„Zaraz donosiciel...
po prostu lubi się spowiadać z cudzych grzechów!”
Wiesław Brudziński
Przestępstwo... któż z nas nie zna tego zjawiska? Niestety, nie jesteśmy w tej kwestii wyjątkowi, gdyż od kiedy homo sapiens rozpoczął proces humanizacji, dając początek życiu społecznemu, zjawisko to towarzyszy ludzkości. Elementem naszego życia były, są i będą zachowania, które noszą jego znamiona. Pierwszy raz pojęcie przestępstwa użyli Rzymianie, określając czyny niezgodne z prawem mianem „crimen”. Zjawisko, na przestrzeni wieków, miało różną skalę, jednak nigdy nie ustało i w dobrej kondycji przetrwało do dnia dzisiejszego. Wejście na drogę przestępczości kusiło wielu, którzy zwracali uwagę na łatwy zarobek, czy łatwą eliminację swoich przeciwników. W polskim prawie karnym ustawodawca nie zdefiniował nam wprost tego zjawiska, jednak na podstawie tej ustawy, w całości poświęconej właśnie szeroko pojętej przestępczości, możemy określić je jako: czyn zabroniony pod groźbą kary, jako zbrodnia albo występek, przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia, bezprawny, zawiniony i społecznie szkodliwy w stopniu wyższym niż znikomy.
Nieodłącznym towarzyszem przestępstwa jest pewien dylemat, który tylko pośrednio dotyczy sprawcy i ofiary. Dylemat osoby, która wiedzę o danym, zabronionym czynie posiada.Czy powinienem zawiadomić o tym, że dane przestępstwo miało miejsce?Takie rozterki miewali już zapewne i nasi prehistoryczni przodkowie, którzy musieli dumać, czy nie opowiedzieć swojemu przywódcy o tym, jak ich pobratymiec przywłaszczał sobie pożywienie przeznaczone dla całego plemienia. Tak i dziś, często głowimy się, czy informacje, które posiadamy, powinniśmy zatrzymać dla siebie, czy przekazać swą wiedzę odpowiednim organom.
W myśl artykułu 304§1 Kodeksu postępowania karnego, każdy, kto wie o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny obowiązek zawiadomienia o tym prokuratora, lub policję. Oznacza to, że występuje moralne zobowiązanie, które ma wobec społeczeństwa praworządny człowiek. Patrząc na to zagadnienie przez pryzmat moralnego obowiązku, naruszenie tego przepisu nie jest usankcjonowane żadną karą. Prawo jednak przewiduje sytuacje, w których kara za brak zgłoszenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, występuje.
Różne mogą być powody, którymi kierują się ludzie, którzy swojej wiedzy o popełnionym przestępstwie nie przekażą organom ścigania. Słowa Wiesława Brudzińskiego, które przytoczyłem na wstępie mojej pracy, dobrze oddają społeczny ogląd na kwestię składania takich zawiadomień. Człowiek, który zdecyduje się na spełnienie tego moralnego obowiązku, w przypadku wyjścia tego faktu na jaw, może spotkać się z wieloma konsekwencjami. Właśnie w obawie przed nimi, według mojej opinii, tylko niewielki odsetek ludzi decyduje się na ten krok. Powodem do obaw może być wizja zemsty sprawcy przestępstwa, osoby, której dotyczyło nasze zawiadomienie, może dokonać. Dlatego też, wielu ludzi, w trosce o bezpieczeństwo swoje i swoich najbliższych, często bagatelizuje swoją wiedzę, a czyny przestępcze pozostają bezkarne.
Nasze społeczeństwo, poprzez zawirowania polityczno – ustrojowe drugiej połowy dwudziestego wieku, jest przewrażliwione w kwestii składania wszelkiego rodzaju zawiadomień o przestępstwie. Jest to relikt PRL, który wpływa na naszą postawę i ogólnospołeczny przymus potępienia wszystkich „donosicieli”, „konfidentów”, „denuncjatorów”, „esbeków”. Te przykładowe określenia pochodzą z minionej epoki, które jeszcze, niestety, są mocno zakorzenione w naszej nomenklaturze. Złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, nie czyni z nas, tak jak powinno, praworządnych, świadomych obywateli, a wypycha na mieliznę ludzkiej wspólnoty, przeznaczoną dla odrzutów społeczeństwa, którzy w ciężkich czasach „knują i węszą”, aby zrobić swym „donosem” krzywdę drugiemu człowiekowi.
„Gość w dom, Bóg w dom” - tym starym porzekadłem często charakteryzujemy swoją otwartość na innych i przyjazne nastawienie. Jednak rzeczywistość nie jest tak kolorowa. Większość społeczeństwa uległa procesowi alienacji, a zakresem zainteresowania jest tylko własny spokój. Kiedy za ścianą odgrywają się dantejskie sceny, słychać krzyki i dziecięcy płacz, nie ma w większości z nas nawyku wezwania odpowiednich służb. Możliwe, że w duszy odczuwamy współczucie, jednak nasza rola na tym się kończy. Często te procedery kwitowane są stwierdzeniem, że nie jest to moja sprawa. Sąsiadka i jej dzieci nadal są katowane przez głowę rodziny, a część społeczeństwa nie potrafi, czy nie chce, zawiadomić o przestępstwie, które ten mężczyzna popełnia. Często zadaję sobie pytanie, ile na zmianie tej makabrycznej przypadłości moglibyśmy zyskać. Wydaje mi się, że to są tysiące uratowanych istnień, poczucie bezpieczeństwa, czy zwykły wyraz ulgi na twarzy zastraszonej sąsiadki.
Społeczny pogląd nakazuje nam być przeciwko zawiadamianiu o przestępstwie, mamy ten proces potępiać i reagować na niego ostracyzmem. Jednak dziwnym, w tym społeczeństwie tak nienawidzącym donosów, jest fakt, że każdego roku, wszelkie urzędy, zalewa wielka rzeka anonimowych zawiadomień. Skarżymy na sąsiada, którego pies załatwia swe fizjologiczne potrzeby pod naszym balkonem, czy na kolegę, który w rozliczeniu z Urzędem Skarbowym pominął dochód osiągany z tytuły wynajmu mieszkania. Donosimy na wszystkich. Jednak nikt z nas nie ma odwagi złożyć pod tym zawiadomieniem swojego podpisu, bo panuje przeświadczenie, że jeśli ktoś zawiadomił, ten jest gorszy.
Nie będę oceniał zasadności zawiadomień, które opisywałem w poprzednim akapicie mojej pracy. Niemniej jednak widać, że w społeczeństwie istnieje potrzeba, by swoją wiedzę przekazać odpowiednim organom. Pominę kwestię motywacji powiadomień, które przytoczyłem w powyższym akapicie. Jednak powinniśmy rozwijać się, dążyć do poziomu, gdy przestępca nigdy nie będzie miał poczucia bezkarności. Kiedy sprawca rodzinnej gehenny będzie żył w przeświadczeniu, że nikt nie będzie biernie patrzył na jego karygodne postępowanie.
Uważam, że złożenie zawiadomienia o przestępstwie nie jest powodem do wstydu. Powiem więcej, wstydem jest nie złożyć tego zawiadomienia! Jako społeczeństwo świadome i praworządne, mające wykwalifikowane organy do ścigania przestępstw, musimy im pomagać. Mam świadomość, że nigdy nie uda się wyeliminować przestępczości, jednak musimy przekazywać posiadane informacje dalej, gdyż możemy wziąć udział w procesie jej ograniczania. Swoim praworządnym postępowaniem musimy pokazać, że nikt nie może liczyć na bezkarność.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)