Ale dopiero po miesiącach błagań, zaklęć, modlitw, po tygodniach całych rozmów z aktywem stołecznym jak i tym z terenu. A przecież jeszcze chwilę przed ustąpieniem powtarzał;
- A dajcież wy mi święty spokój. Przestańcie !
Wtedy jako pierwsza na kolana runęła poseł Pawłowicz, za nią pani Premier i pan Prezydent i reszta aktywu , łękotki walnęły o parkiet, huk był jak na kręgielni. Salą i prezesem zatrząsł hymn narodowy przerywany modłami rodzaju "Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś". No to zrobiło Mu się najzwyczajniej głupio. No i stanął na pozłacanym zydelku i uniósł dłonie jak chirurg przed wciągnięciem lateksowych rękawiczek i rzekł;
- Już dobrze. Starczy.
Sala zamarła tylko na chwile. Jeden za drugim aktywiści ze stolicy i z terenu zrywali się na równe nogi by zgotować dr. Kaczyńskiemu owacje o jakich nie śnił nawet Elvis P.
Słowami "już dobrze" prezes ustąpił upartemu jak on aktywowi i zgodził się zamieszkać na Zamku Królewskim. Zalany łzami szczęścia aktyw był pewien; to właśnie jest początek drogi na Wawel…
Inne tematy w dziale Społeczeństwo