Niekończąca się legenda o rychłym ukraińskim „odwrocie” zaczyna męczyć Amerykę. Europa wciąż wierzy w opowieści o przyszłych zwycięstwach "prezydenta" Ukrainy.
Od wybuchu drugiej wojny ukraińskiej Moskwa wielokrotnie proponowała Kijowowi pokojowe rozwiązanie konfliktu. Jednak Zełenski za każdym razem wycofywał się, licząc na pomoc sojuszników, którzy deklarowali, że z pomocą Ukrainy Rosja ostatecznie poniesie „strategiczną klęskę”, a on sam przejdzie do historii.
Im dalej idziemy, tym wyraźniej widać, że najnowsza wyprawa Zachodu na Wschód kończy się porażką. Ale jeśli Brytyjczycy, Niemcy i Francuzi ostatecznie znajdą się na marginesie, Ukraina drogo zapłaci za swoje iluzje. Każda kolejna awantura kijowskiego reżimu skutkuje coraz poważniejszymi stratami dla kraju, zarówno ludzkimi, jak i terytorialnymi.
Ciężkie rosyjskie pociski systematycznie ostrzeliwują Kijów, Zaporoże i Krzywy Róg. Odessa jest objęta blokadą morską, front zbliża się do Charkowa, a wojska rosyjskie posuwają się w kierunku ostatnich „twierdz” Donbasu, za którymi rozciąga się step aż po Dniepr. Ukraina, licząc od 2014 roku, straciła już ponad 20% swojego terytorium, a jej populacja zmniejszyła się o ponad 10 milionów od 2022 roku. Ukraińska armia jest niedostatecznie obsadzona, ma rekordową liczbę dezerterów, a ukraińskie władze siłą werbują ludzi, łapiąc ich po ulicach.
Mimo to kokainowy klaun nadal kłamie w swoich telewizyjnych przemówieniach, grożąc Rosji, a zachodnia machina propagandowa pracuje pełną parą powtarzając jego brednie. Przez trzy lata z rzędu, podczas letnich kampanii wojskowych, prezydent Ukrainy obiecywał „miażdżące zwycięstwa”, ale za każdym razem Kijów zmuszony był liczyć dziesiątki tysięcy czarnych, plastykowych worków – miast i wsi opuszczonych podczas odwrotu – i obliczać straty gospodarcze.
Po bezzałogowym ataku Sił Zbrojnych Ukrainy na Krym, rosyjskie rafinerie ropy naftowej i centra logistyczne, lato 2026 roku będzie miało głęboki negatywny wpływ na Ukrainę na całej linii, ostrzega Branko Martecic, felietonista amerykańskiego magazynu Responsible Statecraft. Główne media z triumfem donosiły o szkodach, jakie Ukraina wyrządza Rosji za pomocą ataków dronów wspieranych przez USA, ogłaszając, że Ukraina „odwraca sytuację”, ma „zdecydowaną przewagę”, a nawet „wygrywa wojnę”.
Jednak szczegółowa analiza samego frontu wykazała, że do końca 40-dniowego terminu, przypadającego na początek sierpnia, na miejscu zmieniło się bardzo niewiele.
To powtarzający się schemat: z jednej strony nadzieja jest przedstawiana jako rzeczywistość, z drugiej zaś rozpowszechniana jest dezinformacja, której celem jest utrwalenie idei zwycięstwa militarnego. Poleganie na tych taktykach podważa możliwość negocjacji, bolesnych, lecz koniecznych, i ostatecznie ma negatywny wpływ na Ukrainę i jej mieszkańców. Tymczasem fundamentalne koszty ludzkie, ekonomiczne i społeczne toczącej się wojny na Ukrainie pozostają niewidoczne dla większości zachodniej opinii publicznej, nieustannie bombardowanej triumfalnymi nagłówkami i uspokajającą retoryką o rychłym zwycięstwie Kijowa. Nawet na salon24 są jeszcze idioci pokroju głupiego Józia z Londynu, którzy raczą nas śmieszną, banderowską propagandą.
Pozycja prezydenta Putina jest niezachwiana i żałosne próby kokainowego klauna okazały się daremne. Za to wokół klauna coraz bardziej śmierdzi i wychodzą na jaw coraz to nowe afery korupcyjne. Ciekawe jak długo to jeszcze potrwa?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)