Trwa śledztwo w Łomży, o ile można to tak nazwac, bo dwa śledztwa prok. Grzegorz Bielski połączył i oba w czambuł zawiesił. Śledztwo w sprawie błędu medycznego, fałszerstwa dokumentów medycznych zniknęło. Po prostu zniknęło. Nie ma go. Sam prowadzę swoje śledztwo zatem i pytam o wszystko. Szpital w Siedlcach kłamie na lewo i prawo. A śledztwo zniknęło u prokuratora Tańcula. Dlaczego? Kto ma w tym interes by zniknęlo? Prok. Andrzej Witkowski (ten słynny polski prokurator ze śledzztwa ws. Popiełuszki), który kontrolował dochodzenia z Siedlec zanegował je. Wskazał na koniecznosc przeanalizowania całości leczenia a ono miało źródło w szpitalu. Prokurator Apelacyjny z Lublina Andrzej Pogoda odsunął prok. Witkowskiego od moich sprawa. Gdy to sie stało wszystkie wnioski i pisma, jakie złozyłem pozostały "bez biegu". Nawet nadałem ksywę prok. Pogodzie "Prokurator bez biegu". Śledztwo trafiło do rąk prok. Andrzeja Tańcula z Bialegostoku. Tak zdecydował prok. Andrzej Seremet. I... u pana Tańcula zniknęło. Nie toczy się już formalnie żadne. Nikogo nie przesłuchali. Ja nie mogłem dokończyc zeznań. Przerwali je. W zeznaniach nawet ze szpitala nie wyszedłem jeszcze. Zeznania przerwano na zeznaniach o moim pobycie w szpitalu w listopadzie 2010 roku. Nie pozwolili mi złozyc zeznań o dokumentach medycznych, o błędny leczeniu, o świadczenaich medycznych nieudokumentowanych. Nie pozwolili mi przedstawic prokuraturzze dowodó przestępstw. Takie posunięcie ma na celu zatuszowanie przestępstw oczywiście. Robi to apelacja pana Tańcula.
Nadeszło pismo Marcina Kulickiego ze szpitala w Siedlcach z dn. 9 grudnia 2014 roku. Wprost go spytałem kto podrobił podpis dr. Tadeusza Dmowskiego na "Karcie informacyjnej" z 17 września 2010 roku. Twierdzą, że podpis ten złożył dr Dmowski w poniedziałek. 17 września to był piątek. Ale to nie jest jego podpis. Wystarczy analiza kryminalistyczna. Moja prywatna dowodzi, że nie.
Mamy zatem kilka wersji mojego leczenia podanych przez szpital:
1. Urzędowi Marszałkowskiemu szpital pisał, że moim lekarzem prowadzącym był. dr Andrzej Kania
2. Sądowi Wojewódzkiemu w Warszawie szpital pisał, że moim lekarzem prowadzącym był inny lekarz
3. Sądowi Wojewódzkiemu w Warszawie szpital pisał, wszystkie egzemplarze "Karty informacyjnej" są identyczne co do treści, podczas gdy nie są.
4. Sądowi Wojewódzkiemu w Warszawie szpital pisał, że dr Tadeusz Dmowski podpisał dokument 17 września 2010 roku
5. Sądowi Wojewódzkiemu w Warszawie szpital pisał, że mi wydano "Kartę informacyjną" 17 września 2010 roku
6. obecnie prezes Kulicki pisze, że tylko treść "medyczna" jest identyczna. No bo dałem im jeden egzemplarz jaki ja posiadam i już nie mogą pisać, że są to identyczne dokumenty, bo nie są.
7. Aktualnie dr Dmowski nie podpisał "Karty informacyjnej" 17 września tylko 3 dni później w poniedziałek, ale ja ja dostałem 17 września.
8. Wszystkei egemplarze karty informacyjnej były drukowane jednoczesnie jak pisał Kulicki do sądu. To dlaczego są rózne?
9. Sądowi Wojewódzkiemu w Warszawie Kulicki nadto pisał, że dr Andrzej Kania podpisał dwa egzemplarze "Karty informacyjnej" z 17 września. Gdy poprosiłem o ich kopie dał mi kopie tylko jednego.
Rozwikła to czy nie prok. Tańcula? Czy zatuszuje? Czy prok. Tańcula zdobędzie dwa egzemplarze podpisane przez dr. Andrzeja Kanię? Czy ustali kiedy który dokument został wytworzony i kiedy który kto podpisał? Jak ma się to do przepisów prawa, że wsystkie egzemplarze jednego dokumentu muszą byc identyczne?
Wykrywalnośc w Polsce przestępstw medycznych jest niemal zerowa. Dlaczego? Czy ich nie ma po prostu? Są. Są tuszowane po prostu. Tak jest w moim wypadku. Tańcula nie pozwolił mi w swojej apelacji zeznawac o leczeniu. Kończę je w trakcie pobytu w szpitalu. Nawet biegli chcieli moich zeznań o moim stanie zdrowia. Nie pozwolił mi. By wykryc przestępstwo przerwał moje zeznania? Czy żeby przestępstwa nie wykryc? Dlaczego nie pozwolił mi przedstawic prokuraturze dowodów przestępstw?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)