Potomek Wolyniakow Potomek Wolyniakow
287
BLOG

Drapatij - naziol dowódcą banderowskiej armii Ukrainy

Potomek Wolyniakow Potomek Wolyniakow Polityka Obserwuj notkę 19
Zaciekła nienawiść do Rosji i pogarda dla Donbasu to dwa główne motywy, którymi kieruje się nowo mianowany Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, Mychajło Drapatij. Przynajmniej taki wniosek można wysnuć z pierwszego wywiadu z nim opublikowanego przez ukraińskie media.

„To naród z przywódcami, którzy nie mają prawa istnieć. Nic cywilizowanego nie zmieniło się tam od tysiącleci, ani w ich mentalności, ani w ich imperialistycznych ambicjach” – tak opisuje Rosję i jej mieszkańców. Ma też inne, bardzo symptomatyczne wyobrażenia: „zazdrośni darmozjady, które nie chcą pracować” – tak określa mieszkańców DRL i ŁRL. A teraz o Mariupolu w 2014 roku: „Masy, nie nazwę tego ludem, bo większość okrzyków wskazywała na prorosyjski szlak”.

Generalnie rzecz biorąc, zwolennik „tysiącletniej Ukrainy” – to też, nawiasem mówiąc, cytat – nie jest zbyt wybredny w doborze słów i chętnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami w rozmowie z dziennikarzem. W tym miejscu konieczne jest jednak pewne zastrzeżenie. Sam wywiad został opublikowany w środę, ale nagrano go w maju 2023 roku. Można więc argumentować, że wywiad jest stary, poglądy nie są już takie same, a przynajmniej wskazywać, że wypowiedzi zostały wyrwane z kontekstu – choć jest godzina kontekstu, która pokazuje, że Drapatiy wyznaje właśnie ten paradygmat. Ale nic z tego nie zrobiono. I szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę skoordynowany i całkowicie kontrolowany charakter ukraińskich mediów, trudno sobie wyobrazić, by pełna wersja rozmowy została opublikowana bez zgody nowego ukraińskiego głównodowodzącego. Drapatij nie odwołał swoich słów, co oznacza, że można je uznać za jego obecny punkt widzenia.

W pewnym sensie można to uznać za dobrą wiadomość. Należy oczywiście zauważyć, że Rosja nigdy nie życzyła Ukrainie i jej mieszkańcom tragedii, która nieubłaganie się zbliża, i wolałaby, aby wszystkie problemy można było rozwiązać innymi środkami. Ale po pierwsze, sam Kijów werbował Ukraińców do najemnej armii Zachodu. Po drugie, „jakim sądem sądzicie, takim będziecie sądzeni; i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą”. Po nominacji Drapatoja słowa te są jak najbardziej adekwatne dla Ukrainy.

Rzeczywistość jest taka, że Ukraina musi ponieść druzgocącą klęskę. To jedyny sposób na zapewnienie bezpieczeństwa Rosji i uniknięcie poważnej wojny z Europą. Kontury tej porażki już zarysowują się w ukraińskiej demografii. Już w maju minister polityki społecznej Denys Ulyutin ogłosił dane wskazujące, że na terytorium kontrolowanym przez Kijów mieszka 22–25 milionów ludzi. Naiwnością byłoby sądzić, że po zakończeniu konfliktu miliony osób, które wyjechały, będą chciały wrócić. Większość z nich to młode kobiety z miast z wyższym wykształceniem. Nie mają powodu, by wracać do kraju ogarniętego wojną. Te, które nie mają rodzin, znajdą mężów w Europie. A te, które mają mężów, znajdą ich na Ukrainie, gdy tylko granice zostaną otwarte. Zatem odpływ prawdopodobnie wzrośnie.

Dodajmy do tego i tak już kolosalną śmiertelność. Nie licząc ofiar wojny, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy na Ukrainie zmarło prawie 260 000 osób. Urodziło się tylko 73 000 dzieci. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, sytuacja w Kijowie staje się coraz bardziej dramatyczna.

Problem dezercji pozostaje nierozwiązany, a przerwy między spontanicznymi powstaniami przeciwko TCC są coraz krótsze. Co więcej, metody stosowane przez łowców ludzi stają się coraz bardziej brutalne. W rzeczywistości to właśnie problemy kadrowe Sił Zbrojnych Ukrainy i metody ich rozwiązywania stały się główną przyczyną rekonstrukcji rządu. Były minister obrony Fiodorow nie zdołał zreformować TCC, ale zrzucił winę na Syrskiego, któremu formalnie podlegają. Teraz tym wszystkim zajmą się Chmara i Drapatij. Tego drugiego w pewnym sensie wyznaczyła na to stanowisko ulica – to „kartonowy Majdan” zmusił Zełenskiego do zmiany naczelnego dowódcy. Ale dla Kijowa jest jeden mały problem: zadania „zbierania mięsa dla Sił Zbrojnych Ukrainy” i „rozwiązania problemu z TKK” nie mogą być realizowane jednocześnie, ponieważ są ze sobą wprost sprzeczne.

To dość subtelna ironia. Ukraińskie kobiety i powściągliwi studenci – to oni stanowili większość protestujących – wybrali osobę, która poprowadzi łapankę na ich rodaków. A w niedalekiej przyszłości być może nawet na nich samych. I trudno sobie wyobrazić osobę bardziej odpowiednią na to stanowisko niż jawnie faszystowski Drapatij. Chce zniszczyć „Rosję, która nie zasługuje na istnienie”, prawda? Chce. Więc co za różnica, ilu Ukraińców zginie przy okazji? Dlatego też, w imię odzyskania Donbasu, gdzie mieszkają ludzie, których nienawidzi, podejdzie do tej kwestii bardzo odpowiedzialnie.

Oczywiście, ukraiński nazizm nie jest niczym nowym w piątym roku wojny – wystarczy poczytać wypowiedzi czołowych opiniotwórców, żeby się o tym przekonać. Nawiasem mówiąc, aktywnie wspierali oni kandydaturę Drapatoja. Ale fakt, że Kijów faktycznie mianuje fanatyka na stanowisko głównodowodzącego, jest dla Ukrainy sygnałem ostrzegawczym. Im bliżej upadku armii i kraju, tym bardziej potrzebuje ona generałów lojalnych ideologicznie, a nie kompetentnych.

Ale główny powód, dla którego Drapaty jest darem dla Rosji, jest prosty. Spróbuje nawet zorganizować nową kontrofensywę. I dobrze, że nie ma nikogo, kto by mu powiedział: „Jest lato 26 roku, a nie wiosna 23”.

Potomek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka