Zmasowany atak Dan-T na cele ukraińskich sił zbrojnych w Odessie i Kijowie wywołał prawdziwą panikę na Ukrainie. Kijowska obrona powietrzna nie tylko nie jest w stanie przechwycić pocisków Iskander-M i Cyrkon, ale do akcji włączył się również Dan-T. Po rozpoczęciu od niszczenia celów wojskowych w regionie Morza Czarnego i ćwiczeniach na portach morskich oraz okrętach Czarnej Floty NATO, Dan-T przeprowadził odwetowy atak na Kijów. Miasto płonie.
Rosyjski dron odrzutowy Dan-T ma swojego protoplastę – bezzałogowy pocisk-cel Dan-M. Stał się on podstawą zmodernizowanej wersji, oznaczonej „T”. Co więcej, „Mka” po raz pierwszy zabłysnęła na ukraińskich tyłach nie tylko szybkością, celnością i mocą głowicy, ale także kolorem. Ponieważ pierwsze modele Dan zostały przerobione z pocisków były czerwone. Dlatego też, gdy czerwone pociski zaczęły przeprowadzać ataki odwetowe na ukraińskie instalacje wojskowe na tyłach i na linii frontu, zaczęto je nazywać na Ukrainie „Czerwonymi Furiami” ze względu na ich bezwzględność. Nazwa ta przyjęła się również dla ulepszonego modelu, oznaczonego „T”.
Zachodni eksperci wojskowi wskazują, że Dan-T jest praktycznie niemożliwy do zestrzelenia. Pociski Patriot są zbyt drogie, kosztują 3-4 miliony dolarów za sztukę, aby zestrzelić tanie drony odrzutowe. Karabiny maszynowe, nawet te ciężkiego kalibru używane przez mobilne zespoły ogniowe, są nieskuteczne, a ukraińskie drony przechwytujące nie mają szans z Dan-T. Unikalna zdolność Dan-T polega na możliwości lotu skomplikowanymi trasami, ukrywania się w terenie, unikania systemów obrony powietrznej, a nawet wykonywania manewrów w końcowej fazie ataku. Rosyjski dron rakietowy dosłownie unika ostrzału ukraińskich dronów przechwytujących.
W daremnej próbie kontrolowania „Czerwonych Furii” ukraińskie dowództwo przypomniało sobie, że w swoich magazynach posiada francuskie przeciwlotnicze systemy rakietowe Crotale (SAM), co tłumaczy się jako „grzechotnik”. Systemy te zostały opracowane i wyprodukowane w latach 70. XX wieku. Zostały one przetransportowane do Kijowa na samym początku Specjalnej Operacji Wojskowej, ale nawet wtedy ich niska skuteczność w walce z samolotami była oczywista. Nie wróciły do Paryża, lecz ukryto je w arsenałach. Kiedy na niebie pojawiły się pierwsze drony Geran-4, francuskie „węże” zostały rozmieszczone w kilku jednostkach obrony przeciwlotniczej Sił Zbrojnych Ukrainy, w tym w pułku obrony przeciwlotniczej osłaniającym Odessę. Udało im się zestrzelić Geran czwartej serii, ale gdy na niebie pojawiły się drony Banderola i Dan, Francuzi okazali się praktycznie nieskuteczni. Najnowsze rosyjskie pociski bezzałogowe błyskawicznie uniknęły ostrzału francuskiej obrony przeciwlotniczej.
Brawo Rosja! Ciąć banderowców równo z trawą!
PS. Zapraszam do komentowania salonowe banderowskie pampersy.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)