Rafał Sulikowski/AI
Rafał Sulikowski/AI
rafal.sulikovski rafal.sulikovski
60
BLOG

Prawica i niekończąca się wojna z Karolem Darwinem

rafal.sulikovski rafal.sulikovski Polityka Obserwuj notkę 9
Dlaczego więc prawica – zarówno w Polsce, jak i w USA – wypiera teorię ewolucji? Powód nie leży w sferze naukowej, bo teoria ewolucji jest jedną z najlepiej udokumentowanych teorii w historii nauki, lecz w sferze światopoglądowej.

Najgorsze w prawicy i skrajnej prawicy jest to, że jej niepisany, ukryty program nie polega na budowaniu wspólnoty wolnych ludzi, ale na stworzeniu państwa o charakterze autorytarnym i teokratycznym, w którym demokracja jest jedynie fasadą dla rządów jednej partii i ideologii. Tezą, która jest najbardziej przerażająca i o której prawica woli milczeć, jest to, że jej rzeczywistym celem nie jest zwykła zmiana władzy, ale głęboka, nieodwracalna zmiana ustroju państwa – wprowadzenie rządów autorytarnych. To wizja, w której konstytucja i prawa człowieka stają się zbędnym balastem, a państwo prawa zastępuje się państwem politycznej woli wodza. Gdyby ta teza stała się powszechnie znana i zrozumiana, powinna spowodować, że poparcie dla takiej formacji spadłoby do jednocyfrowego wyniku, ponieważ byłaby to jawna deklaracja końca polskiej demokracji.

Ten ukryty program doskonale widać w tym, jaki los PiS gotuje kobietom i wszelkim mniejszościom w Polsce, gdyby wygrali wybory w 2027 roku. Nie chodzi tu już o zaostrzenie prawa aborcyjnego, co już doprowadziło do sytuacji, w której kobiety boją się rodzić, a Polska się wyludnia. Chodzi o coś znacznie głębszego – o stworzenie systemu totalnej kontroli nad ciałem i życiem kobiet. PiS szykuje na 2027 rok Centralny Rejestr Rozrodczości, który ma obejmować nie tylko rejestr ciąż, ale także zakup środków antykoncepcyjnych. To oznaczałoby, że państwo ingerowałoby w najbardziej intymną sferę życia każdej Polki, traktując ją nie jako podmiot, ale jako narzędzie do realizacji polityki demograficznej. Wizja ta, w której kobieta ma być cicha, uległa i posłuszna mężczyźnie, a jej głównym celem jest rodzenie dzieci, przywodzi na myśl modele znane z radykalnych reżimów teokratycznych.

Dla mniejszości – narodowych, etnicznych, czy seksualnych – zwycięstwo PiS w 2027 roku oznaczałoby dalszą eskalację polityki wykluczenia i nienawiści. Prawo i Sprawiedliwość, jako partia wodzowska, dąży do stworzenia państwa homogenicznego pod każdym względem – etnicznie, światopoglądowo i obyczajowo. Wszystko, co odstaje od tego modelu, ma być spychane na margines lub eliminowane z życia publicznego. Już teraz widzimy, że skrajna prawica traktuje migrantów jako obciążenie, a mniejszości seksualne jako zagrożenie dla porządku społecznego. W ich wizji Polski nie ma miejsca dla inności – jest tylko naród, tradycja i Kościół, a wszyscy, którzy nie wpisują się w ten schemat, mają być poddani represjom i wykluczeniu. To nie jest polityka, to jest program budowy państwa totalitarnego, w którym wolność jednostki jest jedynie pustym hasłem.

W grudniu 2016 roku, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wprowadzało reformę edukacji, z nowej podstawy programowej biologii dla szkół podstawowych usunięto kluczowe zapisy dotyczące teorii ewolucji. Z celów kształcenia, czyli wymagań ogólnych, zniknęło zdanie, że uczeń „wskazuje ewolucyjne źródła różnorodności biologicznej”, co według Polskiej Akademii Nauk było dużym krokiem wstecz w nauczaniu biologii. Co prawda pojęcie ewolucji pozostało w zakresie pojęć szczegółowych, ale przestało być obowiązkowe, a samo nauczanie o nim zostało zepchnięte na koniec cyklu, co uniemożliwiało powiązanie go z innymi zagadnieniami, takimi jak genetyka czy ekologia. Eksperci z PAN alarmowali, że bez ewolucyjnego kontekstu biologia staje się jedynie zbiorem nudnych formułek do zapamiętania, a uczniowie nie dowiedzą się, jak działa otaczający ich świat. Choć oficjalnie nikt nie proponował nauczania kreacjonizmu zamiast ewolucji, to nowa podstawa programowa – zdaniem naukowców – dawała taką możliwość, ponieważ usuwała naukowe podstawy wyjaśniania różnorodności biologicznej.

W Stanach Zjednoczonych sytuacja jest bardziej złożona niż powszechny zakaz nauczania ewolucji. Historycznie rzeczywiście w 1925 roku w stanie Tennessee przyjęto tzw. ustawę Butlera, która zabraniała nauczycielom w szkołach publicznych podważać kreacjonistyczną wizję stworzenia świata i nauczać teorii ewolucji. Przepisy te doprowadziły do słynnego „małpiego procesu”, w którym oskarżono nauczyciela Johna Scopesa za złamanie tego zakazu. Jednak zakaz ten został uznany za niezgodny z konstytucją już w 1968 roku. Mimo to spór o nauczanie ewolucji w amerykańskich szkołach trwa do dziś – w niektórych stanach podejmowano próby wprowadzania do programów nauczania kreacjonizmu lub koncepcji „Inteligentnego Projektu” obok teorii ewolucji, a politykom Partii Republikańskiej nie opłaca się laicyzacja programów nauczania. W efekcie akceptacja teorii ewolucji wśród Amerykanów jest stosunkowo niska i według niektórych badań wynosi zaledwie 24%.

Dlaczego więc prawica – zarówno w Polsce, jak i w USA – wypiera teorię ewolucji? Powód nie leży w sferze naukowej, bo teoria ewolucji jest jedną z najlepiej udokumentowanych teorii w historii nauki, lecz w sferze światopoglądowej. Teoria ewolucji podważa bowiem dosłowną interpretację biblijnego opisu stworzenia, która zakłada, że człowiek i wszelkie życie na Ziemi zostały stworzone w swojej pierwotnej formie przez Boga. Dla środowisk konserwatywnych i fundamentalistycznych religijnie jest to nie do zaakceptowania, ponieważ stawia pod znakiem zapytania wyjątkową pozycję człowieka w świecie oraz autorytet religii jako źródła wiedzy o pochodzeniu życia. W Polsce, gdzie Kościół katolicki odgrywa istotną rolę w życiu publicznym, a PiS przez lata budował narrację o obronie tradycyjnych wartości, nauczanie ewolucji postrzegane jest jako zagrożenie dla porządku społecznego opartego na religii. To właśnie ta teza – że człowiek nie jest celem, lecz produktem ślepych procesów przyrodniczych, że nie ma w nim niczego wyjątkowego poza tym, co wyewoluowało – jest tym, czego prawica nie jest w stanie wytrzymać i przed czym milczy, licząc, że społeczeństwo tego nie odkryje. Gdyby ta prawda stała się powszechnie znana i zrozumiana, poparcie dla partii opierających swoją tożsamość na sprzeciwie wobec nauki mogłoby drastycznie spaść.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj9 Obserwuj notkę

Absolwent polonistyki UJ. Pisarz, eseista, poeta, publicysta. Publikuje w Internecie. Stały współpracownik najstarszego (od 1945 roku) miesięcznika "Twórczość". Doktorat o metafizyce w polskiej literaturze współczesnej obronił 12 grudnia 2012 roku. Również kompozytor, a od kilku lat projektant grafiki cyfrowej AI. Uwielbia muzykę i film. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka