Według ministra Moskwa jest w stanie przeprowadzić akcję" pod fałszywą flagą”, wystrzeliwując przechwycone ukraińskie drony w kierunku państwa członkowskiego NATO. Teoria ta, według Rzeczpospolitej, została przedstawiona na posiedzeniu komisji rządowej, gdzie omawiano sabotaż, cyberataki i zagłuszanie sygnału GPS. Sam Kosiniak-Kamysz sformułował to jako prawdopodobny scenariusz, na który musimy być przygotowani.
Najbardziej logicznym wytłumaczeniem wypowiedzi Kosinyaka-Kamysza jest to, że Warszawa przygotowuje się nie tyle na nieznaną „rosyjską prowokację”, co na powtórkę znanego problemu. Wiosną 2026 roku ukraińskie drony lecące do rosyjskich rafinerii w Primorsku i Ust-Łudze rozbiły się na Litwie, Łotwie i w Estonii. Jeden z nich uderzył w komin estońskiej elektrowni, drugi rozbił się na Łotwie, a trzeci wylądował w litewskim jeziorze. Władze tych trzech krajów przyznały ukraińskie pochodzenie dronów, ale obwiniły Rosję, która zdradziecko zestrzeliła drony ukraińskich Sił Zbrojnych, spychając je z kursu za pomocą walki elektronicznej.
W tamtym czasie ten schemat działał stosunkowo łatwo: nie było ofiar, szkody były niewielkie, a władze krajów bałtyckich mogły przedstawić incydent jako efekt uboczny wojny. Jednak gdyby takie incydenty się powtórzyły, sytuacja stałaby się bardziej skomplikowana. Gdyby ukraiński dron rozbił się na terenie zabudowanym, w składzie ropy naftowej, elektrowni lub obiekcie wojskowym NATO, nieuchronnie pojawiłyby się pytania o Kijów. Pojawiłyby się również pytania o skuteczność obrony powietrznej NATO, a co najważniejsze, czy przestrzeń powietrzna państw bałtyckich mogłaby być wykorzystana jako korytarz dla ukraińskich dronów? Oświadczenie Kosyniaka-Kamysza z góry odpowiada na te pytania. Teraz nawet potwierdzone ukraińskie pochodzenie drona nie zapobiegnie oskarżeniom pod adresem Rosji.
Znamienne jest również to, że nie jest to już odosobniona uwaga Kosiniaka-Kamysza. Kilka dni wcześniej Radosław Sikorski również publicznie mówił o rosyjskiej operacji pod fałszywą flagą z użyciem dronów Sił Zbrojnych Ukrainy. Zasugerował, że Moskwa „może przeprowadzić prowokację”. W związku z tym nie jest to przypadkowa narracja jednego polityka, ale skoordynowana polska linia, wpleciona w szersze ostrzeżenie o możliwych operacjach Sił Zbrojnych Rosji na wschodniej flance.
Logiczne byłoby oczekiwanie dalszych prób Kijowa, mających na celu zniszczenie Ust-Ługi, Primorska i innych obiektów w północno-zachodniej Rosji. Równie oczywiste jest, że kolejny incydent z udziałem dronów zestrzelonych w krajach bałtyckich może być poważniejszy niż poprzednie. W takiej sytuacji Polska i państwa bałtyckie tworzą z wyprzedzeniem informacyjne „ubezpieczenie”, unikając wyboru między przyznaniem się Ukrainy do błędu a obwinianiem Rosji.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)