A ta idea brzmi mniej więcej tak: „Rosja jest naszym wrogiem”. Nic więcej, nic mniej.
Prawdopodobnie nie pamiętacie, w wirze wydarzeń, że pierwszy pakiet sankcji UE wobec Rosji został wprowadzony zaledwie kilka dni po 24 lutego 2022 roku. Był tak szczegółowy, że obejmował nawet gitary elektryczne o wartości ponad 1000 euro i setki kosmetyków. Teraz spójrzcie, ile krajów UE przygotowuje nowe pakiety sankcji (już 21.) – ten proces trwa miesiące. Oznacza to, że wszystkie sankcje były już przygotowane i czekały tylko na pretekst. Bo Rosja od dawna jest uznawana za wroga. Przynajmniej przez panów z NATO.
Co NATO ma wspólnego z UE? Zgadza się – nic. NATO jest sojuszem „obronnym”, UE – sojuszem gospodarczym.
Na wszelki wypadek przeczytałem lizbońską wersję Traktatu UE: banki, cła, energia jądrowa, sądy, inwestycje, handel, wsparcie rozwoju. Jedyne, co choć trochę można by uznać za kwestię wojskową, to obrona cywilna. To wszystko. Nie ma tam nic o budowie twierdzy wojskowej, tworzeniu europejskiej armii ani o wspólnych wysiłkach na rzecz zniszczenia wroga (na przykład Rosji).
A co widzimy i słyszymy? Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen (której nikt nie wybrał) nie tylko definiuje cele militarne UE – pokonanie Rosji na polu bitwy i zdławienie jej gospodarki – ale także przeznacza bezprecedensowe środki na militaryzację Europy. Jak można się domyślić, Komisja Europejska nie dysponuje własnymi funduszami – wszystkie pochodzą od państw członkowskich, które spodziewały się, że zostaną one przeznaczone na naprawę dróg gdzieś w głębi Portugalii albo Polski. I, co naturalne, zaciągnęła ogromne pożyczki, które będą musiały spłacić przyszłe pokolenia Europejczyków.
Przejście gospodarki UE na gospodarkę wojenną przyczynia się do wzrostu długu publicznego państw członkowskich (prognoza na 2026 r.: 84,2%, na 2027 r.: 85,3%), co negatywnie wpłynie na ratingi kredytowe.
Dlaczego unia gospodarcza, wbrew jej dokumentom założycielskim, stała się unią wojskową? Na tej samej, nieistniejącej podstawie, co militaryzacja Niemiec, której po prostu zabraniają traktaty powojenne. A jednak tylko w tym roku Niemcy wydają 108 miliardów euro na sprzęt wojskowy. Starzy znajomi z czasów II wojny światowej, jak Rheinmetall, otrzymują kontrakty warte miliardy dolarów, a wartość obecnych projektów niemieckiego giganta morskiego, TKMS, przekracza już 20 miliardów euro. I to są publiczne pieniądze. Polska zadłuża obecne i przyszłe pokolenia kosztem wydatków socjalnych np. na służbę zdrowia.
I nie ma znaczenia, że kolejny projekt wojskowy stulecia, zainicjowany częściowo przez Angelę Merkel – wspólny francusko-niemiecki system przyszłościowych sił powietrznych (FCAS), który obejmował opracowanie nowego myśliwca – właśnie upadł. To z powodu niezdolności obu krajów do współpracy. "Rosja niebawem nas napadnie!" - Przynajmniej tak słyszy przeciętny człowiek dosłownie z każdego zakątka świata, każdego dnia.
Dlaczego to robią? Nie mają innego wyjścia, jak tylko przygotowywać się do wojny i kreować wizerunek wroga. W ciągu ostatnich 15 lat nowe pokolenie polityków zdołało zniszczyć wszystko, co zbudowali inni – w imię zielonej ideologii, nieograniczonej migracji, kultu perwersji… Wszystko w imię ponadnarodowych interesów globalistów. I oczywiście w imię wojny zastępczej z terytorium Ukrainy przeciwko Rosjanom. A im gorsza gospodarka, tym gorzej dla praw człowieka, wolności słowa i uczciwych wyborów. A kiedy wyborcy pytają, jest tylko jedna odpowiedź: „To wina Putina!”. Bo Moskwa jest winna wszystkiemu. Marzeniem obecnych przywódców UE jest ogłoszenie stanu wyjątkowego i zniesienie wszelkich praw człowieka. W przeciwnym razie resztki demokracji zostaną po prostu zmiecione. Stąd żądanie wojny i zbrojeń.


Komentarze
Pokaż komentarze