wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
76 obserwujących
123 notki
300k odsłon
  2608   6

Franciszek Ksawery Drucki - Lubecki. Niechciana tradycja.

W bohaterze tej notki nic się nie zgadza z naszymi wyobrażeniami o Polsce i Polakach. Być może dlatego zamiast być centralną postacią historycznych i ideowych sporów, egzystuje gdzieś w bocznych szufladach naszych dziejów, zapomniany, nielubiany, honorowany skromnie i ceniony przez nielicznych. To zadziwiające, bo gdyby spojrzeć na żywe po dziś dzień materialne ślady działalności i niezmordowanej energii tego człowieka, to chyba porównywalnych pod tym względem postaci, znajdziemy niewiele.

Krwi polskiej w sobie nie miał. Jedynie spolonizowaną. Genealogią tłumił wszystkich największych, z Romanowami, Czartoryskimi i Radziwiłłami na czele. W prostej linii potomek Ruryka, ale nie tylko. Także  spadkobierca Krywiczów, prastarych protoplastów Białorusinów, siedzących nad Prypecią na długo przed świtem jakichkolwiek wiadomości o Polsce. I mimo, że z książąt Druckich wywodziła się Sonka , ostatnia żona Władysława Jagiełły, "babka królów", to jej krewni w I Rzeczpospolitej kariery nie zrobili. Dali kilku pomniejszych senatorów i to wszystko. Do największego znaczenia doszedł ojciec Ksawerego, choć też raczej lokalnie, na Pińszczyźnie.

Książę, bo słusznie tak go tytułowano, zaczynał karierę jako dziecko, oddany wraz z bratem na wychowanie do Petersburga. Rosyjskim w związku z tym władał biegle, Moskali poznał od podszewki, gorzej z Polakami i mową ojczystą, choć i tą w końcu perfekcyjnie opanował. Mimo wojskowego wykształcenia, kariery w armii nie zrobił. Odbył jedną kampanię pod Suworowem we Włoszech, jak zapewnia jego biograf, ani jednego wystrzału w stronę polskich legionistów nie skierował, ale pewności nie mamy. Stawał w rosyjskich szykach dzielnie, dostał medal, odniósł kontuzję i na tym jego wojenne przewagi na zawsze się skończyły. Ożeniony z własną siostrzenicą ( !!! ) hrabianką Scipio del Campo osiadł na Litwie, szybko robiąc karierę wśród miejscowej społeczności. Wydelegowany przez nią z petycją do Aleksandra, poznał osobiście cara, a doceniony przez monarchę, stał się człowiekiem niezbędnym dla realizacji jego politycznych planów.

Wielkie chwile Druckiego - Lubeckiego nadeszły wraz z klęską Napoleona. Kampanię 1812r. spędził u boku cara, jako jeden z nielicznych nie dał się porwać ogólnemu entuzjazmowi obywateli Litwy, plastycznie opisanemu w słynnych strofach Wieszcza " O roku ów..... ". Ta powściągliwość postawiła Księcia na pierwszym miejscu wśród Polaków, za pomocą których Aleksander chciał zrealizować swój plan wskrzeszenia Królestwa Polskiego. Nie czas i miejsce , aby analizować na ile szczery, dość stwierdzić, że w ówczesnym położeniu narodu, pod wieloma względami zbawienny.

Idea Aleksandra miała niewielu zwolenników, a nieprzebrane rzesze wrogów. I petersburska oligarchia i pozostali zaborcy robili wszystko, aby powstaniu Królestwa zapobiec, ale za przeciwnika mieli człowieka o niezwykłych talentach, wcale nierzadkich u Polaków, ale niezwykle rzadko w takiej skali eksponowanych. 

Los tej namiastki Polski jaką dano narodowi na Kongresie Wiedeńskim, wielokrotnie wisiał na włosku, zwłaszcza w początkowym okresie trwania, ale zawsze geniusz Druckiego - Lubeckiego, wsparty polityką cara i jego nieodłącznego greckiego doradcy Capodistrii, przemagał trudności. Przede wszystkim nad Królestwem ciążyły bowiem roszczenia finansowe Austrii i Prus, związane z podpisanymi 3 maja 1815r. traktatami z Rosją. Car zlekceważył istotę tych rozliczeń, od razu wieszając krajowi na szyi kamień ciągnący go na dno. Do załatwienia tych spraw powołano komisję trilateralną, w której przedstawiciele Prus i Austrii przedstawili takie roszczenia, że znawca epoki Szymon Askenazy nazwał je "prostym i jawnym rabunkiem". Knobloch i Wittig, przedstawiciele króla pruskiego i austriackiego cesarza, byli tak pewni swego i przekonani o bezradności strony polskiej, że niezbyt szczegółowo zagłębiali się w zawiłości sprawy. W tej niezwykłej partii pokera trafili jednak na mistrza. Drucki - Lubecki jako jedyny z obradujących, pracując po 20 godzin na dobę, zgłębił akta i przygotował karty do rozgrywki, działając etapami. Najpierw doprowadził do podpisania protokołów, zgodnie uznających pryncypia rozliczeń, czyli przyjęcie, że dokonywać się one będą jako podział masy upadłości Księstwa Warszawskiego, na zasadzie proporcjonalnego uczestnictwa następców prawnych, w aktywach i pasywach. Na to i Austria i Prusy ochoczo się zgodziły, mając masę niezaspokojonych roszczeń i nic nie wiedząc o długach. Zresztą ryzyko było niewielkie, bo Książę wyliczył udział Austrii w masie upadłości na 1/9, a Prus na 3/10. 

Po podpisaniu protokołów uzgadniających zasady rozliczeń, kraje niemieckie liczyły na 40 milionów złotych tytułem swoich roszczeń, ale wtedy Drucki - Lubecki wyciągnął asy ze swojej talii i położył na stole. Okazało się, że największym wierzycielem Księstwa był Dwór Saski, mający pierwszeństwo przed innymi,  natomiast tylko Królestwo Polskie i jego obywatele mieli wobec Saksonii roszczenia regresowe , związane z utrzymaniem armii saskiej.  Gdy Knobloch i Wittig zorientowali się , w jaki kanał wpuścił ich Drucki - Lubecki i to na podstawie podpisanych już protokołów, gwałtownie oprotestowali swoje własne pełnomocnictwa.

Lubię to! Skomentuj104 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura