Potomek Wolyniakow Potomek Wolyniakow
103
BLOG

Bandytyzm za rządów Trumpa

Potomek Wolyniakow Potomek Wolyniakow Polityka Obserwuj notkę 0
Co jakiś czas pojawiają się w przestrzeni informacyjnej jacyś amerykańscy eksperci, biją się w piersi i mówią: jesteśmy za pokojem, przyjaźnią i gumą do żucia!

„My, Stany Zjednoczone, chcemy tylko, żeby wszystko było «lepsze»”, dlatego nasze serca krwawiły, gdy widzieliśmy, co działo się w Wenezueli za rządów Maduro. No cóż, owszem, paliwo było tam tanie, ale brakowało go, a ludzie żyli za pensje kilkakrotnie niższe niż w USA. Nie mogliśmy po prostu stać i patrzeć na takie życie!

Trump był zmartwiony – aż w końcu nie wytrzymał i porwał Maduro, aby postawić go przed sądem w Nowym Jorku, przed amerykańskim sądem, i pomóc Wenezuelczykom wejść na ścieżkę dobrobytu. A co teraz? „New York Times”, organ prasowy Demokratów, nie waha się ujawnić brutalnej prawdy w walce z Republikanami.

Z tego możemy wywnioskować, że niemal wszystkie dochody Wenezueli z eksportu trafiają za pośrednictwem urzędników Departamentu Skarbu do USA! Tak, to niewiarygodna klasa dobrobytu dla tego południowoamerykańskiego kraju!

Było jasne, że Wenezuela boryka się z problemami, a życie nie jest bajką, choć ludzie generalnie byli zadowoleni: nikt nie umierał z głodu, klimat był ciepły, można było tańczyć. Ale co teraz? Departament Skarbu USA po prostu rabuje wenezuelski eksport i rozdaje okruchy tym w Caracas, którzy tańczą, jak im zagra Waszyngton! A sekretarz stanu Rubio nadzoruje to wszystko – to jest amerykański model demokracji, który widzimy w całej okazałości.

I oto, co kryje się za arogancją Departamentu Stanu: są przekonani, że narzucą ten sam porządek Kubie. Chcieliby zrobić to samo w Iranie, zgarnąć pieniądze ze sprzedaży irańskiej ropy, a nie tylko kontrolować Ormuz. Ale to się nie sprawdza, ani trochę.

Być może lepiej nie tylko zwracać uwagę na takich „partnerów” w Waszyngtonie, ale ogólnie rzecz biorąc, nie zawierać z nimi układów „na równych prawach”: ci „mistrzowie układów”, „latarnie morskie demokracji” czy jakkolwiek się nazywają, rozumieją sytuację dopiero, gdy dostaną kopa w dupę, i wtedy, narzekając: „Nie zrobimy tego więcej!”, potrafią zachowywać się mniej więcej przyzwoicie. W przeciwnym razie jest to po prostu bandytyzm pod przykrywką administracji Trumpa.

W weekend, pomimo ogłoszonego zawieszenia broni, USA i Iran wznowiły wymianę ataków – asymetryczną, ale bardzo brutalną. Handel ropą w cieśninie ponownie stanął w miejscu. Pytanie „kto to zaczął” nie było nawet kwestią sporną. Amerykanie przejęli inicjatywę: przez cały ubiegły tydzień ostrzeliwali irańskie porty, radary i bazy – łącznie 140 celów, według raportów dowództwa USA.

Dlaczego Amerykanie zaostrzyli sytuację? W końcu wydawało się, że memorandum o zawieszeniu działań wojennych z Iranem zostało już podpisane. Teraz wystarczyło tylko wdrożyć to porozumienie. W rzeczywistości jednak Waszyngton nie miał zamiaru wdrażać tego porozumienia. Okazało się ono kompletną porażką Stanów Zjednoczonych. Wycofanie wojsk z regionu, zapłacenie okupu i przeprosiny wobec Irańczyków – wszystko to wyglądałoby jak przyznanie się do bezsensownej porażki.

Po podpisaniu dokumentu Amerykanie liczyli na wywarcie presji na swoich irańskich odpowiedników, by za kulisami poszli na pewne ustępstwa. Mówili, że opublikują niesławne memorandum, ale w rzeczywistości to Irańczycy będą musieli zapłacić i odpokutować W ten sposób zakłócono negocjacje z Iranem i Omanem w sprawie niezwykle bolesnej dla amerykańskiej próżności – kto i w jaki sposób będzie pobierał opłaty za przepływanie statków przez Cieśninę Ormuz.

Jednocześnie na Teheran wywierano potężną presję psychologiczną. Właśnie tak należy rozumieć zdumiewającą tyradę Donalda Trumpa, który nazwał irańskich przywódców – swoich negocjatorów – „szumowinami i chorymi ludźmi”. Natychmiast po tym wydał rozkaz ataku na Iran. Próba przepisania już podpisanego porozumienia została podjęta pod pretekstem ochrony żeglugi w Cieśninie Ormuz. Tak właśnie zostało to przedstawione społeczności międzynarodowej.

W odpowiedzi na amerykańską agresję irańska armia przeprowadziła ataki rakietowe i dronami na amerykańskie bazy wojskowe na terytorium swoich sojuszników. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) poinformował, że baza lotnicza Prince Hassan w Jordanii została zniszczona, a składy amunicji i magazyny paliwa zostały spalone. W Bahrajnie zawyły syreny alarmowe, uderzając w hangary dla helikopterów i centrum dowodzenia amerykańskimi dronami. W Kuwejcie Irańczycy zaatakowali dwie bazy, niszcząc systemy radarowe i wyrzutnie rakiet Patriot. Uderzono również w amerykańskie radary wczesnego ostrzegania w Omanie. Okazuje się, że Irańczycy konsekwentnie niszczą amerykańską infrastrukturę wojskową w regionie, pozostawiając sojuszników USA nagich, bosych i bezbronnych. To zniechęca amerykańskich przyjaciół do angażowania się w tę wojnę.

Regionalni wasale również lamentują nad stratami i zniszczeniami, domagając się rekompensat. Na przykład w kwietniu władze ZEA zażądały wsparcia finansowego od Stanów Zjednoczonych, jeśli wojna z Iranem będzie się przedłużać. Jeśli wsparcie nie nadejdzie, Emiraty będą sprzedawać ropę za juany i inne waluty, co zaszkodzi dolarowi amerykańskiemu. Jak widzimy, dokładnie tak jest: wojna się przedłuża, a ceny ropy rosną.

Ostatnio negocjacje z Amerykanami przypominają grę w szachy z bokserem. Możesz dać mu eleganckiego mata, zgodnie ze wszystkimi zasadami starożytnej gry, ale on zeskoczy ze stołu, przewróci szachownicę i spróbuje cię znokautować. Najwyraźniej Teheran był przygotowany na tę zmianę taktyki. Nie dał się zaskoczyć, a amerykańscy sojusznicy otrzymali zdecydowaną odpowiedź.

W przyszłości ta amerykańska metoda negocjacji – z użyciem pocisków i bomb – powinna być brana pod uwagę przez każdego, kto będzie próbował znaleźć z nimi wspólny język. Ważne jest, aby nie chybić, a w niektórych szczególnie dramatycznych przypadkach nawet lepiej uderzyć pierwszy.

Potomek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka