzikiej zwierzyny, którą rzekomo spłoszy ruch samochodów i biurowce. Wszystko brzmiałoby pięknie i szlachetnie, gdyby nie jeden drobny szczegół – mówimy o terenach położonych w bezpośrednim sąsiedztwie międzynarodowego lotniska Katowice Airport.
Czy naprawdę mamy uwierzyć, że sarny i zające, które na co dzień żyją w nieustannym huku startujących i lądujących odrzutowców, nagle uciekną w panice przed widokiem wózka widłowego albo pracownika biurowego z kubkiem kawy? Tereny te są jak każde inne nieużytki wokół lotnisk – dookoła jest mnóstwo innych lasów, a ten konkretny obszar, ze względu na hałas z nieba, nie ma i nigdy nie będzie miał statusu dziewiczego sanktuarium przyrody. Co więcej, inwestor – DL Invest Group – planuje zabudować zaledwie 12 z 47 hektarów swojej prywatnej działki, oddalonych o niemal kilometr od najbliższych zabudowań. Reszta, czyli ponad 36 hektarów, ma pozostać zielenią. Do tego ruch ciężarówek rzędu 45 aut dziennie. Zamiast rzetelnej oceny faktów, mamy jednak histerię o powszechnej „betonozie”.
Syty bezrobotnego nie zrozumie
Prawdziwym dramatem tej sytuacji nie są wyimaginowane lęki ekologiczne, ale twarde dane z rynku pracy, które są pomijane w lokalnych debatach. Czy w tej okolicy naprawdę nikomu niepotrzebne są nowe miejsca pracy? Statystyki wskazują co innego. Z miesiąca na miesiąc w Polsce ubywa wakatów, a lokalnie sytuacja staje się po prostu zła.
W samej tylko gminie Mierzęcice liczba bezrobotnych skoczyła w 2025 roku ze 100 do 132 osób, co daje szokujący wzrost o 32% w zaledwie rok! W największym mieście powiatu, Będzinie, w tym samym czasie przybyło ponad dwustu bezrobotnych (wzrost z 1027 na 1242 osoby). W pobliskich Wojkowicach liczby również szybują w górę (ze 118 do 147 osób). Rąk do pracy jest aż nadto. Ale co to obchodzi protestujących?

Kto najgłośniej krzyczy na zebraniach? Z jednej strony miejscowi emeryci, których problemy kurczącego się rynku pracy od dawna już nie dotyczą, a los młodych, szukających zatrudnienia ludzi, mają w głębokim poważaniu. Z drugiej strony – tak zwani nowobogaccy. Postawili swoje luksusowe wille za miastem, codziennie dojeżdżają do swoich ciepłych posad w korporacjach i urzędach w miastach, i nie życzą sobie, by ktokolwiek zakłócał ich sielankę. Klasyczny syndrom NIMBY (Not In My Back Yard – nie na moim podwórku). Każdy z nich patrzy tylko na czubek własnego nosa, odcinając perspektywy tym, dla których 2000 nowych miejsc pracy byłoby realną szansą na znalezienie pracy.
Dwa miliony przejdą koło nosa?
Zastanówmy się, z czego gmina Mierzęcice dobrowolnie próbuje zrezygnować na życzenie krzykliwej grupy. To nie tylko ratunek dla lokalnego rynku pracy, ale też gigantyczny zastrzyk finansowy. Z tytułu podatków od nieruchomości Park Technologiczny ma co roku zasilać budżet gminy kwotą około 2 milionów złotych. To są nowe drogi, lepsze szkoły, infrastruktura – korzyści gospodarcze, z których czerpaliby wszyscy mieszkańcy.
Zarówno władze gminy Mierzęcice widzące w projekcie potencjał rozwojowy, nie dostrzegają w planach inwestora apokalipsy. Firma jasno deklaruje: żadnej fabryki leków, żadnego wysypiska śmieci, głównie biura i usługi. Niestety, w dzisiejszych realiach wystarczy, że wąska grupa osób może przypiąć sobie do piersi łatkę „obrońców ekologii”, by zablokować rozwój całego regionu. Jeśli w tak trudnym gospodarczo momencie ulegniemy dyktatowi egoizmu i dezinformacji, to młodzi ludzie z powiatu będzińskiego jeszcze częściej zaczną pakować walizki.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)