wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
140 obserwujących
265 notek
667k odsłon
  1325   10

W śniegu głębokim, którego okiem... Polska na Kongresie Wiedeńskim cz. VIII

Pierwsze patrole "Wielkiej Armii" zaczęły przekraczać graniczny Niemen w nocy z 22 na 23 czerwca 1812r., dwa dni później całość sił głównego kierunku natarcia na Moskwę przez Smoleńsk, była już na wrogim terytorium. 283.650 ludzi, w tym Polacy - 48.000 piechoty, 17.200 jazdy i 1.500 artylerzystów ze 104 działami. Większość skupiona w V Korpusie dowodzonym przez Księcia Józefa Poniatowskiego.

Od początku , zgodnie zresztą z obawami polskich elit, wszystko szło nie tak. Ogromne ulewy zamieniły drogi w potoki błota. Brak paszy dla koni sprowokował karmienie ich niedojrzałym zbożem, w wyniku czego padło 12.000 tych niezbędnych zwierząt. Aż do Smoleńska Rosjanie pod dowództwem generała Michaiła Barckleya de Tolly cofali się nie przyjmując bitwy, ale uprzykrzając życie napoleońskiej armii ciągłymi atakami Kozaków. Na domiar złego, wkroczywszy na Litwę Napoleon natychmiast wydał dekret uwalniający chłopów z poddaństwa. Masy ludzi porzuciły służbę, tworząc przy tym rozbójnicze bandy, wchłaniające dezerterów i maruderów, zakłócające komunikację i zagrażające tyłom wojska prącego na wschód. Na północy Rosjanie mieli doborowy korpus Wittgensteina, na południu zaprawioną w bojach armię admirała Pawła Czyczagowa, bazującą na zasobach nietkniętych wojną Podola i Wołynia.

W sierpniu Francuzi dotarli do Smoleńska, którego rosyjski wódz naczelny postanowił twardo bronić. W szturmie miasta zginęło lub zostało rannych 12.000 żołnierzy napoleońskich, wśród nich 1.000 Polaków. Zginął tu dzielny generał Michał Grabowski, naturalny syn Stanisława Augusta Poniatowskiego. Miasto, mające stanowić podstawę dalszych operacji prawie doszczętnie spłonęło, podpalone przez cofających się Rosjan. W jego zgliszczach wojsko odpoczywało do 22 sierpnia, po czym ruszyło na Moskwę.

Wobec niezadowolenia armii Aleksander zdymisjonował Barckleya de Tolly, powierzając naczelne dowództwo Kutuzowowi, który zdecydował się przyjąć walną bitwę.  Nadchodzący od strony Możajska Polacy, jako pierwsi, 5 września nadziali się na rosyjskie armaty. W wielogodzinnym pojedynku artyleryjskim ponieśli duże straty, to tu nogę stracił słynny potem generał Sowiński. Następny dzień był ostatnim dla przeszło 90.000 ludzi po obu stronach. Bitwa pod Borodino nie została rozstrzygnięta, ale Kutuzow zdecydował się na odwrót i oddanie Moskwy. Idący w przedniej straży Polacy , 14 września z tzw. Góry Worobiejskiej zobaczyli ogromne miasto, tyle że opuszczone przez 180.000 z przeszło 200.000 mieszkańców. Jeszcze w nocy pojawiły się pierwsze pożary. Wkrótce ponad 80% domów w dawnej stolicy padło pastwą płomieni. Stacjonującego na Kremlu Napoleona, przed pożarem uratowała nagła, kilkugodzinna ulewa.

Z owych 283.650 żołnierzy, którzy trzy miesiące wcześniej przekroczyli Niemen, pozostało Cesarzowi 120.000. W Moskwie dopadła Napoleona jakaś przedziwna apatia. Od 14 września, do 19 października czekał bezczynnie na sygnał od Cara, ale ten, wiedząc , że złapał Bonapartego w potrzask, ani myślał o pokoju. Zresztą nie chciał go nikt spośród Rosjan, o których determinacji świadczy postawa gubernatora Moskwy, Rostopczyna, który spalił własny pałac, pozostawiając na bramie kartkę, z przesłaniem: "wolałem spalić swój zamek, niż pozwolić, aby zamieszkał w nim choć jeden francuski pies". 

Kutuzow był coraz groźniejszy. W bitwie pod Winkowem, dopadł Murata, bijąc go na głowę. Poległ szef polskiego sztabu, generał Fiszer, bohater spod Raszyna. Sytuację uratował pułkownik Ignacy Blumer, którego 8 pułk piechoty ( ten sam co walczył na falęckiej grobli pod dowództwem Cypriana Godebskiego ) przebił bagnetami drogę odwrotu , ratując przy tym wszystkie armaty. Ignacy Blumer został potem zamordowany przez podchorążych w "noc listopadową".

19 października Napoleon opuścił ruiny Moskwy, wysadzając Kreml w powietrze. W drodze powrotnej wojsko minęło niepogrzebane trupy spod Borodino. 26 października nastąpił pierwszy atak śniegu. Temperatura , przy silnym wietrze, spadła do - 17 stopni. Z południa nadchodził Cziczagow, nie niepokojony przez pomocniczy korpus austriacki, z północy Wittgenstein, który rozbił francuskie lewe skrzydło marszałka St. Cyr.

Gdy Cesarz, wbrew radom Polaków, wydawał rozkaz odwrotu drogą na Możajsk i Smoleńsk, przez spustoszoną okolicę, a wkrótce morze śniegu i lodu, Książę Eustachy Sanguszko wypowiedział prorocze słowa" " Zginęliśmy niezawodnie!" 

21 listopada resztki armii składające się głównie z wycieńczonych maruderów, dotarły do Berezyny, licząc na swobodną przeprawę przez rozmarzniętą z powodu chwilowej odwilży rzekę. Pod Borysowem czekał już jednak Cziczagow, któremu czoło stawił Dąbrowski na czele 8.000 zdolnych do walki Polaków, z których 2.000 zginęło. Szczęśliwym zrządzeniem losu, ułani pułkownika Łubieńskiego znaleźli bród na Berezynie pod Studzianką, dzięki czemu, po mostach zbudowanych z najwyższym poświęceniem polskich saperów, Napoleon i resztki wojska wyrwały się z matni. Osłona przeprawy spoczęła na barkach 6.000 zdolnych do walki Polaków, którzy znów ponieśli ogromne straty. Ciężko ranni zostali generałowie Dąbrowski i Kniaziewicz, a Józefowi Zajączkowi armatnia kula urwała nogę.

Napoleon mógł jeszcze próbować ratować sytuację, bo w Wilnie miał do dyspozycji spore zapasy i 14.000 dobrego wojska, ale przerażony informacjami o spisku Malleta porzucił armię i błyskawicznie pospieszył do Paryża. Wobec niepewnej , czy wręcz zdradliwej postawy Prusaków i Austriaków, wszystko co mogło się wycofywać, zmierzało w kierunku Wisły. Car Aleksander I zjawił się w Wilnie 24 grudnia, od razu ogłaszając amnestię dla Polaków. Tego samego dnia, do Warszawy dotarły resztki armii Księstwa Warszawskiego. Z 10 pułków piechoty, 5 jazdy i dwóch artylerii, do Stolicy w samą Wigilię 24 grudnia 1812r. wróciło 4 generałów, 120 oficerów i 220 żołnierzy. W styczniu dołączyło jeszcze ok. 800 piechurów i 900 jeźdźców. Polska poniosła najgorszą militarną klęskę w swojej historii i nic nie wskazywało, aby jej imię mogło się pojawić na jakiejkolwiek mapie politycznej. Stało się jednak inaczej.

C.D.N.

Lubię to! Skomentuj135 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura