wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
64 obserwujących
99 notek
242k odsłony
  661   0

Kiedy ranne wstają zorze. O poezji polskiej.

Lucjan Siemieński, interesujący pisarz i dobry poeta należał do  polskich prekursorów eseju literackiego. Jednym z ciekawszych jego opracowań w tym zakresie był szkic o słowiku. W samej rzeczy. Słowik Szary ( luscinia luscinia ), to zdaniem Siemieńskiego najbardziej słowiański z ptaków. Śpiewak nad śpiewakami, sołowiej, wyraziciel śpiewności słowiańskiej mowy, tak różnej od tej jaką posługiwały się sąsiednie plemiona, ze względu na walory swojego języka nazywane Niemcami. 

Mamy naturę poetyczną. Polakowi musi brzmieć. Słowik w gaju w majową noc, bo jak wiadomo już " na święty Wit, słowik cyt", chrząszcz w trzcinie, pszczoła, wilga, mgła - wszystko nam gra.  I tak od zawsze, co widać szczególnie w naszej poezji. Nieprzypadkowo powołałem w tytule Franciszka Karpińskiego. Uznawany w swojej epoce za wielki talent, urzędował na różnych magnackich dworach, otarł się o wielki świat, pisał dobre wiersze w ówczesnej konwencji, jak Kniaźnin, jak Trembecki, jak Szymanowski. Szumnie nazywany 'śpiewakiem Justyny" , na kanwie znanych podówczas liryków miłosnych. A jednak cały ten dorobek poszedł w zapomnienie, a o skali talentu Karpińskiego przekonujemy się tylko na podstawie pieśni nabożnych, kolędy i oczywiście wspaniałej sielanki "Laura i Filon", o której sam Adam Mickiewicz napisał, że jak żaden inny utwór oddaje ducha polskiej poezji: " już miesiąc wzeszedł, psy się uśpiły" Kto tego nie czuje, ten ubogi w polskość. Nic dziwnego, że motyw muzyczny tego utworu Fryderyk Chopin wykorzystał w swojej słynnej "Fantazji na tematy polskie".

W sferze muzycznej ta polska śpiewność znalazła swojego geniusza, który przełożył ją na język nut i sprezentował światu nie dające się wyprzeć wyobrażenie, bo właśnie od "wyobrażania" jest i muzyka i poezja. Od zamykania tego co niewidzialne i ulotne w pojęcia, w obrazy , w słyszność i oczywistość. Nie inaczej było w literaturze. Może nie mamy poetów o zasięgu światowym, Chopinowi było łatwiej, bo język muzyki jest uniwersalny, polski nie. Ale niech się inni martwią, że nie znają naszych poetów, my mamy swoich geniuszy, dających "wyobrażenia" fundamentalne. Na tyle istotne, żebyśmy mogli uczone dyskusje o Bogu i religii zbywać wzruszeniem ramion, bo czego by na różnych blogach nie napisano przeciwko istnieniu Boga, albo j Jego ograniczeniom, to z dowolnej szuflady wyciągam jakiś polski wiersz, choćby "Próby" Norwida  i już wiem kim jestem, skąd jestem i co mnie obchodzi filozofia Kanta. 

Poezja ma moc wielką, o czym przekonałem się jeszcze w przedszkolu, gdy tuż przed zakończeniem ostatniego roku przed pójściem do szkoły zainscenizowaliśmy " Na straganie " Brzechwy. Znam ten wiersz na pamięć po dziś dzień, bo miałem trudną rolę selera, jedynej postaci zabierającej głos kilkakrotnie. I choć sam tekst - wypowiedziane z zatkanym nosem " a to feler westchnął seler" nie było trudne, to jednak wejście w odpowiednim momencie wymagało czujności i znajomości tekstu. Ten ponury utwór, nie wiadomo z jakich powodów uznawany za literaturę dziecięcą, kończy się pełną deterministycznej rezygnacji wypowiedzią kapusty, spuentowaną przez selera. Koleżanka grająca kapustę, już zawsze mi się kojarzyła z tym nieszczęsnym występem. Zresztą pewnie Brzechwa w ogóle a "Na straganie" w szczególności, zostanie zakazany  - bo w tym słynnym wierszu występuje też silny motyw ksenofobii i rasizmu, a nawet transfobii oddany plastycznie w niechęci buraka do zalotów cebuli.

Bez poezji obejść się nie umiemy, a przynajmniej do niedawna tak było. Tak jak pieśni ludu, pieczołowicie zbierane przez Kazimierza Wójcickiego, Adama Czarnockiego, Oskara Kolberga i innych towarzyszyły naszym przodkom w każdej porze dnia i roku, każdemu świętu, pójściu do kościoła czy na jarmark, tak i jeszcze lat temu kilkanaście dość powszechnie poezji w Polsce słuchano. Może czytanie nie było powszechne, tak jak jeszcze przed wojną, czy wcześniej, ale słuchanie i owszem. Bo przecież polska liryczna śpiewność znalazła swoje nowe środki wyrazu, o czym aż nadto zaświadczyli Czesław Niemen, czy Grzegorz Ciechowski. Pamiętam z  liceum, w czasach eksplozji polskiego "rocka", plebiscyt tygodnika "Razem", na najlepszą rodzimą płytę w historii muzyki rozrywkowej. Moi nastoletni rówieśnicy byli przekonani, że wygra ktoś z ówczesnych wielkich. A tu szok. Na pierwszych dwóch miejscach Niemen właśnie " Dziwny jest ten świat" i " Bema pamięci żałobny rapsod", a dalej podobnie. A przy tym absolwentem mojej szkoły był Przemysław Gintrowski. 

Każde pokolenie miało swoich poetów, organizowali nasz świat , wydała ich Polska całą genialną masę. Dwoje z nich dostało nawet Nobla, choć w moich rejestrach próżno szukać tych akurat nazwisk w pierwszej trzydziestce. I choć teraz słabo to wygląda, bo ciszę letnich wieczorów przerywaną odległym i gasnącym szczekaniem zasypiających psów,  coraz częściej masakruje dźwięk kosiarek spalinowych, albo ultrabas z samochodowych głośników, to niech żywi nie tracą nadziei, bo póki woda płynie w Wiśle...

No i to tak. Idzie wiosna. Znowu będzie można pójść do ogrodu, a kto nie ma to do parku i posłuchać słowika. Chyba , że znów nie będzie można. 

P.S. W Polsce mamy wielu genialnych poetów, ale proszę pamiętać, że zbiór określany mianem "poeta najgenialniejszy" jest jednoosobowy i to się nie zmieni.


Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura