wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
130 obserwujących
225 notek
577k odsłon
  6590   17

Ponury sen IV Rzeszy. Słowiański sojusz cz. I

Dla każdego myślącego Polaka, wojna toczona przeciwko jego krajowi jest oczywistością. Wprawdzie bomby nie lecą, ale bezpośredni atak na zasoby, zmierzający do ich przejęcia lub eliminacji, to kwestia bezsporna. Pozbawienie majątku w postaci unicestwienia energetycznej samowystarczalności, pozbawienie suwerenności w ramach wspieranych z zewnątrz zamachów na podstawowe instytucje państwa i wreszcie dewastacja kultury, przy użyciu rozbudowanej sieci korporacji , w tym zwłaszcza medialnych - to zagrożenia, z którymi stoimy oko w oko. Co gorsza, wola oporu nie jest tu jasno zdefiniowana wśród ogromnej części populacji, a w przypadku tak zwanych elit - wręcz jednoznacznie odrzucana. 

Gdy w 2015r. do władzy w Polsce doszedł obóz, nie kwestionujący wprawdzie pryncypiów polityki państwa, ale chcący prowadzić ją w warunkach jakiejkolwiek autonomii i niezależności od Niemiec, ich reakcją była bezwzględna wrogość, nieudolnie maskowana pozorami zatroskania o nasz dobrostan i zakres przystosowania do ładu demokracji liberalnej. Piękna maska, zakrywająca to co zwykle Niemcy mieli nam do zaproponowania - prusactwo z batem w ręku, realizowane za pomocą całej gamy impulsów.

Oczywiście w bezpośrednim starciu z niemiecką agresją mielibyśmy szanse tylko w sytuacji jednoznacznej chęci obrony, wyrażonej przez większość społeczeństwa, twardo wspartej i prowadzonej przez autentyczną, samodzielną i dobrze wyselekcjonowaną warstwę przywódczą. Tu jak wiadomo jest bardzo źle, bo posiadamy ją w formie ledwie szczątkowej. W przestrzeni publicznej dominuje bowiem typ Polaka formalnego, brak świadomości, swobody i jakiegokolwiek przywiązania do narodowego dziedzictwa, maskującego przyznawaniem się do "europejskich wartości", o których zresztą też zazwyczaj nie ma pojęcia.

A zatem z tym wściekłym atakiem, niemniej wściekle wspieranym od wewnątrz, nie mamy jak się mierzyć, dlatego przegrywamy. Nie jest to może jakaś spektakularna klęska, raczej powolny ale konsekwentny odwrót, znaczony wywieszaniem białych flag na kolejnych punktach oporu, których mieliśmy bronić za wszelką cenę, a oddajemy zazwyczaj bez walki, jedynie pod osłoną medialnych zasłon dymnych, mających otumanić publiczność mgłą pustych słów. Dochodzimy jednak do momentu krytycznego, w którym albo wydamy bitwę, sprawdzając przy okazji na ile przeciwnik jest przygotowany do stawienia nam czoła, w sytuacji gdy będzie musiał cokolwiek zaryzykować, albo staniemy się krajem trwale bezwolnym, pokonanym w podstawowych zakresach suwerenności, także terytorialnej. 

W momentach przełomowych, gdy już nie ma dokąd się cofać i trzeba się zacząć bronić, najważniejszą rzeczą jest oszacowanie zasobów własnych, przeciwnika i potencjalnych sojuszników. I naszych i napastnika. A taką analizę zawsze trzeba zacząć od spojrzenia na mapę. Bo jej dobre przeczytanie daje ogromny potencjał w zakresie właściwej oceny położenia i znajdowania możliwości wyjścia z sytuacji.

Jeśli spojrzymy na mapę Europy w ujęciu historycznym, to stwierdzimy, ze jej stan obecny, zwłaszcza w środkowej części kontynentu jest skutkiem trzeciego rozbioru Prus. Tak właśnie. Pierwszy to Tylża, drugi to Wersal, trzeci miał miejsce w Poczdamie. Po pierwszych dwóch prusactwo gwałtownie się mobilizowało zbrojnie dążąc do natychmiastowych rewindykacji na drodze militarnej. Po trzecim, najtrwalszym w skutkach zmieniło taktykę. Agresja z jaką mamy obecnie do czynienia, to właśnie próba zniwelowania skutków trzeciego rozbioru Prus, którego największym beneficjentem, podobnie jak dwóch poprzednich - była Polska.

Faktyczna likwidacja Prus po drugiej wojnie, to dla Polski największe dobrodziejstwo ostatnich kilkuset lat. To z czym nie potrafiliśmy sobie poradzić od XV w., prezentując jakąś niesamowitą niemoc w likwidacji śmiertelnego zagrożenia, dokonało się za sprawą ..... Rosji. Wprawdzie sowieckiej, ale Rosji. Wiszący nad nami fatum zostało przełamane i teraz dopiero się rozstrzyga - jak trwale. Z obecnych stolic województw - Olsztyn, Gdańsk, Szczecin, Zielona Góra/Gorzów , Wrocław, Opole, to w granicach Polski efekt trzeciego, a Poznań, Toruń/Bydgoszcz, Katowice drugiego rozbioru Prus. A przecież to tylko największe z pozyskanych przez nas miast. Przy dawnym, gierkowskim podziale administracyjnym, to wyglądało jeszcze bardziej plastycznie, w zakresie obrazowania, kto jest naszym największym wrogiem, w przyjaznej masce. Niemcy zostały na wschodzie potężnie okrojone, a największym beneficjentem jest tu Polska. To ma swoje konsekwencje, także ze względu na okoliczności w jakich te terytorialne przesunięcia się dokonały. 

Tu znów spójrzmy na mapę. I zastanówmy się co może z niej wyczytać współczesny polityk niemiecki, dążący do hegemonii w Europie. Otóż może wyczytać jedno. Wszystkie jego wysiłki nie mają żadnej wartości w jednym przypadku. Sojuszu ludów słowiańskich. A zatem najważniejszą zasadą wszelkiej polityki Niemiec musi być zapobieżenie takiemu rozwojowi wypadków, że ludy słowiańskie ze sobą współpracują, przynajmniej na zasadach zbliżonych do tych, jakie legły u podstaw UE, czyli wypracowania jakiejś formy równowagi interesów i otwarcia na wymianę.

Lubię to! Skomentuj352 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka