kelkeszos kelkeszos
2611
BLOG

III RP, czyli imperium śliny

kelkeszos kelkeszos Rząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 119

Wiem , że moje powtórzenia tego samego wątku mogą być uznane za nużące, ale w tym wypadku są konieczne, jako że teorią państwa i prawa zajmuje się w Polsce na poważnie kilka osób, w związku z tym podstawowe pojęcia z zakresu tej nauki pozostają nieznane, co skutkuje kompletnym niezrozumieniem tego jakie są niezbędne cechy państwa, realizującego swoje podstawowe zadania i osiągającego założone cele.

Słowo "imperium" jest tu kluczowe, bo choć z grubsza rozumiemy jego potoczne znaczenie, to jednak przeważnie nie potrafimy zdefiniować jego ściśle prawniczego sensu. Zatem przypomnę po raz kolejny - "pero" oznacza po łacinie przemawiać długo i uroczyście. Zaprzeczeniem takiej mowy jest przemawianie stanowcze i maksymalnie zwięzłe, a zatem im - pero, stąd tryb rozkazujący czasowników był w języku Rzymian "imperativusem". W polszczyźnie podobnie konstruujemy "kazanie" i "rozkazanie" i z tego rozróżnienia wywodzimy też podobne skutki, choć w dziedzinie nauk prawnych łatwiej jest nam je ustalić, używając terminu "imperium", będącego mocą wydawania i co niemniej ważne - egzekwowania rozkazów. To istota państwa. Bez tej mocy istnieć nie może, bo nie jest nikomu do niczego potrzebne.

Nie pomylę się chyba stawiając tezę, że cała historia Polski to walka o dzierżenie owego "imperium", które po wielokroć wymykało się z rąk władzy centralnej i ostatecznie zakończyło się upadkiem państwowości oraz przejściem mocy wydawania i egzekwowania rozkazów na terytorium Polski - w obce ręce, co określamy mianem zaborów. Zabór w sensie prawnym to nic innego, jak przejęcie "imperium" na danym terytorium. A zatem utrata tej mocy jest równoznaczna z utratą państwowości i poddaniem się sile obcych imperativusów.

Dzisiejsza gospodarska wizyta niemieckiego rewizora, z pokorą przyjęta przez lokalną administrację, pokazała w sposób jednoznaczny, że dykta nie jest już podstawowym budulcem III RP. Nie wiemy przy tym co ją zastąpiło, nic bowiem, mimo wszelkich pozorów nie wskazuje, aby IV Rzesza posługiwała się jakimś szczególnie lepszym budulcem. Jedno jest pewne - zabrano nam nawet tekturę, pozostawiając w zamian ślinę. To wprawdzie niezbędna i wielce pożyteczna substancja, jednak wbrew przekonaniu naszych elit, nie nadająca się do klejenia, za to - i tu w praktycznym zastosowaniu elity III RP nie dają się nikomu wyprzedzić - niezbędna do plucia. A plucie i ślinotok to w tej chwili istota rządzenia, wskazująca, że dzierżyciele różnych stanowisk mają poważny problem, pięknie w polszczyźnie opisany mianem wścieklizny. Ta straszna choroba przez lata uchodziła za wyeliminowaną, więc niewiele osób miało okazję przekonać się o celności nazwy. Ja widziałem na własne oczy wściekłego lisa i wiem jak zapieniony śliną ( "ciekły" ) jest osobnik dotknięty tą straszną zarazą. Wścieklizna wróciła nie tylko do polskich lasów, ale niestety głównie do struktur państwa, które zatracają jakąkolwiek spójność zalane śliną. Taka sytuacja prowadzi do utraty "imperium" przez to co legalne, przewidywalne, unormowane i reprezentatywne, na rzecz struktur zewnętrznych w sprawach najistotniejszych dla racji stanu, co wie każdy, kto widział dziś sepleniącego na konferencji prasowej "polskiego" premiera, ale też na rzecz nieformalnych grup wewnętrznych, w sprawach indywidualnych. Wyrzeczenie się państwowości zawsze na tym polega - przestaje obowiązywać prawo, czyli rozkazy powszechnie adresowane do wszystkich i od wszystkich w równym stopniu egzekwowane, a zaczyna szerzyć się bezprawie, zawsze ostatecznie objawione w ordynarnej przemocy, stosowanej według widzimisia tych, którzy skuteczniej plują i lepiej regulują potokami śliny, najczęściej przy tym korzystając z mocy obcych mocodawców.

Dlatego z jednej strony mamy sprawę księdza Olszewskiego i dwóch jego współpracownic, bezwzględnie dręczonych przez azjatycką hordę, z drugiej dwa ostatnio szeroko komentowane przypadki oczywistych morderców, wypuszczonych z więzień, bo kilkoro polityków przebranych w sędziowskie togi, nie uznaje statusu sędziowskiego osób skutecznie do tego stanu powołanych.

Nazywanie takiej struktury, która wyrzekła się sprawowania władzy sądowniczej, państwem z dykty, to przypisywanie III RP cech ponad stan. Dykta coś tam maskuje, daje szanse zachowywania pozorów, jak uczył mistrz Stanisław Bareja w "Misiu" może nawet skutecznie udawać "teren zabudowany", póki ktoś idący "za potrzebą" nie zawadzi o spajający wszystko sznurek. Ślina już niczego nie udaje. W naszych realiach jest niestety już tylko skażoną plwociną, latającą we wszystkie strony i przerażająco skutecznie przylepiającą się do wszystkiego, co powinniśmy cenić.

Do rządów poprzedniej władzy miałem stosunek bardzo krytyczny, ale nie mogłem im odmówić choć intencji zachowania polskiej państwowości. Kilka miesięcy poczynań neo - Tuska i jego zbieraniny, zwłaszcza teraz, po relacjach o potraktowaniu księdza Olszewskiego i po obrazkach jakie mieliśmy okazję obejrzeć w ramach wizyty niemieckiego rewizora, nie zostawiają żadnych wątpliwości. Pryncypia polityki zagranicznej i gospodarczej, moc wydawania nam rozkazów w tym zakresie, przechodzą do Berlina, sprawy mniejszej wagi ogólnej, ale dojmujące dla losów indywidualnych, zostają w Polsce do dyspozycji zorganizowanych grup przestępczych zarządzanych głównie przez prawników, o czym świadczą poczynania licznych sędziów i słynnych adwokatów. Państwo polskie traci "imperium" zmierzając ku rozpadowi, otwartym pozostaje pytanie kim są ( będą ) współcześni zaborcy.

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka