wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
112 obserwujących
168 notek
424k odsłony
  636   9

Książę Józef na Wawelu część II. Droga do Lipska

Żeby zdać sobie sprawę w jakiej sytuacji znalazł się Józef Poniatowski, gdy  wraz z początkiem kalendarzowej zimy resztki Wielkiej Armii wróciły do Warszawy, musimy tę grudniową rozpacz porównać z wcześniejszym, czerwcowym entuzjazmem. Ledwie 23 czerwca pierwsze napoleońskie korpusy przekroczyły graniczny Niemen, rozpoczynając atak na Rosję, w Warszawie zawiązano Konfederację Generalną Królestwa Polskiego ( 28.06. ) jednoznacznie wskazując jaki jest dla Polaków cel tej wojny.

W rozumieniu prawa międzynarodowego Księstwo Warszawskie było ledwie częścią Królestwa Saksonii. Ważna karta w napoleońskiej talii, ale tylko jako element gry w ręku Cesarza. W momencie zawiązania Konfederacji , do której przystąpili wszyscy członkowie władz Księstwa, a także sam monarcha - Fryderyk August I ( pozostańmy przy dwóch z dziewięciu jego imion ) , sprawa polska nabrała innego wymiaru. Przy użyciu dawnej formy ustrojowej reaktywowano de iure Królestwo Polskie, ponieważ na zasadzie lex specialis derogat legi generali - uczestnicy Konfederacji Generalnej przestali być obywatelami Księstwa Warszawskiego, zależnego od Królestwa Saksonii, a stali się obywatelami wskrzeszonego Królestwa Polskiego. Fryderyk August był w prostej linii praprawnukiem Jana Sobieskiego ( po córce Teresie Kunegundzie ), biegle władał językiem polskim, a jego prawa dynastyczne gwarantowała jeszcze Konstytucja 3 maja. A zatem był idealnym kandydatem na objęcie tronu.

Nie wiemy jakie intencje przyświecały Napoleonowi i co realnie Polacy mieli w tej wojnie do wygrania, ale nie bez podstaw wierzyli we wskrzeszenie Rzeczpospolitej w przywracających dawną świetność granicach. Rosja była ostatnim z zaborców, od którego jeszcze niczego nie rewindykowano, a wiara w militarny geniusz Cesarza i potęgę Francji, pozwalała mieć uzasadnione nadzieje na zwycięstwo sprawy polskiej.

Siły wystawione przez Księstwo w tej kampanii szacowano na 100 tysięcy żołnierzy, zorganizowanych przeważnie w V korpusie Wielkiej Armii. W samą Wigilię - 24 grudnia 1812r. ów korpus zjawił się w Warszawie. Z 10 pułków piechoty, 5 jazdy i 2 artylerii powróciło 4 generałów, 120 oficerów i 220 żołnierzy. W styczniu zjawiło się jeszcze 800 piechurów i 900 jeźdźców.  To była największa militarna katastrofa w historii Polski, przebita potem tylko przez wrzesień 1939r. Choć w proporcji do populacji , straty były znacznie wyższe. Zginęła masa obiecujących młodych ludzi - w tym dwaj świetnie się zapowiadający poeci: Andrzej Brodziński i Wincenty Reklewski. Cudem przeżyli Aleksander Fredro i Ignacy Prądzyński. Poległ zasłużony szef sztabu armii - generał Fiszer. W samym szturmie Smoleńska zginęło 500 żołnierzy i 18 oficerów, w tym stryjeczny brat Księcia Józefa, generał Michał Grabowski, naturalny syn Stanisława Augusta i jego kochanki Elżbiety z Szydłowskich. Borodino to kolejny upust polskiej krwi. A potem koszmar odwrotu i przejście Berezyny, gdzie lansjerzy 8 pułku Tomasza Łubieńskiego uratowali Napoleona, znajdując dogodny bród, na którym zbudowano most.

Wszystko ofiary okazały się daremne i kto widział, co pozostało z tak pięknie prezentujących się latem napoleońskich hufców, nie mógł mieć złudzeń. Sprawa Cesarza była przegrana. Wątpliwi sojusznicy i jawni wrogowie nie mogli już wypuścić z rąk okazji pozbycia się "uzurpatora".

Książę Józef z resztkami armii udał się do Krakowa, gdzie leczył zrujnowane zdrowie, choć wciąż jako czynny wódz, starający się skonsolidować, to co da się uratować z rozgromionej armii. Ale był też w Krakowie faktycznym Królem Polski. Wszyscy prominentni członkowie Konfederacji Generalnej albo upadli na duchu, albo starali się już przytulić do zwycięzców. Kuzyn Księcia Józefa, Adam Czartoryski, jeszcze całkiem niedawno rosyjski minister spraw zagranicznych i wciąż aktualny przyjaciel Aleksandra I, realizował już nowy polityczny plan, jak się okazało w tych warunkach dla Polski zbawienny.

I choć Poniatowski pewnie był dość dobrze w związku z tym zorientowany w zamysłach cara, to jednak nie miał powodu im ufać. A nazwisko ciążyło. Kolejny jego nosiciel miałby się okazać niegodnym depozytariuszem narodowych nadziei? Stąd w listach Księcia z pierwszych miesięcy 1813r. pojawia się głównie jedno słowo - honor. 

W badaniach historycznych możemy zrekonstruować wiele. Dynamikę wydarzeń, statykę ich braku - ale nie możemy odtworzyć psychiki, zwłaszcza gdy całkowitej zmianie uległ już system wartości. Żyjemy w czasach gdy honor nic nie znaczy, wczorajszy komunistyczny sekretarz gra rolę wielkiego demokraty, giełdowy oszust jest filantropem, nadmiernie otwarte kobiety rozprawiają o moralności, podobnie jak wielożeńcy o wierności. Tchórzliwi politycy z przekonaniem recytują kłamliwe formułki , przygotowane przez typków pozbawionych jakichkolwiek zasad, a światem rządzą zamówione sondaże, preparowane w mętnych spelunach, dla niepoznaki zwanych biurami.

To nie był świat Księcia Józefa. W Krakowie był już człowiekiem mężnym, gotowym na heroizm. Ten wielki pan, magnat o milionowej fortunie, osobisty przyjaciel wielu z największych ówczesnych możnych, chrześniak Habsburgów - był już w innym świecie. Nie wysiadł z pędzącego ku zagładzie napoleońskiego wozu, na przystanku "nie chce mi się, zrobiłem co do mnie należało, idę wydawać fortunę na alkohol i kobiety, a resztę trwonić". Nie. To już był monarcha w samej istocie. Wódz. Ten co wiedzie i gdy krzyczy "Za mną bracia!" , to nikt się nie waha.

Widzimy tego człowieka w różnych wcieleniach, także jako dziecko  libertyńskiej epoki, w której oficjalna genealogia niewiele miała wspólnego z faktami, a zrodzone w małżeństwach dzieci , często miewały różnych ojców. I tez widzieliśmy Księcia w takich sytuacjach. Ale nigdy nie widzieliśmy tchórza. Gdy ponad wszelką miarę obciążone nazwisko , trzeba było położyć na szali, to żadne prośby i oracje nie mogły Księcia przemóc. A skoro rzucił na stos wszystko co miał, mogąc wygrać tylko honor, nie zawahał się. I po raz kolejny na hasło "Za mną bracia!" poszły za nim tysiące. Do Lipska.

Co najmniej dwóch wielkich polskich historyków - Marian Kukiel i Szymon Askenazy , a za nimi wielu innych, postawiło tezę, że tym marszem po honor, zakończonym "Bitwą Narodów" Książę wywalczył Królestwo Polskie. Nikt nie jest wprawdzie w stanie przeniknąć prawdziwych myśli Aleksandra, tego "Sfinksa Północy", ale z podziwem dla Księcia i jego żołnierzy się nie krył i prędka restytucja armii polskiej, która wkrótce stała się najlepszą w Europie - jest tu jakimś tropem. W naszych dziejach tego dziedzictwa nie da się przecenić. Tym razem heroizm się opłacił i dał nieodwracalny drogowskaz. Każdemu politykowi. Bez męstwa niczego się nie osiągnie.

Nie wiemy jakie były ostatnie słowa Księcia Józefa, to że "trzeba umierać mężnie" powiedział z pewnością. Co do "Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu tylko go oddam" istnieją wątpliwości malkontentów. To bez znaczenia, bo liczy się dziedzictwo tych słów, a to miało bardzo realny wymiar.

C.D.N.


Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura