Kardynał Ryś słusznie podkreśla, że napięcia i nadużycia są powszechne w świecie. Tylko dlaczego duchowny dalej powołuje się na medialne codzienne informacje o nowych aktach przemocy: wobec dzieci, młodzieży, kobiet i migrantów (szczególnie Ukraińców), jakoby akurat to były grupy szczególnie doświadczające przemocy. Tymczasem przejawy rzeczywistej nienawiści na tle narodowościowym w Polsce to margines, a większość filmów z aktami agresji wobec Ukraińców tak kwalifikowane to po prostu zachowania patoli, którzy gdyby nie doczepili się do słyszanego języka wschodnich sąsiadów, przeszkadzałby im wygląd nosa albo kolor spodni. Byle mieć jakiś pretekst, aby dać komuś w ryj!
A w przypadku spraw rodzinnych nie można uzasadniać tezy kardynała tzw. „Niebieskimi Kartami”, na podstawie których w znacznym stopniu powstają policyjne statystyki. Są niewiele warte, bo „Niebieskie karty” stanowią coraz częściej oręże w walce, kto założy szybciej, zamiast odzwierciedlać – jak dawniej – prawdziwe zagrożenie przemocą domową. Powielanie stereotypów stanowi przyczynę cierpienia konkretnych ludzi. Przemocy doświadczamy niezależnie od płci czy wieku. Są przemocą upokarzane konkretne kobiety i są upokarzani przemocą konkretni mężczyźni. Sprawcami lub ofiarami stajemy się ze względu na osobiste indywidualne cechy. Krzywdzi powtarzanie telewizyjnych newsów i umacnianie stereotypów autorytetem szefa struktur Kościoła krakowskiego. W treści listu kardynał tak poszedł za współczesnym duchem, że powielając stereotypy, szkodzi, wspierając dyskryminację mężczyzn doświadczających przemocy. Oby część duszpasterzy potrafiła myśleć bardziej wnikliwie…
W tych okolicznościach mężczyźni dotknięci przemocą domową powinni dołączyć do planowanej jesienią na Jasnej Górze drugiej pielgrzymki katolików z obrzeży Kościoła, skoro tym razem to postępowy hierarcha umacnia stereotypy, które odbierają części osób doświadczonych przemocą prawo do cierpienia i współczucia? A kryterium jest płeć.
Rafał Osiński



Komentarze
Pokaż komentarze (1)