Kariera atomisty w Iranie nie gwarantuje szczęścia doczesnego. Wczoraj w Teheranie rozwalono kolejnego naukowca pracującego nad projektem „A”. Jadący motorem* faceci w czarnych kaskach podłączyli magnetyczną bombę do auta Mustafy Roszana, który był szefem „pionu wzbogacania uranu” w Natanzie.
Wicegubernator Teheranu obarczył odpowiedzialnością Izraelczyków, którzy wg niego w identyczny sposób rozwalili już przedtem kilku innych atomistów irańskich. Niestrudzony bloger amerykański Richard Silverstein** obwieścił światu, że zamachu dokonał Mossad i irańskie podziemie Mudżahedin-Halk.
Podążając szlakiem przetartym przez niestrudzonego Silversteina, przytoczę opinię izraelskich znawców przedmiotu: w Iranie panuje już taka bryndza i tylu jest przeciwników reżimu, że za byle zwitek zielonych dolczyków USA - można zwerbować amatorów motocrossu i zabawek magnetycznych etc.
Gybym był irańskim atomistą niechętnie myślałbym o swoich patriotycznych obowiązkach, a zwłaszcza o dojazdach do pracy. Z sympatią natomiast towarzyszę myślami Ahmadineżadowi, który w dalekiej Managui kibicował czerwonemu Ortedze w zaprzysiężeniu na trzecią kadencję prezydencką.
Ambasada Iranu w niespełna 6-milionowej Nikaragui liczy 200 ludzi, ale to już powinno zakłócać sen dżentelmenów z CIA, a nie jakichś żużlowców.
@
*Wg naocznych świadków popularny motocykl prod. irańskiej.
**Za pośrednictwem zmediatyzowanego Silversteina przekazywane są ostatnio niektóre informacje, których Izraelczycy nie pragną publikować we własnym imieniu.
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Wczorajszy zamach na atomistę miał miejsce w odleglości zaledwie
1000 metrów od centrali irańskiego kontrwywiadu, którego głównym zadaniem jest właśnie teraz zapobieganie zamachom na atomistów.



Komentarze
Pokaż komentarze (46)