Podobnie obłudnym jest rozdzieranie szat, jakoby nastoletni uczniowie mieli być moralnie zgorszeni takim spektaklem. Dla ich psychiki nie stała się żadna nowa krzywda, gdyż zdecydowana większość młodzieży na co dzień styka się z wulgarnym słownictwem i dość często tak właśnie traktują się nawzajem, jak pokazano w spektaklu. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Dziwaczne jest tylko organizowanie takiego przedstawienia na prezbiterium w kościele.
Najwięcej złego stało się wcale nie dla młodzieży, ale dla Kościoła, który „strzelił sobie gola”. Taki spektakl całkowicie w oczach nastolatków naruszył świętość miejsca. Również to argument dla tych, którzy uważają, że w kościołach wolno organizować happeningi protestacyjne. Ostatnie przedstawienie toruńskie różni się niewiele od podobnych akcji poza celem - w tym przypadku miała być refleksja i mobilizacja do nawrócenia, choć wyszła sensacja. Organizowaniem akcji - takich czy innych - nie załatwi się ewangelizacji. Akcyjność obecnie ginie w natłoku różnych silnych bodźców, jakie na co dzień trafiają do młodych. Jest chwila i potem szybko się zapomina, gdyż pojawiają się każdego dnia nowe atrakcyjne bodźce. Dlatego ewangelizatorzy sięgają po coraz mocniejsze środki - aż przekraczają granice dobrego smaku w świątyni.
Bycie człowiekiem religijnym stanowi jeden z czynników profilaktycznych przed popadaniem w zachowania dysfunkcyjne. Dlatego niedobrze, gdybyśmy takim kuriozalnym wydarzeniem uzasadniali szkodliwość rekolekcji. Pozostaje jednak wciąż szukać właściwych form. Kościół nie jest miejscem na szokowanie wulgarnością.
W Łodzi od kilku lat odbywają się masowe podobne spotkania ewangelizacyjne dla młodzieży. I przed dwoma laty w Łodzi był "liturgiczny skandal", jakim okazało się "poszatkowanie" poszczególnych części mszy i złożenie w całość. Przy takich okazjach jest też praktyka nakładania rąk przez osoby świeckie ze wspólnot modlitewnych na głowy uczniów. A przecież na takie praktyki powinna być zgoda rodziców.
Tymczasem w toruńskiej sprawie pojawiło się jeszcze następne kuriozum: próba oskarżania organizatorów tych rekolekcji o pornografię (takie deklaracje pojawiły się w necie). To jednak ewidentna próba kopania leżącego... Bo chyba pornografii mógł dopatrywać się tylko ten, kto nigdy nie widział nawet urywku pornograficznego filmu. Natomiast część młodych uczestników rekolekcji prawdopodobnie widziała już niejeden.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)