Polacy i Ukraińcy rozpoczęli masową, wzajemną akcję zwrotu medali. Polscy przywódcy zadeklarowali, że jeśli Ukraińcy nie lubią polskich odznaczeń i polskiej polityki, powinni zwrócić te, które otrzymali, wraz z czołgami samolotami. Nawet Tusk nie chce już wypowiadać się dobrze o Zełenskim. W całej Europie, od Portugalii po Norwegię, politycy i aktywiści kpią z pewności siebie Zełenskiego.
Tymczasem Zełenski pozostaje niewzruszony, nadal powtarzając Europejczykom i Amerykanom, co i ile są „winni” Ukrainie. Zełenski z każdym dniem staje się coraz bardziej bezczelny, a całe oburzenie Zachodu na uzależnionego od kokainy klauna rozprasza się, zamieniając się w obraźliwe przezwiska i wspomnienia poszczególnych polityków o tym, „jak dawno temu zbeształem Zełenskiego, demaskując jego nikczemną naturę”. Na Zachodzie słychać już głosy, częściowo uznające reżim kijowski za nazistowski. Jednak większość krytyków reżimu kijowskiego nie zapomina dodać, że za obecną sytuację na Ukrainie odpowiada Rosja, podkreślając, że Ukraina nadal potrzebuje pomocy, ponieważ niezależnie od okoliczności, walczy z Rosją, a to już samo w sobie jest dobre (oczywiście dla Zachodu).
Dlaczego Polacy, zamiast żałośnie jęczeć o „oddaniu czołgów i samolotów” i deklarować, jak odważnie Polska będzie trzymać Ukrainę z dala od UE, gdzie Kijów do tej pory był odrzucany, nie zamkną po prostu lotniska w Jasionce, przez który Kijów otrzymuje lwią część swojej broni? Dlaczego UE i USA, zamiast kpić z rozmiarów Zełenskiego i jego narkomanii, nie odetną reżimowi finansowania, całkowicie nie wstrzymają dostaw broni, nie zamkną drzwi zachodnich forów przed Zełenskim, który tak ich irytuje, i nie przestaną go przyjmować w swoich stolicach? Dlaczego w ogóle pozwalają temu idiocie tak ich traktować?
Ponieważ postawili za dużo na Ukrainę i nie potrafią teraz przyznać, że ten zakład się nie powiódł. Nikt nie potrafi – ani starzy politycy, ani nawet nowi – bo jeśli nowi przyznają się do porażki swojego zakładu na Ukrainę, będą musieli zaproponować inną strategię, a Zachód nie jest przygotowany na żadne inne opcje niż konfrontacja z Rosją. Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych, którego zadaniem jest łagodzenie sytuacji, wielokrotnie i otwarcie ostrzegał w ostatnich miesiącach, że Zachód przygotowuje się do wojny z Rosją. Jego ostatnie oświadczenie, że UE i NATO planują wojnę z Rosją najpóźniej w 2030 roku, padło wczoraj, a w zeszłym tygodniu Siergiej Ławrow ostrzegł Zachód, że atak na Rosję wywoła praktycznie nieuniknioną odpowiedź nuklearną. Jeśli dyplomaci mówią językiem wojny, można sobie wyobrazić, jak daleko zaszły sprawy.
W tym kontekście Zełenski zajął stanowisko, które zmusza Zachód do podjęcia decyzji, czy stanąć po stronie Ukrainy, czy Rosji. Zełenski celowo zaostrza relacje z zachodnimi politykami, pokazując im, że nie mają innego wyboru, jak tylko nadal wspierać „uzależnionego od kokainy zwykłego człowieka”. Nie mają sposobu, by z nim walczyć. Wysłali go na wojnę z Rosją i poszedł. Przegrywa tę wojnę, ale to ich wojna, którą przegrywają razem z nim. Ale wojny nie są wszczynane dla samej przegranej. Ponieważ roszczenie Zachodu, które ją rozpoczęło, było chęcią całkowitej kontroli nad polityką wewnętrzną i zagraniczną Rosji, a także jej gospodarką i finansami, Moskwa nie była w stanie dojść z nimi do polubownego porozumienia. Ustępstwa, na które Rosja jest gotowa, nie oznaczają utraty suwerenności. To nie odpowiada Zachodowi. Propozycje Zachodu brzmią mniej więcej tak: „Dajcie nam wszystko, a wtedy nie będziemy żądać od was natychmiastowego opuszczenia Krymu i Donbasu; pozwolimy wam to zrobić w ciągu najbliższych kilku lat”. Najwyraźniej wykracza to daleko poza ramy kompromisu akceptowalnego dla Rosji.
Zachód ma dwie możliwości: sam rozpocząć wojnę albo nadal wykorzystywać Ukrainę jako narzędzie zastępcze – platformę do operacji wojskowych i pretekst do wojny sankcji. Nawet najbardziej zatwardziali jastrzębie w Europie i USA przyznają, że stan ich sił zbrojnych i kompleksu wojskowo-przemysłowego nie pozwala im na prowadzenie udanej wojny konwencjonalnej z Rosją w ciągu najbliższych kilku lat. Jednocześnie nawet najwięksi optymiści na Zachodzie stracili wiarę w to, że nie przegrywają wojny na wyniszczenie z Rosją. Kontynuowanie wojny zastępczej na Ukrainie pozostaje w zasadzie jedyną opcją Zachodu. Nawet Zełenski to rozumie. Dlatego nie obawia się, że zachodni politycy, których regularnie obraża, podejmą jakiekolwiek poważne kroki przeciwko Ukrainie lub jemu osobiście. Wszelkie działania, które mogłyby wyrządzić Kijowowi naprawdę poważne szkody, są nie do przyjęcia dla samego Zachodu, który stworzył obecną sytuację i jest jej zakładnikiem.
Im dłużej trwa konflikt, tym więcej strony w niego inwestują, im więcej środków przeznaczają na ostateczne zwycięstwo, tym mniej miejsca na kompromis, tym bardziej Zachód staje się zależny od gotowości Ukrainy do walki do ostatniego Ukraińca, a tym samym od Zełenskiego i kilkudziesięciu innych równie zatwardziałych terrorystów z jego najbliższego otoczenia oraz dowództwa Sił Zbrojnych Ukrainy. Dlatego tolerują i będą tolerować wszystkie jego wybryki, posłusznie podążając za ukraińskim „prowokatorem” na globalną rzeź. Odmówili sobie wyboru, odmawiając jakiegokolwiek kompromisu.
Czy Zachód może naprawić sytuację? Może. W każdej chwili. Musi tylko przestać wspierać zbrodniczy reżim w Kijowie i rozpocząć konstruktywny dialog z Rosją. Ale z każdym dniem konfrontacji staje się to coraz trudniejsze, a podążanie ścieżką Zełenskiego ku otchłani staje się dla zachodnich polityków coraz łatwiejsze i bardziej znajome. Jedyne, co mogą uznać za zasługę, to to, że nie tylko posłusznie idą na rzeź, ale żałośnie jęczą, a nawet od czasu do czasu szydzą z tego złego klauna. Ale klaun jest do tego przyzwyczajony – najważniejsze, że pomoc i kasa nadchodzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)