Chociaż język watykański należy do bardziej dyplomatycznych w świecie, w ostatnich latach i tak staje się bardziej jednoznaczny, lecz nadal daleki od bezpośredniego "grożenia palcem" jakimś krajom czy przywódcom. W oficjalnych dokumentach i wypowiedziach zaplanowanych trzymany jest zawsze "bon ton". W ostatnich dziesięcioleciach papiestwa to chyba Janowi Pawłowi II zdarzały się najmocniejsze wypowiedzi w kwestiach, które uważał za najważniejsze z moralnego punktu widzenia. Potrafi zrugać nawet Polaków czy też przywódców innych państw.
Wiadomo, że Franciszek jest na bieżąco w tym, co podają media. Środowy apel do Polaków ewidentnie bardziej odnosi się do sytuacji politycznej i walki dwóch wiodących ugrupowań niż jakichkolwiek innych bieżących wydarzeń w życiu kościelnym czy społecznych w naszym kraju. Jednocześnie wiadomo, iż papież ma wpływ na to, co mówi, ale tego rodzaju wystąpienia szykuje w znacznym stopniu "zaplecze papieskie".
Ciekawe, czy sam papież Franciszek (któremu sprawy polityki europejskiej akurat nie są aż tak bliskie) zorientował się, iż w Polsce naprawdę źle dzieje się i polaryzacja społeczeństwa na dwie dosłownie już wrogie frakcje nasila się, a "nienawiść" to określenie najtrafniej opisujące naszą rzeczywistość? Czy to urzędnicy watykański niepokoją się o - póki co jeszcze - tzw. "bastion" katolicyzmu w Europie? I to urzędnicy watykańscy "ponadnarodowi", czy polscy duchowni pracujący w Watykanie, pozostający w kontakcie ze swoim krajem i lokalnym Kościołem?
A może nie patrzmy tak politycznie i to już nie chodzi przede wszystkim o tego rodzaju interesy, ale o realizację przez papiestwo jednego z kluczowych filarów chrześcijaństwa - czyli nawoływanie do międzyludzkiej życzliwości i braterstwa (niekoniecznie w myśl rewolucji francuskiej), nie nadużywając od razu pojęcia "miłości"...
Rafał Osiński



Komentarze
Pokaż komentarze (21)