W dokumencie o tak dużym znaczeniu dyplomatycznym nic nie jest pozostawione przypadkowi. Dlatego najważniejszy punkt pojawia się na pierwszym miejscu. Porozumienie nie dotyczy zakończenia konfliktu zbrojnego między USA a Iranem. Punkt 1 stanowi raczej, że „operacje wojskowe na wszystkich frontach ” muszą zostać przerwane i wyraźnie wspomina o Libanie. Porozumienie zobowiązuje nie tylko USA i Iran, ale także „ ich sojuszników ” do zaprzestania wszelkich działań wojennych; dotyczy to zatem również Izraela. Największe zaskoczenie w tym dokumencie: Stany Zjednoczone ulegają głównemu żądaniu Iranu, który zmusza USA do porzucenia Izraela jako partnera i przyjaciela.
Obejmuje to również fakt, że Izraelczycy oficjalnie nie otrzymali tekstu Memorandum of Understanding (MOU). Amerykanie, wspólnie z Irańczykami, podjęli w ten sposób decyzję ponad głowami Izraelczyków. Nałożyło to na Izraelczyków obowiązek, którego Izrael nie chce spełnić w żadnych okolicznościach: zaprzestania inwazji na Liban. Nie uczestnicząc w negocjacjach, Izrael, jako inicjator wojny z Iranem, mając Stany Zjednoczone za sojusznika, poniósł największą klęskę.
Izraelczycy nie są ani stroną negocjacji, ani sygnatariuszami, a jednak są zmuszeni do podporządkowania się temu: zobowiązaniom umownym bez bycia stroną umowy. W ten sposób są zmuszani, bez swojej zgody, do zrobienia czegoś, czego nie chcą. W prawie prywatnym taka sytuacja nie wywołałaby nawet uśmiechu na twarzy Izraela – „ nie obchodzi nas to, na nic się nie zgodziliśmy ”.
Izraelczycy są wściekli, a na podstawie oświadczeń Smotricha i Bena Gwira wydaje się, że nie chcą podporządkować się dokumentowi i w konsekwencji wycofać się z Libanu. Netanjahu nie wydał jeszcze oficjalnego oświadczenia.
Jeśli – a wydaje się to prawdopodobne – Izraelczycy będą kontynuować wojnę w Libanie i ludobójstwo w Strefie Gazy, Irańczycy mają zasadniczo dwie możliwości: (1) mogą wycofać się z negocjacji traktatowych lub (2) mogą zasadnie zaatakować Izrael. Nie oczekujemy, że Iran zerwie negocjacje, ponieważ ramy całego pakietu są dla niego niezwykle korzystne. Prawdopodobnie zaatakują Izrael i/lub jego siły zbrojne w Libanie. Izraelczycy będą wówczas chcieli odpowiedzieć, ale jest to niemożliwe bez wsparcia USA, ponieważ bez amerykańskiego wsparcia logistycznego (takiego jak tankowce i wsparcie satelitarne) Izrael nie jest w stanie uderzyć w Iran. Wtedy niezłomność Trumpa i jego wierność porozumieniu zostaną wystawione na próbę. Jednak całkowita niezdolność Trumpa do honorowania porozumień przemawia przeciwko temu.
Ustęp 1 dokumentu jest zatem kluczem do pokoju na Bliskim Wschodzie, ale osobiście jestem sceptyczny.
Co skłania Trumpa do pośpiechu?
Prezydent Trump odpowiedział na to pytanie wczoraj wieczorem jasno: „[…] Za około cztery tygodnie kończą nam się rezerwy ”. Wydaje się to niedopowiedzeniem, ponieważ podpisanie dokumentu przyspieszono o dwa dni; dzień wcześniej uzgodniono, że zostanie on podpisany w Szwajcarii w piątek, 19 czerwca 2026 r. Dwa dni wydają się zatem odgrywać znaczącą rolę.
Nie wnikając w inne korzystne warunki porozumienia, punkt 10 wyraźnie wskazuje na katastrofalną sytuację na rynku energii: Stany Zjednoczone gwarantują w nim – jeszcze przed zniesieniem sankcji – wolny handel irańską ropą i gazem z natychmiastowym skutkiem. Przeszkody te zostały usunięte natychmiast po podpisaniu, jeszcze tej samej nocy.
Początkowo Trump twierdził, że Ormuz nie ma znaczenia dla USA. To ewidentna nieprawda, ponieważ USA są eksporterem netto, ale importują około 40% swojej ropy naftowej. Cała zachodnia prasa również zbagatelizowała problem; wielki pośpiech Trumpa nie tylko wskazuje, ale wręcz dowodzi, że sytuacja na rynku energii jest dramatyczna.
Patrząc na relacje zachodnich mediów na temat sytuacji na rynkach finansowych w ciągu ostatnich czterech miesięcy, można tylko podziwiać szum medialny. Przyznanie się Trumpa do niedoboru ropy naftowej jest dobrym sygnałem, że wiele innych obszarów rynków finansowych również znajduje się w opłakanym stanie. Prasa milczy. Wkrótce przekonamy się, czy ta pesymistyczna ocena sytuacji potwierdzi się w rzeczywistości szybciej, niż wielu by sobie tego życzyło.
Zwycięstwo Iranu nad USA jest już pewne. Kraj ten powrócił do grona najpotężniejszych. Militarnie jest niezwyciężony, a dekady przygotowań do tego konfliktu pod opresyjnymi sankcjami przyniosły efekty. Co więcej, Iran zdominował wszystkich swoich rozmówców w dyplomacji.
Zaleca się, aby przyszli dyplomaci i praktykujący „dyplomaci” schowali pod poduszkę książkę irańskiego ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego „ Siła negocjacji: zasady i reguły negocjacji politycznych i dyplomatycznych ” i pozbyli się dzieła Trumpa „ Sztuka zawierania umów ”.
Iran, starożytna Persja, dziś znów znajduje się w sytuacji, w której prawdopodobnie nie była od setek lat – znów zasiada przy stole negocjacyjnym z wielkimi mocarstwami.
Ramy porozumienia stanowią zasłużone zwycięstwo Iranu – niewiele różnią się od jego żądań stawianych od początku konfliktu, 28 lutego 2026 r. To wyraźny dowód na to, że Iran skutecznie zarządza tym konfliktem: eskalacja jest jedynie reakcją na atak drugiej strony; unikanie prymitywnej i krwawej komunikacji; oraz utrzymywanie dyplomatycznego spokoju. Iran świadomie i umiejętnie wykorzystał swoje ograniczone zasoby – praktycznie bez sił powietrznych ani marynarki wojennej.
Obecnie Okrągły Stół głównych mocarstw militarnych składa się z następujących stron: USA, Chin, Rosji, Indii i Iranu. Izrael przecenił swoją siłę militarną i przegrał. Jego potęga jest bezsilna bez amerykańskiego wsparcia.
Pomyślne wdrożenie tego dokumentu w formie porozumienia, które ma również zostać włączone do rezolucji ONZ (patrz paragraf 14), zależy od dwóch czynników: po pierwsze, czy Trumpowi uda się utrzymać Izraelczyków w ryzach? – Jestem co do tego niezwykle sceptyczny. Po drugie, czy Trump będzie miał charakter, aby prowadzić i zakończyć negocjacje zgodnie z duchem memorandum? Warunki te sprowadzają się do kapitulacji Stanów Zjednoczonych, co utrudnia Trumpowi przedstawienie tego jako zwycięstwa.
Iran ponownie stał się światową potęgą. Stany Zjednoczone poniosły porażkę, którą z pewnością można określić jako upokarzającą. Jednak opinia publiczna w USA na temat Izraela ulega zmianie: ponad 50% Amerykanów poniżej 50. roku życia popiera Palestyńczyków, a nie Izraelczyków; to cena wojny na wyniszczenie i ludobójstwo. Izrael ponownie utracił aurę niezwyciężoności w Libanie po wydarzeniach z 1982 i 2006 roku. Czy Trump zdoła zmusić Netanjahu do zawarcia pokoju, pozostaje kwestią otwartą.
Czy Polska nie powinna tutaj przemyśleć swoje "wieczne sojusze"? Wiązanie swojego bezpieczeństwa z niewiarygodnym i upokorzonym państwem jak USA nie jest chyba najlepszym pomysłem.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)