wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
64 obserwujących
100 notek
244k odsłony
  3496   0

Donald Tusk, czyli nieszczęściarz.

Każdy gracz o jakimkolwiek doświadczeniu jest ekspertem od sił nadprzyrodzonych mieszających szyki ludzkim przedsięwzięciom, w sposób nie poddający się racjonalnym ujęciom. Pech, fatum, nieszczęście, przeznaczenie i ich nosiciele to kategorie wszystkim znane, ale nie wystarczająco zbadane. Z wiadomych względów. 

Pewne kwestie są jednak oczywiste. Nie da się zaprzeczyć istnieniu wiecznych pechowców, ale też nikt jeszcze nie spotkał permanentnego szczęściarza. Wśród pechowców stosunkowo mało szkodliwą kategorią są ci " w sobie", którzy co najwyżej nie intencjonalnie swój brak fartu przenoszą na innych poprzez obstawianie tych samych wyników, czy koni. W latach osiemdziesiątych na Służewcu postrachem graczy był niejaki "Siatka" ( przydomek zawdzięczał nieodłącznej brązowej siatce z ortalionu, z kółkami w roli uchwytów, zawierającej wszystkie wyścigowe precjoza ). Ów wielki znawca był równie wielkim pechowcem i jak tylko na padoku krzyknął "dawaj 3 - 6 ", albo "Korab wygra o pół pola", to tym samym smażył wszystkich grających to samo co on. "Siatka" miał wielu następców, z których najgroźniejszy był Heniek Belfegor. Wystarczyło , że spojrzał na kupon.... Tacy ludzie wzbudzali raczej politowanie niż niechęć. Co innego osobnicy, którzy wobec innych działali jak Nemezis, sami nieźle, albo wręcz znakomicie prosperując. I tu zbliżamy się do bohatera notki.

Istnieje kategoria pechowców "dla innych", których pojawienie się nieodmiennie zwiastuje katastrofę. Takie indywiduum może występować jako duch, zwierzę i par excellence człowiek. Dwie pierwsze formy są o dziwo doskonale znane niemieckiej marynarce wojennej. Pierwsza to duch marszałka Gebharda Bluchera, którego imieniem Prusacy konsekwentnie nazywali swoje okręty. Pierwszy - kanonierka, wyleciał w powietrze w wyniku eksplozji kotłów, drugi został zatopiony 25 stycznia 1915r. przez brytyjskie liniowce. Najbardziej spektakularnie skończył trzeci - ciężki krążownik "Blucher", który 9 kwietnia 1940r., w fiordzie Oslo, poszedł na dno z większością załogi i personelem mającym stanowić okupacyjne władze Norwegii. Co ciekawe, o losie okrętu przesądziło trafienie archaicznymi austriackimi torpedami, z wyrzutni dowodzonej przez emerytowanego oficera i obsługiwanej przez rezerwistów. Jak nie idzie, to nie idzie.

Z Donaldem Tuskiem najwięcej wspólnego ma jednak kot. Znany pod imieniem Oscar, zaokrętowany na pancerniku Bismarck jako "bordkatze der Bismarck", z którym wypłynął 19 maja 1941r. z Gdyni  na pierwszy i zarazem ostatni rejs bojowy. Pierwszą ofiarą czarnego kota był brytyjski liniowiec Hood, zatopiony przez Bismarcka wraz z całą załogą 24 maja 1941. Kolejną był macierzysty okręt posłany na dno trzy dni później. Z liczącej przeszło 2200 ludzi załogi uratowano 115 osób i Oscara podjętego przez brytyjski niszczyciel Cossack. Jednak i ten okręt z kotem na pokładzie poszedł na dno, z większością marynarzy, trafiony torpedą wystrzeloną 23 października 1941r., przez U - 563. Oscar znów wyszedł cało i został przeniesiony Na lotniskowiec "Ark Royal". Dumna nazwa nie pomogła.14 listopada 1941r. i ten okręt zatonął trafiony na Morzu Śródziemnym torpedami z U - 81. Tym razem zginęła tylko 1 osoba. Oscar resztę wojny spędził w Gibraltarze, bo już nikt nie chciał go zaokrętować, a życie zakończył w Belfaście jako pensjonariusz domu dla marynarzy  weteranów.

Jeśli dobrze prześledzić karierę byłego "króla Europy" widać ścisłe duchowe pokrewieństwo z Oscarem. Wypłynął na szersze wody z Trójmiasta, pierwszą salwą swojej ówczesnej formacji politycznej Kongresu Liberalno - Demokratycznego, zatopił całą masę polskich przedsiębiorstw, po których nie zostały nawet bąbelki. Gdy jego pierwszy liniowiec, niedługo po słynnym "panowie policzmy głosy" poszedł na dno, Tusk został podjęty na pokład Unii Wolności. Tą jak wiadomo unicestwił, w sensie politycznym to nawet z całym mostkiem kapitańskim. 

Na kolejnym okręcie, czy też platformie, Tusk rządził i dzielił. Do czasu. Pierwsze przecieki skłoniły admirała do skorzystania ze złotej szalupy ratunkowej, rzuconej przez sojuszników. I tu podobnie jak Oscar na Bismarcku, nasz były premier został pokładową maskotką.

Zapowiada powrót. Na kogo wypadnie na tego bęc.

Lubię to! Skomentuj192 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka