97 obserwujących
738 notek
887k odsłon
2397 odsłon

Obrona konieczna nie ma granic

Wykop Skomentuj236

Na początek informacja z NCzasu!, która z pewnością ucieszyła tow. prof. Hołdę z Helsińskiej Fundacji Praw Bandyty:

Jubiler z Rzymu, który miał być sądzony za zastrzelenie dwóch złodziei w swoim sklepie przed 6 laty, popełnił samobójstwo. Na swe życie targnął się tydzień po tym, gdy sąd postanowił, że odpowie za podwójne zabójstwo, a nie tylko za przekroczenie obrony własnej.

Wyjaśnijmy sobie od razu na samym początku: nie ma czegoś takiego jak przekroczenie obrony koniecznej. Nie ma, ponieważ wymaganie od ofiary zachowania zimnej krwi podczas nie sprowokowanego napadu to negacja możliwości samoobrony. Napadnięty ma prawo się bronić przy zastosowaniu wszelkich środków, zaś wszystkie konsekwencje napaści spoczywają na agresorze. Ta prosta, jasna i zrozumiała dla każdego zasada pozwoliłaby uniknąć wieloletniego deliberowania nad kwestiami, które można rozpoznać i nazwać w kwadrans.

Obrońcy bandytów zwykle zgłaszają następujące uzasadnienia owego przekroczenia obrony koniecznej:

1) Napastnicy nie byli uzbrojeni lub byli uzbrojeni, lecz gorzej od swej ofiary. Skorzystanie z przewagi potencji militarnej to przekroczenie etc.
2) Napastnicy już uciekali, strzały ofiary dosięgły ich w plecy, pośladki, karczycha.
3) Napastnicy zakończyli rabunek i postanowili się wycofać na z góry upatrzone pozycje. Kontratak w takim momencie to bezprawna napaść, przekroczenie etc.
4) Odpierany jest atak na mienie, a nie zdrowie czy życie ofiary. Zabór ruchomości nie uzasadnia morderczego rewanżu i jest przekroczeniem etc.
5) Nie może wystąpić rażąca dysproporcja między dobrem zaatakowanym zamachem a dobrem napastnika.

Rozważmy rzecz po kolei.

Ad 1) Nie można czynić ofierze zarzutu z tego, że była lepiej uzbrojona od napastników. Ot, napadnięty miał miniguna, a napastnik scyzoryk. Nie można czynić zarzutu, ponieważ ofiara na niczyje dobro nie nastawała, była stroną pasywną. Czyn zabroniony został podjęty poza zasięgiem jej woli. To napastnik podjął działania ofensywne, to on zaryzykował – i poniósł konsekwencje. Gdzież tu jest wina ofiary? Osoba broniąca się, postawiona w sytuacji nagłej, nieprzewidzianej i dramatycznej po prostu zaciska palec na spuście – i trudno od niej więcej wymagać. Pomysł, aby obronę rozpoczynać od przeszukania napastników w celu wykonania katalogu posiadanych przez nich niebezpiecznych narzędzi mógł powstać jedynie w środowisku lobbystów opłacanych przez gangsterów .

Ad 2) Dopóki napastnik jest w polu widzenia ofiary, dopóty trwa napad! Nie ma przecież gwarancji, że jest to naprawdę ucieczka, a nie przegrupowanie do powtórki. Jeśli napadnięty ma nieprzyjaciela na muszce może i powinien strzelać, aby agresora unieszkodliwić. Drugiej okazji do samoobrony może nie być, jeśli napastnik wróci, aby dokończyć to, co zaczął. A jeśli naprawdę ucieka… Rejterada jest konsekwencją napadu. Nieudanego, lecz jednak napadu. I nie ma powodu, by odwrót był traktowany jak glejt lub akt natychmiastowego uniewinnienia. Umykający w krzaki agresor przecież nie przestał być agresorem. Ofiara natomiast nie ma obowiązku rozważania taktycznych aspektów rozwoju sytuacji, jeśli ma możliwość unieszkodliwienia bandyty, to z niej korzysta.

Ad 3) Wyobraźmy sobie typową sytuację: złodzieje sterroryzowali właściciela sklepu bronią palną lub białą, załadowali fanty do plecaków i ruszają do wyjścia. Właściciel, do tej pory sterroryzowany ostrzem noża przy tętnicy szyjnej lub lufą pistoletu przytkniętą do czoła odzyskuje swobodę ruchów, która pozwala mu podjąć przeciwdziałanie. Jakim prawem odmawia mu się możliwości kontrakcji? Napad się kończy, jednak bezprawne działanie trwa nadal – bandyci nadal są na terenie sklepu, uzbrojeni, dokonują próby zaboru mienia. Jednym słowem napad się nie zakończył. Sklepikarz wyciąga spod lady bazukę i zamienia przestępców w kolorowe plamy na ścianach – napad odparty, towar, trochę brudny, ocalony. Gangsterzy podjęli ryzyko i przegrali. Normalny akt samoobrony, z niemożliwych do przeskoczenia powodów trochę przesunięty w czasie. Interwencja wezwanej policji przecież byłaby jeszcze późniejsza, a ewentualne zabicie przez nią uciekających bandytów nie byłoby traktowane jako przekroczenie granic służbowych… Dlaczego więc osamotniona ofiara ma być pociągana do odpowiedzialności za czyn, za który pojawiający się po czasie policjanci otrzymują pochwały?

Ad 4) Ofiara nie ma obowiązku (ani możliwości) rozeznać, o co chodzi agresorom. Ofiara zatem powinna przyjąć, że to jej życie jest celem napaści i zareagować z pełna siłą. Pobłażanie złodziejom jabłek to zaproszenie do kradzieży gruszek. Rozzuchwaleni przestępcy robią się coraz bardziej bezczelni, poziom ogólnego bezpieczeństwa spada. Strzelanie do złodziei samochodowych radioodtwarzaczy jest czytelnym sygnałem zerowej tolerancji, a zabór mienia nie jest uzasadnieniem dla łagodniejszego traktowania bandytów. To raczej przejaw humanizmu – otwarcie ognia do amatora cudzej łopaty jest dowodem szacunku, dostrzeżenia w kryminaliście człowieka, który podejmuje suwerenne decyzje i ma prawo ponieść konsekwencje. Litościwe pozwolenie na ucieczkę to przejaw pogardy dla bliźnich.

Ad 5) Bardzo groźny i niebezpieczny absurd zakładający, że ofiara układała razem z agresorem plan napaści i doskonale wie, jaki jest cel bezprawnego działania. Po drugie – tego typu zastrzeżenie wprowadza nierówność w traktowaniu napastnika i napadniętego; ten drugi ma obowiązki, których nie ma ten pierwszy. Powinno być dokładnie odwrotnie – każde wtargnięcie na cudzy teren zwalnia stronę broniącą się od wszelkich zobowiązań wobec intruza. Wartość dobra zaatakowanego nie ma żadnego znaczenia – decydujący jest fakt zaistnienia agresji.

Moralność Dzikiego Zachodu? A jeśli nawet, to widok standardowego hamerykańskiego domu na przedmieściach – brak ogrodzenia, ściany z balsy, drzwi wejściowe w 90% ze szkła – mówi sam za siebie.

 

Wykop Skomentuj236
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale