Amor patriae nostra lex!
Adhibe rationem difficultatibus. _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ Niemiec, Moskal nie osiędzie, Gdy jąwszy pałasza, Hasłem wszystkich zgoda będzie I Ojczyzna nasza.
46 obserwujących
603 notki
411k odsłon
  127   2

Putinomics = ekonomia putinowska



Wzruszyłem się notką zamieszczoną przez administrację Salonu24, w której czytamy, że Putin martwi się stanem gospodarczym Europy. Chodzi o notkę pt.: "Putin nazywa politykę energetyczną UE "gospodarczym samobójstwem"". Źródło: TASS - bo tak pewnie najłatwiej. Czy Salon zamierza ocieplać wizerunek Putina, który nie tylko troszczy się o Rosję, ale i cała Europę? Czy taki był zamysł publikowania tej notki?


Zatroskany Putin o politykę energetyczną Europy to dla mnie nowość, podskórnie czuję, że nie o troskę tu chodzi, lecz zaniepokojenie Putina utratą rynków zbytu. Ale chyba nie ma się czego obawiać, gdyż Niemcy ani Francja nawet na jotę nie zamierzają zejść z dotychczasowej drogi uzależnienia Europy od rosyjskich surowców energetycznych, dzięki którym możliwe będzie przeprowadzenie federalizacji Europy. Federalizacja sama w sobie nie jest celem, celem jest dominacja polityczna i gospodarcza w tej nowej rzeczywistości.
W przeciwnym razie (braku federalizacji) ciężar gospodarczy Europu przesunąłby się nieuchronnie do Europy Środkowo-Wschodniej. Tam gdzie rozwija się gospodarka, tam rozwijają się centra handlowe, tam rozwija się logistyka, tam generuje się zyski, których kontrolowanie staje się coraz trudniejsze, gdyż wzrasta siła głosu państw uczestniczących w tym wzroście. Mówiąc w wielkim skrócie: Brak taniego gazu oznacza brak konkurencyjności niemieckiej gospodarki. Konsekwencją braku konkurencyjności jest koniec potęgi gospodarczej i politycznej Niemiec, a to z kolei oznacza zmianę wektorów w polityce. To dlatego Niemcy i Francja sprzeciwiają się rozszerzeniu UE na kraje Europy Środkowo-Wschodniej, Turcję i Ukrainę (te wszystkie dotychczasowe deklaracje są nic nie warte, są zwykłym zwodzeniem i grą na czas). To dlatego Niemcy udają tylko wprowadzanie sankcji na rosyjskie surowce, jednocześnie publikując na oficjalnych stronach Komisji Europejskiej instrukcje, jak w dalszym ciągu kupować od Rosjan gaz i ropę, aby nie narażać się na zarzut łamania sankcji. To dlatego Niemcy nadal sprzeciwiają się, aby uznać energię atomowa za zieloną energię - o niskim współczynniku szkodliwości dla środowiska. To dlatego Niemcy nadal manipulują cenami praw do emisji.

Ale wracając do Putina i jego gospodarki. Polecam książkę Albrechta Rothachera pod tytułem "Putinomics: How the Kremlin Damages the Russian Economy". Fragment okładki tej książki wykorzystałem jako ilustrację notki. Oczywiście jest to praca napisana z punktu widzenia Niemca, więc nie wszystko jest naświetlone. Nie mniej to bardzo ciekawa książka.
Cóż w niej możemy przeczytać?
Bardzo wiele między innymi to, że zatroskany Putin, powinien martwić się o to, do czego doprowadził Rosję. Przemyślenia Rothachera w tym zakresie są ciekawe: Zasadniczo jesteśmy świadkami celowo zaprojektowanego systemu neofeudalnego, patrymonialnego i plutokratycznego, w którym demokracja, podział władzy, rządy prawa i prawa własności zostały zburzone. W końcu w autokratycznych rządach obowiązujących od 2010 roku wszystko sprowadza się do czegoś bardzo banalnego, co znamy od czasów carskich: postaci samego władcy.
Dopiero po 2004 roku Putin i jego kumple stali się naprawdę bogaci, a głównym źródłem był Gazprom. W rezultacie w Rosji 110 miliarderów (w tym kumple Putina) kontroluje 35% bogactwa narodowego, podczas gdy 50% rosyjskich gospodarstw domowych cieszyło się „bogactwem” wynoszącym 870 USD lub mniej. Znowu jest to cywilizowany kraj europejski, a nie państwo naftowe Trzeciego Świata, jak Angola, Nigeria czy Arabia Saudyjska. Oczywiście nie jest to również stan funkcjonalny. Podobno udział Putina we wszystkich transakcjach z kolesiami wynosił 50%, logika jest taka, dlaczego miałby pozwolić im się wzbogacić bez żadnych zahamowań i nic dla siebie.
Ale gdzie się podziały pieniądze? Gazety panamskie wspominają na przykład Igora Putina, kuzyna, rzeźnika Putina Petra Kolbina i jego przyjaciela wiolonczelistę Siergieja Roldugina z 2 miliardami dolarów, o czym wydawał się naprawdę nieświadomy. Są słupami. Pieniądze przepływają najpierw przez Cypr, Wyspy Normandzkie, Maltę, Bermudy i Wyspę Man do około dwudziestu do trzydziestu firm-przykrywek na Karaibach, głównie na Wyspach Dziewiczych i Kajmanach. Po wypraniu jest inwestowany w anonimowe spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Delaware, Nevadzie, Wyoming i Południowej Dakocie – wykorzystując „przywilej adwokata-klienta” przy kolejnych zakupach nieruchomości w Miami, Palm Beach, Los Angeles i Nowym Jorku, w tym nieruchomości Trumpa, które przypadły do gustu arabskim szejkom i rosyjskim oligarchom oraz w Wielkiej Brytanii. Oczywiście pod względem finansowym inwestycje te są bezwartościowe i wiążą się tylko z kosztami utrzymania.


Niestety w książce nie znajdziemy nic o współudziale Niemiec w tym planie uzależnienia Europy od rosyjskiego gazu, którego dystrybucję kontrolują Niemcy. Nie znajdziemy nic o udziale Deutsche Banku w praniu brudnych rosyjskich pieniędzy.
Nie mniej w książce tej znajdziemy wiele ciekawych rzeczy.
Jestem w trakcie czytania ale od siebie dodam, że pieniądze wytransferowane przez oligarchów za granicę stanowiły fundusze operacyjne dla rosyjskiej razwiedki. Służyły korumpowaniu i kupowaniu polityków, opłacaniu pijaru i propagandy sączonej w tamtejszych mediach, sterowani nastrojami społecznymi. Wątpię, czy przeczytam dokładniej o tym w tej książce. O stacjach benzynowych Schroedera – byłego Kanclerza Niemiec a obecnie pracownika Gazpromu lub o innych jego biznesach i lewej kasie dla polityków.

Wniosek jest jeden, wszystkie te gospodarcze machlojki i układy miały tylko jeden cel. Cel polityczny umocnienia władzy Putina i putinistów, ekspansji politycznej na inne kraje. Swoistego rodzaju rewolucji bolszewickiej, ale przeprowadzanej wobec Zachodu innymi środkami, niż te w 192O roku, gdy hordy kałmuków z bronią w ręku niszczyły mordowały i kradły wszystko, co spotkali na swojej drodze.
Sądzę, że doszło do porozumienia między Rosją i Niemcami. Niemcy swoją strefę wpływów podbijają metodami gospodarczymi i za pomocą szantażu finansowego. Natomiast Rosja swoją strefę wpływów podbija głownie militarnie i za pomocą tych pieniędzy, które uzyskuje od Zachodu ze sprzedaży swoich surowców.

Według przybliżonych szacunków utrzymanie reżimów klienckich na Białorusi, Naddniestrzu, Abchazji, Osetii Południowej, na Krymie i Donbasie wynosi, co najmniej około 4 miliardów dolarów rocznie. Dodaj do tego wydatki wojskowe w wysokości 2% PKB rocznie. Tak więc w sumie około 4% PKB marnuje się bezproduktywnie w kraju o wielkości ekonomicznej równej PKB Hiszpanii i który boryka się z poważnymi problemami demograficznymi i konkurencyjnymi, które pozostają nierozwiązane.

Zatem jaki sens mają kolejne agresje na sąsiednie kraje? Mają sens polityczny (przejęcie kontroli nad nowymi obszarami i biznesami)  oraz wizerunkowy (przedstawiania Rosji, jako mocarstwo, które wszystko bezkarnie może).

Wojna na Ukrainie naświetliła nam to bardzo wyraźnie. W imperialnej polityce Niemiec i Rosji niewiele się zmieniło. Tylko krótkowzroczność tych dwu państw nie przewiduje jednego, że w pewnym momencie musi dojść do konfrontacji. A wtedy Niemcy z cała pewnością tego starcia nie wygrają z wielu powodów: ideologicznych, demograficznych, surowcowych. Wiec tym bardziej dziwi mnie upór Niemców w kontynuowaniu wspierania Putina. Widocznie bardziej niemiła im jest myśl wybicia się krajów Europy Środkowo- Wschodniej na niepodległość i ich rozwój gospodarczy.
Z podobnych powodów upokorzenia Francuzi nienawidzą Amerykanów. Tych, których wspierali w okresie wojny Secesyjnej, byli dla kolonii przybraną matką, która nie tylko podarowała Statuę Wolności ale  wręcz i samą wolność (jak chełpili się w prasie), lecz w czasie dwu wojen światowych okazali się kolaborującą z wrogiem ladacznicą i gdyby nie interwencja USA i poświęcenie tylu Amerykanów, Anglików, także Polaków i innych narodów a nawet komunistyczna partyzantka, to kompromitacja byłaby kompletna. Stąd te resentymenty Francuzów, którzy nigdy nie doświadczyli raju komunistycznego ani ruskiego mira.







Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka