kelkeszos kelkeszos
831
BLOG

Don Pedro Velasquez. O wychowaniu

kelkeszos kelkeszos Literatura Obserwuj temat Obserwuj notkę 35

To, że książki mają swoje losy zauważyli już starożytni, ale dzieje Jana Potockiego i jego arcydzieła zdziwiłyby nawet ich. Nie ma drugiej takiej powieści, a i postać autora jest zupełnie niepowtarzalna. W pewnym kontekście porównywalna  z Józefem Korzeniowskim ( Conradem ), bo podobnie jak on, był Potocki  synem "suchego przestworu oceanu", czyli ukraińskiego stepu i w równie podobny sposób odznaczył się w dziejach literatury powszechnej, bowiem napisał dzieło zaliczane do jej kanonu, w języku innym niż ojczysty. To dla nas problem, bo powikłane dzieje "Rękopisu znalezionego w Saragossie", tak niemal bajeczne jak i sama treść powieści, utrudniają nam percepcję książki, bo nie znamy jej "kanonicznej" wersji autorskiej, a język polskiego przekładu, choć wybitnego, nie do końca musi być językiem autora. Zresztą przypuszczenie , że tłumacz - Edmund Chojecki dokonał w treść wielu ingerencji cenzorskich powodowanych głównie względami obyczajowymi, wydaje się być oparte na mocnych przesłankach, podobnie jak domniemanie, że kompilacja wątków też nosi silne piętno autora tłumaczenia. W każdym razie za tekst wzorcowy uznajemy właśnie przekład Chojeckiego wydany w 1847r. w Lipsku i potem, po raz pierwszy na ziemiach polskich powtórzony w Warszawie, w 1917r.  

Powieść Jana Potockiego można czytać wielokrotnie, zawsze odnajdując w niej wątki i myśli przeoczone przy poprzedniej lekturze, ale z pewnością historii matematyka don Pedro Velasqueza przegapić się nie da i to nawet w sensie dosłownym, bo w słynnej ekranizacji Wojciecha Jerzego Hasa rewelacyjnie gra go Gustaw Holoubek. Kim jest ów roztargniony podróżnik, ciągle coś obliczający? To autentyczny książę, sama najwyższa warstwa hiszpańskich grandów, reprezentant samego szczytu społecznej drabiny, a jednak przez pewien czas wychowywany przez ojca na zupełnego analfabetę, w trosce oczywiście o zapewnienie dziecku maksymalnie szczęśliwego życia.

Ojciec don Pedra, też Velasquez był świetnie zapowiadającym się arystokratą - uczonym, zgłębiającym z powodzeniem większość zagadek wszechświata, obdarzonym miłością wspaniałej Blanki Velasquez, kuzynki i dziedziczki ogromnej fortuny starszej gałęzi rodu. Niestety - szczęście wydarł mu młodszy brat, lekkoduch, ignorant, fanfaron, tyle że wychowany na francuskim dworze w jego systemie stworzonym przez Ludwika XIV, gdzie najważniejszą umiejętnością gwarantującą sukces było tańczenie sarabandy i umiejętne dialogowanie z zachwycającymi damami. Odurzona tymi umiejętnościami Blanka przeniosła swoje uczucia na młodszego z braci, oddała mu swoją rękę, a wraz z nią ogromną fortunę i społeczną pozycję, dzięki której małżonek mógł bez sukcesów  pełnić najważniejsze funkcje na hiszpańskim dworze. A wszystko dzięki umiejętności tańczenia i prawienia komplementów. 

Starszy z braci, odrzucony przez wybrankę i zniechęcony do świata, usunął się do klasztoru, gdzie powoli dogorywał i pewnie by po cichu skonał, gdyby nie przypomniano sobie o jego kompetencjach w przedmiocie fortyfikacji, a zwłaszcza o jego dawnym planie umocnienia ważnej, choć prowincjonalnej Ceuty. Trafił tam ostatecznie jako komendant twierdzy, a po wielu latach ożenił się z miejscową dziewczyną dość niskiego stanu, doczekawszy się syna - don Pedra właśnie.

Przezorny ojciec nauczony własnym doświadczeniem, czyli przekonaniem, że sukces w wielkim świecie gwarantują inne umiejętności niż zdolność czytania, pisania i liczenia, chcąc uczynić syna szczęśliwym - odmawia mu wszelkiej nauki. Z trudem godzi się na "alfabetyzację" potomka, pod wpływem księdza tłumaczącego mu, że nie wypada, aby syn komendanta twierdzy nie umiał czytać Pisma Świętego. Na tym jednak koniec ustępstw. Nauka nie zapewnia żadnej przyszłości, w przeciwieństwie do tańca i muzyki. Dlatego ojciec nie posiada się ze szczęścia gdy w Ceucie pojawia się szemrany francuski emigrant, posiadający te umiejętności i gotowy za sowite honorarium przekazać je synowi komendanta. Z tym, że sarabanda przestała być już modna i tańczy się kadryla.

Już  podczas pierwszej lekcji następuje pedagogiczna katastrofa, bo młody adept sztuki pląsania nie jest w stanie nauczyć się kroków i z wściekłości rozbija na głowie nauczyciela należące do niego skrzypce. Za karę wzburzony ojciec zamyka syna w komórce. I tu następuje cud. Chłopiec z nudów zaczyna liczyć kraty w oknach twierdzy. Z obliczeń wyciąga coraz dalej idące wnioski, ustala zależności i konieczne związki. Samo zamknięcie, odizolowanie od światowego zgiełku, zaczyna traktować jak największe dobrodziejstwo, a za rzecz najpotrzebniejszą przemycane przez matkę ołówki i papier, niezbędne do wykonywania obliczeń. Genialny samouk łamie w końcu opór ojca, który zaczyna wspierać matematyczny talent syna, imponującego nie tylko mieszkańcom twierdzy, ale nawet okolicznym Arabom, których szejk zaczyna traktować go jak świętego.

Tymczasem nieszczęśliwa w małżeństwie z pląsającym francuskim lekkoduchem Blanka, od lat zamknięta w klasztorze, dowiedziawszy się, że jej dawny adorator ma tak zdolnego syna, powołuje go do spadku po sobie, don Pedro Velasquez odzyskuje wszystkie należne honory i w powieści poznajemy go, gdy jako już formalnie potwierdzony książę Velasquez zmierza do Madrytu, wezwany na królewski dwór.

Oczywiście dzieło Potockiego roi się od takich przypowieści, specjaliści naliczyli w nim przeszło sto wątków, ale ten o instynkcie poznania, którego nie da się przytłumić jazgotem światowej chały jest jednym z głównych. Oczywiście nie po to Jan Potocki przyjaźnił się z Józefem de Maistre, aby bałwochwalczo wierzyć w moc nauki i widzieć w niej jedyne źródło poznania, czemu zresztą daje wielokrotnie wyraz w swojej powieści, choćby w scenie gdy z ironią traktuje don Pedra usiłującego matematycznie ustalić siłę takiego uczucia jak miłość, ale daje nam jednak dość mocną wskazówkę. Przy pomocy wiedzy naukowej niczego w sposób wyczerpujący nie opiszemy, ale damy radę obwarowywać twierdze na wypadek niebezpieczeństwa. Dlatego lepiej się uczyć czytania, pisania i rachunków, niż najwykwintniejszych nawet pląsów i konwersacji. A młodzież? Ma tę potrzebę w duszy i nie zabije jej nawet najgłupsza ministrzyca od edukacji.

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura