wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
130 obserwujących
225 notek
577k odsłon
  2499   11

Jak wygrać wojnę, czyli moc pierwotna

Jeden z pierwszych obrazów jaki pamiętam ze swojego życia wiąże się z umową kupna - sprzedaży. Uczenie taki kontrakt nosi łacińską nazwę emptio - venditio, ale zapewne mój Dziadek i jego kontrahent nie mieli o tym pojęcia, nie wiedzieli też jak opasłe tomy napisano przez tysiąclecia o tej prostej w sumie czynności, w sposób absolutny porządkującej nasz świat. Nie mam pojęcia , czy to owa impresja, czyli po naszemu wciśnięcie zadecydowała o wybranej przeze mnie drodze życiowej, ale wykluczyć tego nie sposób. Więcej nawet, moment gdy Dziadek posadził mnie przy stole, obok siebie, tak abym mógł obserwować cały rytuał związany ze sprzedażą konia stanowił dla mnie zawsze punkt odniesienia różnych obserwacji, będąc jednocześnie przyczyną wielu olśnień, gdy pozornie skomplikowane rzeczy należało sprowadzić do pojęć podstawowych.

Bo w istocie całe nasze życie jest wymianą tego co mamy, na to co chcemy, albo chcielibyśmy mieć. I nie koniecznie musi być to koń wymieniany na plik czerwonych banknotów z podobizną Mikołaja Kopernika, czy jakieś inne formy przechodzenia z rąk do rąk dóbr, energii ( najczęściej zamkniętej w formie pieniądza ), czy usług. Mogą to być myśli, albo jakieś inne niematerialne przeżycia, bez których wcielenia nie wyobrażamy sobie jednak egzystencji. Na przykład muzyka. 

A zatem wszystko jest kupnem - sprzedażą ( radzę każdemu skupić się na istocie znaczenia tych słów ), albo wynajmem , czy też użyczeniem ( to też pierwotna umowa, znana u Rzymian jako locatio - conductio ).

Bez tych pojęć nie ma mowy o istnieniu żadnej ludzkiej zbiorowości , nawet na poziomie zupełnie elementarnym i zapewne nie pomyliłby się ten, kto by stwierdził, że dzieje człowieczeństwa zaczynają się od tego, który pierwszy krzyknął "to moje!" i okrzyk ten potrafił poprzeć stosowną siłą.

W tym zakresie nic się nie zmieniło od czasów pierwotnych i wszystkie cywilizacje kręcą się wokół owych zaimków dzierżawczych: mój, twój, jego, nasz, wasz, ich. I właśnie o prawidłowe powiązanie wyrażonych tak przekonań prowadzimy wojny. Na różnym poziomie i w różnych formach, ale to zawsze jest rywalizacja. Właściwie całe dzieje ludzkości dałoby się opisać jako próbę wypracowania takich możliwości wymiany, aby odbywała się ona w sposób umożliwiający trwanie i rozwój. I wbrew pozorom wcale nie polegało to na eliminacji prawa silniejszego. Nic podobnego. To jedno z większych złudzeń w jakich żyjemy. Wymiana bowiem zawsze odbywa się według zasad ustanowionych przez jednostki, albo zbiorowości dysponujące siłą większą od innych. To tylko interesy.

A zatem - czy to będzie transakcja sprzedaży konia, dla której prawomocności w oczach kontrahentów potrzebne będzie wydanie zwierzęcia, przekazanie środków płatniczych i kilkukrotne klepnięcie dłoni stron umowy, czy będą to wielkie cesje terytorialne jednego kraju , na rzecz drugiego, to ważna jest siła. Kto ją ma aby wymusić respekt, ten narzuca swoje zasady, jak choćby kodeks cywilny, albo "unijną praworządność", kto jej nie ma - wysłuchanym, ani tym bardziej poszanowanym nie będzie.

Jeśli jakaś społeczność chce żyć według własnych pryncypiów musi zatem dysponować odpowiednią siłą , będącą w stanie zapewnić realizację założeń systemu, który stworzyła, choćby na poziomie tak elementarnym jak prosta zamiana gospodarskiego zwierzęcia na cokolwiek innego. 

I z tym mamy największy problem, zwłaszcza w naszych czasach, bo orientujemy się nagle, że te formy, które pozwalały na zbudowanie najwydajniejszej i najbardziej zbliżonej do czegoś co intuicyjnie nazywamy sprawiedliwością cywilizacji chrześcijańskiej - właśnie odchodzą w niebyt. Jeżeli gdzieś w zasięgu naszego wzroku toczy się rywalizacja, przybierająca postać nazywana przez nas "wojną", to znaczy, że choroba cywilizacji objawiła się w formie stanu zapalnego.

Najpoczytniejszy w historii i zarazem najlepiej poinformowany polski pisarz - Ferdynand Ossendowski w swojej powieści "Iskry spod młota" w usta jednego z bohaterów włożył formułę, że światem rządzi sojusz "Biblii i dolara". Miał na myśli specyficzną etykę o bardzo jednoznacznym kontekście historycznym i religijnym. Etykę interesu właśnie, w której wymiana odbywała się na zasadzie "do ut des", czyli daję żebyś dał. Taką zależność Grecy nazywali synallagmą genetyczną , na której oparto prawo cywilne. Ta etyka została jednak zakwestionowana przez Chrześcijaństwo, wprowadzające do zasobu cywilizacji pojęcie poświęcenia, w którym wymiana oparta jest na innej zasadzie, gdzie ekwiwalentność nie jest cnotą bezwzględną.

Biblia i dolar, no może wcześniej Biblia i funt zdominowały światową gospodarkę, choć do pewnego momentu te przemożne siły były jednak równoważone przez Nowy Testament. Teraz już nie są i jeśli chcemy realnie wiedzieć kto z kim, o co i dlaczego walczy, to musimy dokładnie przyjrzeć się drogom i szlakom handlowym ( to nie są tożsame pojęcia ) oraz temu skąd, dokąd i po co wiodą, a zwłaszcza co się po tych łączach wymienia. 

Lubię to! Skomentuj154 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo