jasienczyk18 jasienczyk18
566
BLOG

LISTOPAD, NIEBEZPIECZNA DLA POLAKÓW PORA

jasienczyk18 jasienczyk18 Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

 

RAFAŁ ŻEBROWSKI

LISTOPAD, NIEBEZPIECZNA DLA POLAKÓW PORA

"Niepodległość" to jedno z najpiękniejszych słów w naszym języku, proste i dumne, jak marzenia najlepszych synów Polski snute od końca XVIII w. aż do początków XX stulecia. Na stałe zrosło się ono z 11 XI. Zastanawiające jest to, że informacje o święcie Niepodległości nie pojawiają się w encyklopediach i popularnych informatorach. Tymczasem jego dzieje mogą być źródłem wielu refleksji.

W to, że umiłowanie wolności jest naszą cechą narodową, wierzy większość Polaków. W czasach niewoli jednak często się okazywało, że tylko nieliczni są gotowi dla niej na poświęcenia. Nie bez powodu legioniści śpiewali: "Nie chcemy już od was uznania... Skończył się czas kołatania do waszych dusz...". Żołnierze Pierwszej Kadrowej wkraczając do Królestwa Polskiego liczyli na wybuch narodowego powstania, tymczasem powtórzyły się sceny z nocy listopadowej, kiedy to podchorążowie szli Krakowskim Przedmieściem w Warszawie, a odpowiedzią na ich wezwania do broni był trzask zamykanych okiennic. W listopadzie 1918 r. nie było wielu powodów do radości. Ziemie polskie zostały straszliwie zniszczone w wyniku I wojny światowej. Kłopoty z aprowizacją, strajki i demonstracje, "widmo rewolucji krążące po ulicach", to była ówczesna rzeczywistość, a jednak niemal wszyscy Polacy przyjęli niepodległość z entuzjazmem. Było to uczucie głębokie, zaświadczone bojami o granice Rzeczypospolitej. Właściwie na każdej ich rubieży czaili się wrogowie (Litwini, Ukraińcy, Czesi, Niemcy, Rosja Sowiecka). Taki "potop wojen" w ciągu lat kilku przetrzymała Polska, która dopiero powstawała z martwych. Był to cud głębokiego, powszechnego przywiązania do świeżo odzyskanej niepodległości. Nie ma wątpliwości, że tamte bitwy i poświęcenia, wytrzymują najwspanialsze porównania, jak np. Zadwórzno, zwane polskimi Termopilami, gdzie Konarmię Budionnnego zatrzymali młodociani lwowscy ochotnicy - równie mężni jak Spartanie Leonidasa. Doświadczenie pierwszych lat niepodległości było inspiracją, która ukształtowała pokolenie Kolumbów z AK i powstania warszawskiego.

Mnogość dat

Właściwie nie można wskazać daty, którą możnaby uznać za symboliczną dla odzyskania niepodległości. Co więcej, 11 XI 1918 r. pod wieloma względami mniej jest do tego predystynowany niż kilka innych dat. W nocy z 10 na 11 listopada Józef Piłsudski osiągnął porozumienie z niemiecką Radą Żołnierską w sprawie ewakuacji okupacyjnego garnizonu. W dniu następnym Rada Regencyjna powierzyła mu naczelne dowództwo nad tworzącą się armią polską. Można spotkać się z twierdzeniem, że wówczas rozpoczęło się rozbrajanie Niemców w Warszawie. Jednak wielu świadków twierdzi, że peowiacy robili to już co najmniej od 9 listopada. Bez wątpienia po wspomnianym porozumieniu akcja ta nabrała tempa. Warto przy tym nadmienić, że do połowy lat 20. w stolicy celebrowano 11 listopada jako rocznicę wypędzenia okupantów z miasta. Już w rok po tych wydarzeniach na mapie stolicy pojawiła się ulica Jedenastego Listopada.

Chciałoby się powiedzieć: "z czym do wieczności", tym bardziej, że jesień 1918 r. obfitowała w akty symboliczne. Już 1 września Rada Stanu Królestwa Polskiego przejęła sądownictwo od władz okupacyjnych. 7 października Rada Regencyjna wydała odezwę "Do Narodu Polskiego", w której wiązała koniec wojny ze sprawą niepodległości i odwoływała się do zasad pokojowych podanych 8 I 1918 r. przez prezydenta USA, Thomasa W. Wilsona. W ciągu następnego tygodnia politycy z zaboru pruskiego i Galicji dali wyraz woli włączenia się w odbudowę państwa. 26 października Rada Regencyjna powołała rząd Józefa Świrzyńskiego, który zwrócił się do Niemiec o uwolnienie Piłsudskiego. Dwa dni później w Galicji powstała Polska Komisja Likwidacyjna. Po upływie niespełna 48 godzin przejęła ona od przedstawicieli Austrii władzę nad Galicją Zachodnią. We wschodniej części tej prowincji Ukraińcy w nocy z 31 pażdziernika na 1 listopada zajęli Lwów. Natrafili jednak na spontaniczny i zaskakująco skuteczny opór mieszkańców miasta. Był to początek wojen o granice Polski Odrodzonej.

Jeśli trudno nam przyjąć za początek niepodległości działania Rady Regencyjnej (powołanej z mandatu okupantów), czy inicjatywy dzielnicowe, to z pewnością możemy nawiązywać do powstania 6/7 listopada w Lublinie Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, którego szefem został socjalista Ignacy Daszyński. Nie była to wszakże inicjatywa trwała, bowiem od 11 listopada Piłsudski, uwolniony w międzyczasie z Magdeburga, prowadził rozmowy i konsultacje mające na celu powołanie rządu koalicyjnego, tj. bardziej akceptowalnego, dla wszystkich sił politycznych. W ramach tych działań 12 listopada Komendant spotkał się z przedstawicielami żydowskich ugrupowań politycznych, które wyraziły mu swe zaufanie. Był to dobry prognostyk dla wielonarodowego kraju. Niestety, nie potwierdzony późniejszą praktyką funkcjonowania administracji. 14 listopada Rada Regencyjna przekazała władzę Piłsudskiemu, który powołanie rządu powierzył Daszyńskiemu. Jednak osoba premiera okazała zbyt kontrowersyjna, toteż zrzekł się on swej misji. Piłsudski zawiadomił notą z 16 listopada państwa sprzymierzone, neutralne i Niemcy o istnieniu państwa polskiego, powstałego "z woli narodu" i opartego "na podstawach demokratycznych". Dwa dni później misję stworzenia rządu otrzymał od Komendanta Jędrzej Moraczewski. Wreszcie dekretem z 22 listopada Piłsudski został mianowany Tymczasowym Naczelnikiem Państwa.

W kręgu genezy Święta Niepodległości

Dlaczego więc ostatecznie 11 listopada stał się symboliczną datą odzyskania Niepodległości? Wielu świadków i późniejszych interpretatorów wydarzeń jesieni 1918 r. skłonnych było uważać, że był to efekt kultu, jakim był otoczony Józef Piłsudski. I choć nie był on jedynym twórcą Niepodległości, jednak kiedy przejął władzę po zamachu majowym (1926) związany z nim obóz taką właśnie zasługę mu przypisał. Tymczasem jesienią 1918 r. dla części sił politycznych Piłsudski był kontrowersyjną postacią, zwłaszcza dla Narodowej Demokracji. Jeszcze w 1928 r., kiedy Rada Miejska Warszawy rozpatrywała projekt przemianowania placu Saskiego na plac Marszałka Piłsudskiego, uchwała owa przeszła 52 głosami przeciw 43. Z resztą inne daty związane z działalnością Komendanta u progu Niepodległości były bardziej predystynowane do zaakcentowania jego roli, jako twórcy Rzeczpospolitej Odrodzonej.

Ciekawy błąd historyczny pojawił się w pismach niektórych zwolenników obozu sanacyjnego, twierdzących, że Piłsudski przybył do Warszawy z Magdeburga 11 XI 1918 r. Tymczasem w istocie miało to miejsce 10 listopada. Nie było to przeoczenie, lecz świadoma kreacja symboliczna. Jeśli 11 listopada został przyjęty jako data narodzin Polski Odrodzonej, to właśnie wówczas na scenie powinien zjawić się główny aktor dramatu - Wielki Demiurg Niepodległości. Charakterystyczne jest to, że ów "błąd" był rozpowszechniany w latach 30., a więc po okrzepnięciu obozu sanacyjnego, stając się symboliczną jego legitymizacją.

Tymczasem 11 XI 1918 r. dla Europy, a właściwie dla jej zachodniej części, był datą zakończenia działań wojennych I wojny światowej. Przyjęcie więc owej cezury było z jednej strony uznaniem faktu, że wyśniona już przez romantyków "powszechna wojna ludów" stworzyła sytuację, w której mogła powstać Niepodległa Rzeczpospolita; z drugiej wpisywała ona młode państwo, w europejski ład związany z mocarstwami zachodnimi. Można powiedzieć, że oto Polska powracała do Europy, czego symbolicznym wyrazem stało się uczynienie z zakończenia światowego konfliktu Święta Niepodległości.

Nie od razu z resztą była to sprawa tak oczywista; np. uroczystość wręczenia buławy marszałkowskiej Piłsudskiemu w 1920 r. po bitwie warszawskiej odbyła się nie 11, lecz 14 listopada; zaś Edward Rydz-Śmigły dostąpił tego zaszczytu właśnie w Dniu Niepodległości w 1936 r. Pogrzeb Nieznanego Żołnierza (Obrońcy Lwowa) odbył się 2 XI 1925 r. na Placu Saskim w Warszawie. W tym wypadku odwołano się do Zaduszek - dnia poświęconego pamięci zmarłych, święta kościelnego; wówczas dnia wolnego od pracy. Pod wpływem piłsudczyków rocznicę odrodzenia polskiej państwowości coraz bardziej jednoznacznie zaczęto kojarzyć właśnie z 11 listopada. Przyczyniła się do tego usilna propaganda kultu Marszałka. Jej elementem były m.in. parady wojskowe, organizowane tego dnia na Polu Mokotowskim w Warszawiem, które stały się tradycją od 10. rocznicy listopadowych wydarzeń. Znamienne było także, iż w 1935 r. - roku śmierci Piłsudskiego - na mapie Warszawy pojawiły się Aleje Niepodległości. Nawiązywanie do początków dziejów II Rzeczpospolitej było zresztą wówczas powszechne. Obok istniejącego od 1921 r. Orderu Polonia Restituta, rozporządzeniem Prezydenta RP ustanowiono Krzyż i Medal Niepodległości (29 X 1930). Tym bardziej zaskakującym był fakt, że dopiero w 1937 r. po raz pierwszy 11 listopada był obchodzony jako ustawowy dzień świąteczny. Nękane kryzysami i zagrożone przez sąsiadów społeczeństwo skupiało się wokół idei Niepodległości. Przykrym przejawem pseudotriumfalizmu podczas jej święta w 1938 r. było zorganizowanie oficjalnych obchodów, z udziałem Prezydenta RP na Zaolziu, przyłączonym do Polski w efekcie rozbioru Czechosłowacji.

Nielegalne święto

Choć oficjalny żywot Święta Niepodległości nie był długi, okazało się ono trwałym elementem polskiej świadomości narodowej w czasie okupacji hitlerowskiej. Najeźdźca zdawał sobie sprawę z nastrojów Polaków. Toteż przed 11 XI 1939 r. gestapo aresztowało zakładników. Mimo to, biało-czerwone kwiaty pojawiły się w Warszawie przy pomniku Sapera, na ogrodzeniu Belwederu i w innych miejscach narodowej pamięci. Podobnie było w roku następnym, czemu towarzyszyło mroczne memento Zagłady - dobiegające końca przesiedlenie ludności żydowskiej (ok. 33% mieszkańców stolicy) do getta. W 1941 r. spontaniczne działania ludu Warszawy przyjęły już formy zorganizowane. Mury miasta pokryły liczne napisy, ulotki i afisze. Udekorowano Grób Nieznanego Żołnierza i inne pomniki. Doszło do tego, że 14 listopada gubernator dystryktu warszawskiego, Ludwig Fischer był zmuszony wydać zarządzenie zobowiązujące właścicieli i administratorów domów do usunięcia "kartek, plakatów, obrazków lub pisanych lub drukowanych napisów". Wieści o owych demonstracjach ducha "miasta nieujarzmionego" docierały także do getta, podtrzymując wolę życia i oporu w nieludzkich warunkach "dzielnicy zamkniętej". Nie było też dziełem przypadku, że przedstawiciele żydowskiego podziemia po tzw. stronie aryjskiej właśnie 9 XI 1942 r. przekazali władzom cywilnym i wojskowym Polskiego Państwa Podziemnego prośby o uznanie Żydowskiego Komitetu Narodowego, współdziałanie z nim oraz o dostarczenie broni do getta. Komendant główny AK, gen. Stefan Rowecki "Grot" odpowiedział na nie pozytywnie w Dniu Niepodległości. Pół roku później ostatecznie zostało zniszczone największe skupisko Żydów w Europie, a ostatnim aktem jego dziejów była ofiara całopalna powstania w getcie warszawskim. 11 XI 1944 r. Warszawa była już tylko morzem gruzów po upadku powstania i wygnaniu jej mieszkańców.

Zakończenie działań wojennych w 1945 r. nie przyniosło Polsce Niepodległości. Jej świętowanie nie było w smak nowej władzy. Toteż próbowano zastąpić narodową celebrę obchodami... rocznic rewolucji październikowej, czego uzasadnieniem miał być dekret Rady Komisarzy Ludowych Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Radzieckiej z 29 VIII 1918 r., anulujący traktaty rozbiorowe oraz Świętem 22 Lipca upamiętniającym manifest PKWN, wydany i wydrukowany w Moskwie.

Nowego sensu zaczął nabierać wers z "Nocy Listopadowej" Stanisława Wyspiańskiego: "Listopad, niebezpieczna dla Polaków pora". Nie było dziełem przypadku, że w tym miesiącu toczyło się kilka głośnych spraw. W 1948 (5-15 XI) przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie toczył się proces przywódców okupacyjnej, podziemnej organizacji socjalistycznej WRN, oskarżonych o o usiłowanie zmiany ustroju siłą. W roku następnym (6 XI) Konstanty Rokossowski został marszałkiem i ministrem obrony narodowej Polski; 11-13 listopada został także członkiem KC PZPR, z którego wówczas usunięto m.in. Władysława Gomułkę za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne. Po siedmiu latach i jednym dniu (7 XI 1956) zrezygnował z funkcji ministra, by powrócić z doradcami radzieckimi do ojczyzny zwycięskiego proletariatu. Także datę odzyskania Niepodległości wybrano w 1957 r. na ogłoszenie wyroku na w procesie przedstawicieli władz stalinowskiej bezpieki - Romana Romkowskiego, Józefa Różańskiego i Anatola Fejgina. 9 XI 1964 r. zakończył się proces Melchiora Wańkowicza, który został skazany na 3 lata więzienia za napisanie "szkodzącego interesom państwa" prywatnego listu.

Jednak żywi nie tracili nadziei. 11-13 XI 1966 r. w Lublinie odbył się Ogólnopolski Zjazd Młodych Pisarzy, na którym przyjęto uchwałę przeciw cenzurze. Rok później 25 listopada w Teatrze Narodowym w Warszawie odbyła się premiera "Dziadów" Adama Mickiewicza. Jej nasycony patriotyzmem odbiór stał się elementem genezy wydarzeń marcowych w 1968 r. Podsumowaniem konfliktu z częścią społeczeństwa był V Zjazd PZPR (11-16 XI 1968), na którym zniecierpliwiona władza potępiła "rewizjonistów", a zwłaszcza niepokornych pisarzy za traktowanie twórczości artystycznej "jako odskoczni do antysocjalistycznej działalności". Mimo to, erozja systemu była już faktem, czego dowodem były pojawiające się nieliczne artykuły prasowe poświęcone 50. rocznicy odzyskania Niepodległości. Jednak musiała minąć kolejna dekada, by na arenie publicznej mogła zaistnieć szersza dyskusja o II Rzeczypospolitej i Niepodległości.

Zasługi w tym względzie nie można przypisać "liberalizmowi" ekipy Edwarda Gierka, lecz coraz wyraźniejszej jej słabości. Od robotniczego buntu w 1976 r. minęły dwa lata. Działała już opozycja demokratyczna. Mniej niż miesiąc dzielił 60. rocznicę Odzyskania Niepodległości od elekcji papieża Jana Pawła II. Środowiska stawiające opór władzy, coraz wyraźniej się emancypowały, czego świadectwem była m.in. niezależna demonstracja przy Grobie Nieznanego Żołnierza 11 XI 1978 r., zorganizowana przez Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Milicja i SB wstrzymały się wówczas od interwencji. W roku następnym podobna manifestacja grupki dysydentów odbyła się pod hasłami niepodległościowymi, za co ukarano aresztem 4 uczestników tego wydarzenia. Nieco wcześniej, bo 1 IX 1979 r., 34 osoby podpisały akt zawiązania Konfederacji Polski Niepodległej.

W efekcie tzw. niepokojów społecznych w lipcu i sierpniu 1980 r. oraz podpisania porozumień sierpniowych w Szczecinie i Gdańsku powstał NSZZ "Solidarność". Bój o zarejestrowanie jego statutu zakończył się w przeddzień kolejnej rocznicy Odzyskania Niepodległości. Chciałoby się powiedzieć: zbieżność dat nieprzypadkowa. W 1981 r. 11 listopada obchodzony był niemal oficjalnie. Nie tylko prasa, ale i telewizja, a przede wszystkim Polskie Radio, serwowały pełnemu niepokoju o przyszłość społeczeństwu teksty i programy o Niepodległości; rozbrzmiewały pieśni patriotyczne (w tym "Marsz Pierwszej Brygady"). Ten czas rozbudzonych nadziei został pogrzebany przez stan wojenny. Ponownie 11 listopada zaczął być "niebezpieczną dla Polaków porą". W jego przedzień w 1982 r. w licznych zakładach pracy robotnicy zdecydowali się protestować, jednak proklamowany przez podziemną Tymczasową Komisję Krajową "Solidarności" 8-godzinny strajk spalił na panewce. Aresztowano wówczas wiele osób. W samą rocznicę Odzyskania Niepodległości rzecznik rządu, Jerzy Urban przedstawił list Lecha Wałęsy do Wojciecha Jaruzelskiego z propozycją spotkania. Szef Wojskowej Rady Odrodzenia Narodowego - wyjątkowe nadużycie semantyczne, nawiązujące do Niepodległości - wysłał na nie swego Ministra Spraw Wewnętrznych, który polecił zwolnić przywódcę "Solidarności" z internowania. Dwa lata później 3 listopada odbył się manifestacyjny pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki, kapelana "Solidarności" Huty Warszawa, zamordowanego przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. W podziemiu solidarnościowym głównym depozytariuszem dążeń niepodległościowych była "Solidarność Walcząca". Jej przywódcy z Kornelem Morawieckim zostali aresztowani niemal w przedzień 69. rocznicy Odzyskania Niepodległości (9 XI 1987). Jednak już wkrótce PRL miał odejść w przeszłość, choć z jego remiscencjami borykamy się do dziś.

Gorycz restytuowanych świąt

Polska jest dziś krajem niepodległym, jednak narodowe rocznice jakoś szybko spowszedniały rodakom, gnębionym kłopotami dnia codziennego. Wiele z nich mija niemal nie zauważonych. Milczą o nich lub kwitują je zdawkowo tzw. środki masowego przekazu, z TVP na czele. Nawet w Warszawie łatwiej jest nabyć flagę amerykańską, niż polską. Toteż nasze miasta oraz wsie 11 listopada nie toną w bieli i czerwieni. Celebra Dnia Niepodległości jest chyba bledsza niż podczas nocy hitlerowskiej okupacji. Młodzi ludzie, patrzący na degradację wszystkich niemal autorytetów, odwracają się plecami do przeszłości. Już nawet nie Pierwsza Kadrowa, ale ofiarny stos powstania warszawskiego, jest dla nich terra incognita. Gdzież z resztą znaleźć miejsce dla wyższych uniesień, gdy rzeczywistość skłania do poświęcenia wszystkich sił na "wyścig szczurów" ku wszechwładnej mamonie. Diagnoza ta jest przesadnie pesymistyczna, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że publiczne dyskusje o zagrożeniu polskiej tożsamości w kontekście przyszłego przystąpienia do Unii Europejskiej są jałowe. Znacznie większe niebezpieczeństwa w tej sferze kryją się w nas samych, w naszym stosunku do tradycyjnych wartości i przeszłości kraju. Na szczęście nikt nie dybie dziś na Niepodległość Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, to jednak jak memento brzmią słowa pieśni Jacka Kaczmarskiego, barda pierwszej "Solidarności": "bo jeszcze Polska wtedy żyła, gdy dla niej ginęli".

Post scriptum.

Z wielu powodów, o których nawet mi się pisać nie chce, tekst ów przeleżał w pamięci mego komputera z górą dziesięć lat. I znów przed kolejną rocznicą staje się jeszcze bardziej aktualny. W listopadzie 2011 r. środowiska lewackie sprowadziły sobie do pomocy niemieckich anarchistów, czy czort wie jakich drabów, by pomogli w zakłócaniu święta, które powinno być wszystkim bliskie. Kary za to żadnej nie było, a wprost przeciwnie środowiska te otrzymują nadal wsparcie dla swego rozwoju, choć przecież: kto w ojczyste progi sprowadza wroga odwiecznego… . Niemal w przeddzień tegorocznego Dnia Niepodległości raczy się nas wiadomością o aresztowaniu domniemanych winnych spalenia przed rokiem wozu transmisyjnego pewnej stacji telewizyjnej. Nie sądzę, by odpowiadanie na prowokacje takimi aktami było godne pochwały, ale wszak nie o to chodzi. W oczywisty sposób nadany został sygnał, że żadnego pobłażania nie będzie dla odstępców od jedynie słusznej linii swoiście rozumianej poprawności politycznej. Toteż powiadam, że niepodległość nie jest nam dana raz na zawsze i bezwarunkowo. Trzeba jej szukać w sobie i w „głosie wolnym, wolność ubezpieczającym”.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura