43 obserwujących
130 notek
148k odsłon
  3955   14

Obłęd, czy sterowana rewolucja?

„Należy zorganizować intelektualistów i wykorzystać ich w taki sposób, by z zachodniej cywilizacji zrobili odrażający smród. Tylko wtedy, kiedy już zepsują wszystkie jej wartości (…) będziemy mogli narzucić dyktaturę (...)”
(Willi Münzenberg, 1922, Instytut Marksa-Engelsa)

Zanim podejmiemy próbę odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule, spróbujmy określić, na czym polega ta rewolucja i jakie są jej składniki. Zaznaczmy od razu, że nie są to pojęcia nowe, ale przyspieszenie, jakie nastąpiło w ciągu ostatnich lat, każe nam zastanowić się nad przyczynami tego stanu rzeczy.
LGBT
Ten skrót, który z miesiąca na miesiąc się rozrasta i obecnie przyjął formę LGBTIQ+ oznacza ruch walczący o prawa lesbijek, gejów, biseksualistów, transpłciowców, interpłciowców, queerowców plus całej reszty mniejszości seksualnych. O prawa, które, nawiasem mówiąc, już od wielu lat posiadają.
Jest faktem, że w krajach określających się jako postępowe, jeszcze pod koniec XX wieku osoby homoseksualne były ścigane i karane. W Polsce tego problemu nie było nigdy, poza małym wyjątkiem, kiedy partia komunistyczna, poprzedniczka SLD, przeprowadziła akcję o kryptonimie „Hiacynt” polegającą na identyfikacji i szantażowaniu gejów.
Mimo, iż problem dyskryminacji mniejszości homoseksualnych w Europie i USA, nie istnieje, to walka trwa nadal i nabiera na sile. Jednak aktywistom występującym w imieniu mniejszości seksualnych nie chodzi już o prawa, które te mniejszości mają (małżeństwa, adopcja dzieci itp.), lecz o zmianę obyczajowości (przemodelowanie) całych społeczeństw.
Głównymi wrogami tego ruchu są, oczywiście, chrześcijaństwo i rodzina.
Sam ruch nie miałby takiej siły oddziaływania na społeczeństwo, gdyby nie posiadał naukowej nadbudowy. W tym celu stworzono naukę o gender, czyli badania nad "społeczno-kulturową tożsamością płciową", które prowadzi się na wielu uniwersytetach, na kierunkach gender studies.
Z prawdziwą nauką nie ma to nic wspólnego, ale nie przeszkadza to poważnym z pozoru naukowcom wykładać studentom teorie mówiące o tym że płeć nie wynika z różnic biologicznych uwarunkowanych genetycznie, lecz jest wynikiem uwarunkowań społecznych nabytych kulturowo. Krótko mówiąc: to, że masz męskie genitalia i rodzice traktują cię jako chłopca, nie oznacza, że jesteś chłopcem. Powinieneś mieć wybór, dlatego trzeba cię ubierać w sukienki i dawać do zabawy lalki, żebyś sam zdecydował o swojej płci. Dobrze jest także szpikować cię hormonami hamującymi rozwój płciowy, żebyś jak podrośniesz zdecydował, czy chcesz być chłopcem, czy dziewczynką.
Na tym nie koniec: genderowi „naukowcy” dowiedli, że istnieje kilkadziesiąt rodzajów płci (czego skutkiem może być np. istnienie osób identyfikujących się na przykład jako Transseksual Gender Fluid Nonkonforming Binary Agender Neutrois Extraterrestial Woman Polygender Apathetic Two-Spirit Androgyne Cis Female Variant Genderqueer Neither Trans Feminine Person,Transsexual Woman, oraz, że płeć nie jest czymś obiektywnym, lecz zależy od tego, jak ją czujemy. Jeśli rano czujemy się mężczyzną i mamy na imię Steven, a w południe kobietą o imieniu Anna, to należy uszanować nasze uczucia i zwracać się w takiej formie, jakiej sobie zażyczymy, mimo iż biologicznie jesteśmy mężczyzną i w dowodzie osobistym mamy wpisane imię Steven. Nieuszanowanie naszych uczuć nazywa się misgenderowaniem. Może się też zdarzyć, że czujemy się równocześnie kobietą i mężczyzną (osobą niebinarną), wtedy należy się do nas zwracać bezosobowo (ono). Za każdym razem należy nas o to pytać.
(Aby uniknąć misgenderowania, spotkaną na imprezie osobę należy zagaić za pomocą neutralnych zaimków: -Jesteś ładnu, inteligentnu, a ja jestem zakochanu. Czy wypiłobyś ze mną drinka, a potem poszło do łóżka?)
Problem transpłciowości zaistniał dobitnie w przestrzeni publicznej po podpisaniu przez Prezydenta Bidena ustawy o dopuszczeniu biologicznych mężczyzn do kobiecego sportu, kiedy poczują się kobietami. Skutkiem tego może być całkowity upadek kobiecych dyscyplin sportowych. Już niedługo jedyną dyscypliną sportową, w której kobiety będą miały jakieś szanse na sukces będzie taniec na rurze. Ale i to nie jest pewne.
Skoro mężczyzna może dowolnie zmieniać płeć, bo taki ma kaprys, to sytuacja robi się tragikomiczna. Polska lekkoatletka została pokonana przez 2 Murzynów, którzy poczuli się kobietami, napalony grubas uznający się za kobietę został przeniesiony do żeńskiej celi, gdzie zgwałcił 3 więźniarki, w UK policjanci nachodzą domy tych, którzy nie wierzą, że mężczyzna może być kobietą (i odwrotnie), a  w Stanach 68-letni chłop oświadczył, że jest 7-letnią dziewczynką i zażądał wpuszczenia do klasy,  
"Mężczyźni, którzy „identyfikują się” jako kobiety, powinni mieć prawo do usług położniczych” (Joe Biden)
Jakby mało było absurdów, to doszliśmy już do momentu, kiedy osoby LGBTIQ+, z braku dyskryminacji z zewnątrz, zaczęły prześladować same siebie. Lesbijki i geje twierdzą, że transpłciowi faceci udający kobiety i kobiety udające facetów, to podludzie, których należy tępić. Najbardziej zaciekle w walce z transami są feministki, które zauważyły w końcu, że wprowadzenie płci kulturowej zamiast biologicznej, eliminuje je ze wszystkich dziedzin życia, bo rozmyciu ulega pojęcie kobiety.
Mimo tych różnic ruch LGBTI rozrasta się, ewoluuje i obejmuje coraz więcej dziedzin życia. Jest praktycznie wszędzie; w kulturze, polityce, gospodarce, szkolnictwie, a nawet na oddziałach położniczych. Wydawałoby się, że to szaleństwo jest tylko krótkotrwałym odchyleniem od normy. Niestety, nie.
Problem walki o „prawa” LGBTIQ+ stał się już tak ważny, że zajmują się nim nawet organizacje międzynarodowe, jak ONZ, Unia Europejska, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, czy WHO.
Nikt by nie przypuszczał, że największym priorytetem UE- wspólnoty suwerennych państw, zrzeszonych wokół idei wolnego rynku, handlu i usług, stanie się walka o szczególne prawa dla osobników uprawiających nietypowy seks i deklarujących zmultiplikowaną płeć.
Z kolei zadaniem Światowej Organizacji Zdrowia jest zwalczanie epidemii chorób zakaźnych. Łatwiej jednak zajmować się standardami edukacji seksualnej dzieci, promowaniem pedofilii i walką o prawa LGBT. W dziedzinie pandemii WHO nie robi praktycznie nic. Najwyraźniej walka z pandemią przegrała walkę z walką o prawa LGBTIQ+
Uzmysławia nam to, jaką siłą dysponuje lobby spod znaku tęczy.
BLM, RASIZM ODWRÓCONY I CANCEL CULTURE
„Odpowiedników Martina Luthera Kinga i Mahatmy Gandhiego można teraz znaleźć na Twitterze, Facebooku i Instagramie. Pod wieloma względami ci współcześni „wojownicy klawiatury” przewyższają dzieło Kinga, który mówił, że wierzy, iż ludzi „nie należy oceniać na podstawie koloru skóry, ale na podstawie charakteru” (Titania MGrath)
Ten ironiczny tekst satyryka Andrew Doyla (występującego na TT jako Titania McGrath, „przebudzona” walcząca feministka) jest esencją zjawiska występującego obecnie w USA i innych krajach Zachodu. Martin Luther King, działacz prowadzący niegdyś pokojową walkę o równouprawnienie czarnych, za stwierdzenie, że wszystkie rasy należy traktować na równych prawach, byłby dziś wyklęty i wyrzucony na margines postępowych elit. Dziś bowiem obowiązuje zasada, że największy wkład do rozwoju ludzkości ma rasa czarna, a wszystko to co stworzyli biali supremiści w dziedzinach kultury, nauki, techniki itp. jest szkodliwe i nie ma żadnej wartości. Dziś nie toczy się walka o równe prawa dla czarnych, bo praktycznie już od dawna je mają. W obecnej walce chodzi o uznanie wyższości rasy czarnej i rekompensatę za krzywdy, które doznała ze strony rasy białej. To rasizm odwrócony.
Wiąże się z tym zjawisko nazwane cancel culture, czyli kultura anulowania polegająca na niszczeniu dziedzictwa oraz kwestionowaniu osiągnięć kultury i nauki białego człowieka. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż w tym niszczeniu i kwestionowaniu białej cywilizacji prym wodzą i największą gorliwość wykazują biali działacze ruchów lewicowych.
Walka o prawa czarnych toczyła się przez setki lat i była niewątpliwie słuszna. Obecnie Afroamerykanie od dawna mają równe prawa z innymi nacjami, lecz to najwyraźniej za mało.
Nadużycie siły w stosunku do czarnego kryminalisty, Floyda, skazanego wielokrotnie za napady, kradzieże z bronią palną i narkotyki, który po wyjściu w więzienia kontynuował działalność, stało się zapłonem do rozruchów, w których brali udział nie tylko czarni, lecz także biała młodzież, nierzadko związana z lewicową Antifą. Na bazie tych zadym powstał ruch o nazwie Black Lives Matter (Czarne Życie Ma Wartość).
Podczas, gdy postępowa ludzkość padała na twarz i przepraszała Afroamerykanów, oni, ramię w ramią z białymi lewakami byli akurat zajęci remanentem w kolejnym sklepie z butami i elektroniką. Bo przecież byli uciskani i teraz należy im się rekompensata.
Ruch BLM demolujący w Stanach miasta, popierany był przed wyborami prezydenckimi przez Demokratów i w dużej mierze przyczynił się do przegranej Donalda Trumpa.
IMIGRACJA
Angela Merkel, która w roku 2015 otworzyła szeroko drzwi dla "uchodźców", spotkała się z krytyką ze strony co bardziej trzeźwych komentatorów. Zamiast podjąć debatę nad skutkami polityki multikulti, zapytała szefa Facebooka, Marka Zuckerberga, czy dałoby się coś zrobić, żeby obywatele Europy przestali krytykować na Facebooku jej politykę imigracyjną. Zuckenberg odpowiedział, że dałoby się i dotrzymał słowa. Cenzura na mediach społecznościowych i autocenzura w mediach tradycyjnych nie pozwala na krytykę tego imigracyjnego szaleństwa.
Nie można, oczywiście, obciążać jedynie Merkel za kryzys migracyjny. Winę ponoszą wszystkie rządy liberalno lewicowe i obywatele, którzy te rządy wybierają.
Na pierwszy rzut oka widać było, że tworzenie państw, w których istnieją obok siebie przedstawiciele skrajnie różnych kręgów kulturowych, przyniesie tylko taki skutek, że cały dorobek cywilizacyjny zostanie stopniowo zaprzepaszczony. Niszczenie wartości, na których oparta była Europa, powoduje, że na ich miejsce wchodzi islam. Ci sami, którzy nasze wartości niszczą, szykują pętle na swoje szyję. Lewacka logika prowadzi do samozagłady.
Przed Europą Zachodnią jest dziś wybór: poddać się islamizacji, albo podjąć walkę o swoje wartości. Problem w tym, że wartości już zniknęły, więc za kilka lat w niektórych krajach będzie obowiązywać prawo szariatu.
Społeczeństwa ukształtowane przez liderów i media w duchu liberalno-lewicowym nie przejawiają cienia oporu przeciwko tej szaleńczej polityce. Wręcz przeciwnie: poza małymi wyjątkami popierają ją.
FEMINIZM
„Jeśli o mnie chodzi, nie masz prawa nazywać siebie feministką, jeśli nie maszerowałaś o prawa, które już masz, ubrana w kostium waginy” (Titania McGrath)
Feminizm definiowany jest jako walka o prawa kobiet; do udziału w wyborach, dobrze wynagradzanej pracy, udziału w stanowiskach publicznych, posiadania własności, zdobywania wykształcenia, równych praw z związkach małżeńskich, prawa do aborcji i ochrony przed przemocą.
Trudno się z tymi postulatami nie zgodzić. Problem polega jednak na tym, że w krajach cywilizowanych te prawa są już od dawna zagwarantowane.
 O co zatem walczą feministki „piątej fali”? Między innymi o dostęp do zawodów, w których dominują mężczyźni.
Niestety jest to z przyczyn obiektywnych niewykonalne. Mimo, iż badania dowiodły, że na skutek różnic w budowie mózgu i komunikacji między neuronowej, wrodzone zdolności kobiet i mężczyzn są różne, co powoduje, że kariery życiowe przedstawicieli obu płci są w dużym stopniu zdeterminowane już od poczęcia, „postępowe” umysły, wspomagane przez polityków i celebrytów, lansują parytety i konieczność wyzwolenia kobiet z niewoli stereotypów stworzonych przez złych samców. Nic bardziej błędnego: kobiety w pewnych dziedzinach nie dorównują mężczyznom, ale w innych są niezastąpione. Wpajanie dziewczętom, że mogą wszystko, tylko mężczyźni je blokują, jest szkodliwe i może prowadzić do osobistych tragedii („lęk przed niedoskonałością").
Mimo to, walka trwa i coraz bardziej eskaluje. Kiedyś ideałem kobiety była po prostu ładna i mądra kobieta. Dziś ma to być ponura feministka-weganka z zarośniętymi pachami, sikająca na stojąco przez lejek, chodząca na manify w stroju waginy, bluzgająca wulgarnie na cały świat i mająca pretensje, że faceci w niej nie gustują i nie jest dopuszczana do pracy w kopalni węgla kamiennego..
Ciekawostka: Modlitwę otwierającą obrady Kongresu USA, Emanuel Cleaver (Demokrata, oczywiście) zakończył słowami: "amen" (a men – mężczyźni), a następnie dodał "awoman" (a woman – kobieta). Byłoby to śmieszne, gdyby nie było straszne.
„Nie spocznę, dopóki nie osiągniemy naszej różnorodnej, międzysektorowej socjalistycznej, zdekolonizowanej, poliamorycznej genderqueer, pro-trans cielesnej, antyzdolnej, kontrulujacej przywileje, sprawdzającej mowę, pilnowanej przez policję, wolnej od nienawiści, matriarchalnej utopii” (Titania McGrath)
EKOLOGIA I WEGANIZM
Znajoma ma Alexę. Alexa to inteligentny, samouczący się system do kontroli urządzeń domowych. Dane do nauki pobiera z sieci, w której przeważają, oczywiście, treści lewicowe. Oprócz sterowania domem, posiada wiele innych funkcji: jest na przykład zdolny podjąć dialog z właścicielem. Znajoma zapytała niedawno Alexę, co zrobić, żeby ratować klimat. Odpowiedź brzmiała: "Wbij sobie nóż w serce".
To nie żart. Alexa jest zaprogramowana przez ludzi z Doliny Krzemowej o skrajnie lewicowych poglądach (nawiasem mówiąc, innych tam nie ma). Postępowe teorie głoszą, że największym wrogiem Ziemi jest człowiek, ponieważ zatruwa środowisko, więc należy go wyeliminować, a w łagodniejszej formie-ograniczyć jego liczebność. Z tego powodu odpowiedź Alexy musiała być taka, a nie inna, bo wynikała z jej nabytej w sieci wiedzy.
Warto zauważyć, że podobną wiedzę czerpią z Internetu miliony nastolatków, które wierzą w to, że ziemia umiera w wyniku szkodliwej działalności człowieka. Na dodatek wykreowano im idolkę, małą dziewczynkę z warkoczykami, która traktowana jest w gronach naukowych i politycznych jako ekspertka od klimatu, mimo iż nie ukończyła jeszcze żadnej poważnej szkoły.
Młodym ludziom udało się wmówić, że człowiek jest tak szkodliwy dla klimatu i przyrody, że Ziemia za kilkanaście lat przestanie istnieć. Zapanowała masowa histeria, której skutkiem było powstanie organizacji typu Extinction Rebellion, które są już tylko o krok do podjęcia walki zbrojnej w obronie klimatu.
„Stoimy w obliczu globalnej katastrofy ekologicznej. Musimy działać teraz, aby powstrzymać masowe wymieranie – nasze i innych gatunków. Dołącz do rebelii” ( Extinction Rebellion na FB)
Stosunkowo nowym elementem w walce o „ocalenie planety” jest kwestia hodowli zwierząt. W kręgach lewicowych panuje powszechne przekonanie, że gazy wydzielane przez zwierzęta hodowlane przyczyniają się do katastrofy, dlatego należy zmusić ludzkość do zaprzestania spożywania białka zwierzęcego poprzez powszechne przejście na dietę wegańską.
Kilka dni temu napisałem na TT dla żartu:
„Sylwia Spurek postanowiła, że wniesie do sądu pozew przeciwko swojej matce, za to, że ta po urodzeniu karmiła ją mlekiem z piersi, nie pytając, czy Sylwia jest weganką”
Okazało się, że spora grupa komentujących potraktowała ten wpis na serio. To powinno nam uzmysłowić, jak daleko już zaszliśmy w tym szaleństwie.
Skoro wymieniliśmy już i pobieżnie opisaliśmy główne składowe postępującej rewolucji, to zajmijmy się teraz skutkami.
Pierwszą i być może najważniejsza ofiarą postępujących zmian jest niewątpliwie wolność słowa.
(Konserwatysta: "Różnimy się, ale zrobię wszystko, żebyś miał wolność wygłaszania swoich poglądów"
Lewak: "Zrobię wszystko, żebyś nie mógł wygłaszać swoich poglądów")
Minęły już czasy, kiedy wolność słowa oznaczała, że ludzie mogą mówić, co chcą i kiedy chcą.
Wprowadzono pojęcie „mowy nienawiści”, które jest tak szerokie, że praktycznie każda opinia może zostać tak sklasyfikowana. Dotyczy to, oczywiście, opinii konserwatywnych. Jest to podstawowa forma cenzury, obowiązująca nie tylko w mediach, ale także w życiu prywatnym.
„Wyrażenie „wolność słowa” jest „niczym więcej, niż podstępem politycznym, terminem skrajnej prawicy umyślnie nadużywającej nienawiści” (felietonista Guardiana, Owen Jones)
W pewnych środowiskach powszechne jest już przekonanie, że zapraszanie do debaty osób o poglądach innych, niż liberalno-lewicowe, jest stratą czasu. Wiadomo przecież, jakie poglądy są słuszne, więc po co wprowadzać niepotrzebne zamieszanie.
W mediach panuje cenzura, w zasadzie wszystkie są liberalno-lewicowe i mówią jednym poprawno-politycznym głosem, a Facebook, Twitter i Google dość wyraźnie określają zakres wolności słowa: „Możesz mówić i pisać wszystko, pod warunkiem, że jest to zgodne z naszymi standardami. Jeśli nie zachowasz naszych standardów, to cię ocenzurujemy w imię demokracji i wolności słowa”
Cyfrowi giganci z Doliny Krzemowej osiągnęli perfekcyjne metody blokowania użytkowników platform społecznościowych, którzy mają kontrowersyjne opinie.
Dożyliśmy czasów, kiedy prawicowi faszyści są cenzurowani, a walcząca o tolerancję lewica ma zagwarantowane prawo do pokojowych zbrojnych demonstracji. Celuje w nich zwłaszcza Antifa, ruch skrajnych lewaków otaczanych parasolem ochronnym przez rządzace elity liberralno-lewicowe („Dla tych, którzy nie wiedzą: Antifa to skrót od „antyfaszystowski”, co oznacza, że wolno im bić ludzi w imię tolerancji. Jak argumentował komentator Frank Guan, idea „godzenia podziałów społecznych poprzez„ uczciwą ”rozmowę” jest „beznadziejnie przestarzała”. O wiele lepiej jest po prostu uderzyć kogoś w głowę blokadą rowerową. Antifa stoi na czele tej walki” TitaniaMcGrath)
Cenzurę mamy już opanowaną do perfekcji, donosy na nieprawomyślnych obywateli są w modzie (nawet dzieci zachęcane są do denuncjowania swoich rodziców głoszących niepoprawne opinie). Już tylko krok dzieli nas od powstania Policji Myśli tropiącej myślo-zbrodnie.
„Ale wszystko już było dobrze, wreszcie było dobrze; walka się skończyła. Odniósł zwycięstwo nad samym sobą. Kochał Wielkiego Brata”
(G. Orwell „1984”)

Jak wiadomo, bez wolności do swobodnego wyrażania swoich myśli, istnienie składowych cywilizacji traci sens. Dziedziny życia skrępowane cenzurą poprawności politycznej powoli umierają. Wyrazistym przykładem jest to, co obecnie dzieje się w kulturze masowej, konkretnie w przemyśle filmowym. Wątki LGBT, problemy rasizmu, feminizmu i białej supremacji wrzucane są już na siłę do wszystkich produkcji filmowych i serialowych, nawet fantasy i sceience-fiction. Pozytywne postacie muszą być koniecznie czarnego koloru i należeć do społeczności LGBT, a biali hetero są czarnymi charakterami. Kilka przykładów:
-W serialu HBO „Perry Mason”, głównemu bohaterowi w walce z sektą chrześcijańską i prawicowym rasistą, pomaga para lesbijek, gej i Murzyn. Brakuje tylko transwestyty. Akcja dzieje się w roku 1935.
-Żeby nie zostać w tyle z poprawnością polityczną, scenarzyści Star Wars (Rogue One) napisali, że „Imperium jest organizacją białej supremacji, której sprzeciwia się wielokulturowa grupa kierowana przez odważne kobiety”.
-Gina Carano nie zagra już Cary Dune w serialu The Mandalorian. Została publicznie zlinczowana i zwolniona przez Lucasfilm za konserwatywne poglądy.
-W serialu Netflixa „Bridgertonowie”, królową Charlottę gra czarna aktorka Golda Rosheuvel, a arystokratami na jej dworze także są czarnoskórzy. Akcja serialu ma miejsce w Londynie w roku 1813. (warto przypomnieć, ze Wlk. Brytania uchwaliła zniesienie niewolnictwa w roku 1833)
-Mała Syrenka będzie małą czarną, biseksualna Javicia Leslie zagra w „przełomowym dla społeczności LGBT+” serialu „Batwomen”, Dzwoneczek z „Piotrusia Pana” będzie czarną Dzwoneczkinią, a słowiański wiedźmin Coen z 2 sezonu „Witchera” będzie Murzynem.
-W serialu przygotowywanym przez brytyjską stację Channel 5, Anna Boleyn będzie czarnoskórą feministką walczącą z patriarchatem, molestowaną, ubezdomioną i ubezgłowioną przez prawicowego białego nacjonalistę o orientacji cis-seksualnej, należącego do białej klasy uprzywilejowanej.
-Ellen Page (z "Umbrella Academy") jest teraz Elliotem Page, bo poczuła się mężczyzną w ciele kobiety. Kilka godzin temu Ellen Page był lesbijką i miała żonę-lesbijkę, ale może się za chwilę okazać, że żona poczuje się mężczyzną uwięzionym w ciele kobiety, a Elliot zostanie gejem.
-W "Mr Mercedes", postać Holly Gibney, neurotycznej i błyskotliwej detektyw, jest grana rewelacyjnie przez Justine Lupe.. W "Outsider" tę samą postać gra czarnoskóra aktorka, przez cały serial nie zmieniająca mimiki twarzy.
-Czwarty sezon Fargo zrobiony „na czarno” zatracił całkowicie klimat pierwowzoru.
-Pierwsze dwa sezony „Domu Z Papieru” były całkiem niezłe, w kolejnych wyeksponowano wątki LGBT nie wnoszące nic do fabuły, a o scenariuszu zapomniano.
-Najnowsza produkcją Netflixa "Niebo o północy" to poprawno-polityczny bełkot pod płaszczykiem s-f. Przy okazji opublikowano wywiad  z Clooneyem, w którym potwierdził, że aktorzy zdecydowanie nie powinni mówić swoich tekstów.
-Locked Dawn” Jest pandemia. Murzyn się nudzi, lewaczka się nudzi, ziomale Murzyna i lewaczki też się nudzą. Umawiają się w Internecie i jadą opitolić z towaru duży sklep. Nie wiem, czy to było w ramach BLM, bo nie dotrwałem do końca.
-W serialu Netflixa „Lupin”, Arsen Lupin jest czarny. Zważywszy na to, ze Lupin jest złodziejem, może to utrwalać szkodliwy stereotyp czarnego człowieka, ale o tym twórcy prawdopodobnie nie pomyśleli.
-Serial Marcella na Netflix. W pierwszym sezonie na siłę przypięty wątek gejów, w drugim-lesbijek, czyli mamy już "L" i "G". Przed obejrzeniem trzeciego typowaliśmy literkę "B". Nie pomyliliśmy się: główny gangster posuwał kolegę i koleżankę. Jeśli będzie 4 sezon, to na pewno z "T", w piątym „I”, w w szóstym „Q”.
W sumie łatwiej byłoby wymienić filmy i seriale, wolne od poprawności politycznej, więc na tym poprzestańmy. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: osoby homoseksualne i czarne występują w codziennym życiu, więc nie ma przeciwwskazań, aby nie były reprezentowane w filmach. Chodzi tu jednak o zachowanie granic rozsądku i realiów historycznych. Jeśli wytłumaczeniem dla istnienia czarnych arystokratów na XIX-wiecznym dworze angielskim jest to, że film nie jest historyczny, to należałoby go sklasyfikować jako fantasy i wrzucić chociaż kilka smoków dla urealnienia akcji.
Żeby definitywnie domknąć temat, Amerykańska Akademia Filmowa postanowiła ostatnio, że do Oscara startować będą mogły tylko te filmy, w których występują mniejszości rasowe i LGBT.
Wkrótce może dojść do tego, że jakiś nowy serial Netflixa, zostanie skrytykowany za to, że występują w nim w większości osoby Non-Binary Extraterrestial Apathetic Transsexual Gender Fluid Female, a osoby Gender Questioning Female to Male Nonkonforming Neutrois Variant są dyskryminowane.
Na razie faktem jest, że biały mężczyzna, hetero, konserwatysta, nie używający narkotyków i chrześcijanin, w serialach Netflixa może grać tylko rolę czarnego charakteru, ewentualnie psychopatycznego księdza-pedofila (co na jedno wychodzi).
W przemyśle muzycznym również odnotowujemy duże przyspieszenie. Tegoroczne nagrody Grammy, to festiwal czarnoskórych wokalistek pod znakiem Black Lives Matter, na którym piosenką roku został utwór "I can't breathe" napisany na cześć czarnego kryminalisty, Floyda, skazanego wielokrotnie za napady, kradzieże z bronią palną i narkotyki, który zmarł podczas zatrzymania przez policję.
Z konkurencji odpadli za to k-popersi z Korei z grupy BTS i doczekali się śmiesznych, a nawet poniżających memów w prasie amerykańskiej. Do oburzonych fanów k-popu nie dotarła jeszcze wiedza, że Azjaci nie są chronieni parasolem poprawności politycznej i chwilowo można ich obrażać.
Nie ma sensu szczegółowo opisywać, jakie trendy obowiązują obecnie w literaturze, malarstwie, poezji i modzie, bo to temat na oddzielny felieton. Warto jednak zwrócić uwagę na ciekawe pozycjonowanie w popularnej wyszukiwarce, sztandarowym produkcie Big Techu:
Po wpisaniu w Google „sztuka europejska (jęz. angielski) spodziewamy się w pierwszych linijkach klasyki w stylu Leonarda, Van Gogha, Michała Anioła i obrazów religijnych. Zamiast tego dostajemy portrety ludzi o ciemnej karnacji.
Po wpisaniu w grafikę „pary heteroseksualne” (jęz. ang.) otrzymujemy trochę małżeństw hetero (na ogół brzydkich), przemoc domową i pary homo, a po wpisaniu „pary homoseksualne” dostajemy wyłącznie szczęśliwe pary gejów i lesbijek
Wyszukiwanie frazy „biali mężczyźni” (jęz. ang.) daje nam trochę brzydkich białych, przemoc i przystojnych kolorowych. Po wpisaniu „czarni mężczyźni” otrzymujemy wyłącznie portrety przystojnych czarnych.
Przykłady tego specyficznego pozycjonowania można by mnożyć w nieskończoność; da nam to pewien obraz obowiązujących w Internecie „priorytetów”.
Kolejną z ofiar postępującej rewolucji jest nauka.
Przedmioty obecne w szkołach, typu matematyka, fizyka, geografia, biologia itp. są konstruktami patriarchalno-katolickiej supremacji białego człowieka i powinny zostać wyeliminowane lub zmodyfikowane poprzez nałożenie na nich filtra LGBT, tematyki kobiet, rasy, migracji i  cancel culture. Taki pogląd jest obecnie obowiązujący (a nawet obowiązkowy).
Efektem tego podejścia jest m.in. poprawność polityczna, która każe eliminować wszelkie poglądy, które mogą być uznane za rasistowskie i faszystowskie, nawet jak te poglądy stoją na solidnych podstawach naukowych stworzonych przez setki lat badań naukowych i rozważań filozoficznych.
Obłęd zaszedł już tak daleko, że w świecie akademickim zapanował pewnego rodzaju terror: „nieprawomyślni” badacze są szybko i skutecznie eliminowani ze środowiska naukowego, czasem za pomocą przeinaczania ich teorii i przypisywania im w recenzjach nieprawdziwych lub wyrwanych z kontekstu cytatów. Przeciętny student ma nawet problem z przeczytaniem recenzji, więc nie możemy podejrzewać, że przeczyta pracę takiego „wyklętego” naukowca. Skutkuje to w skrócie tym, że studentom wtłaczany jest do głowy marksizm kulturowy podlany sosem poprawności politycznej (w zasadzie wprost wyrastającej z marksizmu). Od wielu lat w środowiskach akademickich panuje marazm i zastój pielęgnowany przez „poprawnie politycznych” naukowców i tych, którzy nawet mając inne poglądy, boją się wychylać ze strachu przez utratą profitów i eliminacją ze środowiska.
Osobnym tematem jest kwestia nowej dziedziny „naukowej”, która lansowana jest na tzw. „gender studies”, opierającej się na twierdzeniach, które sami jej twórcy uznali za błędne. Nie dotarło to jednak do świadomości autorytetów naukowych, którzy z marsową miną nauczają o rzeczach, które u w miarę rozsądnego i oczytanego człowieka wywołują co najmniej uśmiech. Kompromitacja świata akademickiego nie ma już granic.
Powrót do rzetelnych badań naukowych, nie krepowanych więzami lewicowo-liberalnej cenzury jest już raczej niemożliwy. Dziś lewackie kolektywy studenckie decydują, co należy wykładać i kto nie powinien być wykładowcą.
Prawdziwi profesorowie są z uczelni usuwani. Na ich miejsce wchodzą genderowi propagandziści w rodzaju Judith Butler (amerykańska filozofka, profesorka literatury porównawczej i retoryki University of California, zajmująca się teoriami władzy, seksualności, tożsamości i płci, matka chrzestna queer) ze swoją neomarksistowską nowomową.
Jeden z cytatów  z Judith Buthler:
„Przejście od strukturalistycznego ujęcia, w którym kapitał jest rozumiany jako strukturyzowanie stosunków społecznych w stosunkowo homologiczny sposób, do poglądu na hegemonię, w której stosunki władzy podlegają powtarzaniu, konwergencji i ponownej artykulacji, wprowadziło kwestię czasowości do myślenia o strukturze i naznaczyło przejście od formy teorii Althussera, która traktuje totalności strukturalne jako przedmioty teoretyczne, do takiej, w której wgląd w przypadkową możliwość struktury zapoczątkowuje odnowioną koncepcję hegemonii związanej z przypadkowymi miejscami i strategiami ponownego artykulacji władzy”.
(Nawet nie próbujcie tego zrozumieć. Po prostu nauczcie się tego na pamięć-będziecie duszą każdej imprezy transowo-queerowej)
Te brednie czytają studenci. Nie dziwmy się zatem, że rośnie pokolenie życiowych przygłupów, z których najbardziej uzdolnieni w swojej wąskiej dziedzinie znajdują pracę w Big Techu i sterują m.in. mediami społecznościowymi.
Degradacja nauki przyspieszyła w ostatnich miesiącach, kiedy po wygranej Demokratów, Departament Edukacji w stanie Oregon w USA uchwalił projekt, mówiący o tym, że nauczyciele powinni przekazywać wiedzę tak, aby wyeliminować rasizm w matematyce.
Zdumieni nauczyciele dowiedzieli się, że:
-nie należy zmuszać uczniów do pokazywania poprawnych wyników rozwiązań matematycznych, bowiem „umacnia to kulturę dominacji białych nad innymi rasami”.
 -„nauczanie matematyki umacnia podtrzymywanie poglądów kapitalistycznych, imperialistycznych i rasistowskich”.  
-w celu eliminacji „białej supremacji w klasach matematycznych” należy podważyć obiektywizm w matematyce, nie dzielić odpowiedzi na poprawne i błędne i nie wymagać od uczniów poprawnych wyników w rozwiązaniach matematycznych, jak również nie należy obserwować postępów ucznia w nauce, ponieważ „to obserwowanie jest przejawem "paternalizmu" i "forsowania władzy””
-nie należy również wartościować uczniów na bardziej i mniej uzdolnionych, ponieważ może to sprawiać wrażenie, że są uczniowie lepsi i gorsi w matematyce.
-nie należy wymagać od uczniów pras domowych i rozwiązywania zadań, ponieważ „"wymaganie od studentów, żeby pokazywali swoją pracę, wzmacnia kult słowa pisanego, a także paternalizm"
To brzmi jak ponury żart, ale niestety, to się dzieje naprawdę. Ciekawa może też być informacja, że ten projekt publikacji zwalczającej rasizm w matematyce otrzymał dofinansowanie z Fundacji Billa Gatesa, właściciela korporacji będącej gigantem cyfrowym. A, jak wiadomo, przemysł cyfrowy oparty jest na matematyce. Warto także zwrócić uwagę na zjawisko polegające na likwidacji klas dla szczególnie uzdolnionych dzieci, ba za dużo tam Azjatów i białych, a Murzynów brak.
Grupą ludzi najbardziej podatną na lansowane w mediach i szkołach treści, jest pokolenie osób wkraczających w dorosłe życie. Od tego, jakie treści zostaną i tym osobom przekazane zależy ich dalszy rozwój, a tym samym rozwój (lub upadek) naszej cywilizacji. Jak wykazaliśmy wyżej, nie jest z tym zbyt dobrze, co skutkuje tym, że rewolucja jest dziełem głównie ludzi młodych. Na pytanie, czy są oni podmiotami, czy przedmiotami, odpowiemy za chwilę.
W tym miejscu warto zacytować prof. Davida Engelsa (Tysol, 8.03.2021)
„I tak oto dorasta nam nowe pokolenie, które św. Augustyna i cesarza Augusta uważa za jedną i tę samą osobę, Ludwika XIV datuje na okres późniejszy niż rewolucję francuską, a budowę Muru Berlińskiego przypisuje Adolfowi Hitlerowi; „wie” natomiast, że kultura grecka jest pochodzenia afrykańskiego, zaś prawdziwą tolerancję religijną praktykowali jedynie muzułmanie, podczas gdy Kościół winien jest „ciemnościom średniowiecza”, a gospodarczy boom w Europie opierał się wyłącznie na niewolnictwie, cały zaś postęp technologiczny Zachodu to rezultat „kradzieży” z innych cywilizacji. W Europie bowiem,  jeszcze kilka lat temu, panował jedynie radykalny patriarchat, gdzie kobiety i mniejszości były permanentnie uciskane”.
Podsumujmy:
Walka o prawa LGBT, „nauka” o gender, odwrócony rasizm, kultura anulowania, walka o klimat, piąta fala feminizmu, imigracja, zwalczanie chrześcijaństwa i rodziny, aborcja, eutanazja, nabrały w ostatnich latach niesamowitego przyspieszenia. Jak widać, walka toczy się na wielu frontach równocześnie, terror poprawności politycznej objął już wszystkie dziedziny życia: naukę, media, oświatę, kulturę, gospodarkę itp. Następuje gwałtowny rozwój technologii i równoczesny spadek moralności i inteligencji społeczeństw.
Pora odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule: Obłęd, czy kontrolowana rewolucja?
Zanim spróbujemy postawić ostateczną diagnozę, zadajmy jeszcze kilka pytań:
1. Jaki model społeczeństwa nam się wyłania?
2. Jaki typ człowieka ukształtuje rewolucyjna fala?
3. Kto napędza tęczową rewolucję i wszystkie pozostałe?
4. Komu zależy na obniżeniu poziomu edukacji?
4. Kto skorzysta na nowym porządku ukształtowanym przez rewolucję?
Zauważmy jedno ciekawe zjawisko: zniknęli antyglobaliści.
Dla przypomnienia: antyglobalizm to ruch intelektualistów, obrońców praw człowieka, zielonych, pacyfistów, działaczy związków zawodowych i organizacji pozarządowych. Ruch ten powstał na fali protestu przeciwko globalizacji sprzyjającej niemal wyłącznie interesom wielkiego kapitału, która sprzyja pogłębianiu dysproporcji w podziale bogactwa między krajami rozwiniętymi gospodarczo i mniej rozwiniętymi, co skutkuje powiększaniem biedy i różnic między warstwami społecznymi. Antyglobaliści jako alternatywę dla globalizmu proponują oparcie się na wspólnotach takich jak naród, rodzina, wspólnoty lokalne.
Gdzie zniknęli antyglobaliści? Co się stało z wielotysięcznymi protestami podczas szczytów gospodarczych? Co się stało z protestami młodych ludzi przeciwko ekspansji wielkich koncernów i korporacji?
Otóż, stała się rzecz dziwna: antyglobaliści zniknęli, protestów przed szczytami gospodarczymi nie ma, protestów przeciwko wielkim korporacjom nie ma.
Dlaczego tak się stało?
Z prostego powodu: energia młodych gniewnych została przekierowana na inne tory.
Stało się tak dlatego, że wielkie grupy biznesowo-kapitałowe postanowiły, zamiast walczyć z ruchami społecznymi, stanąć na ich czele i tak pokierować, aby odwrócić ich uwagę od globalizacji, a zająć fikcyjnymi problemami. W tym celu zapewniły tym ruchom finansowanie i pełne wsparcie, poprzez umieszczenie wśród swoich priorytetów walkę o prawa LGBT, klimat, prawa kobiet i zwalczanie wszelkiej dyskryminacji. W rzeczywistości koncerny i korporacje mają te priorytety głęboko w ….poważaniu, ale to działa.
Kilkanaście korporacji z Doliny Krzemowej opanowało przestrzeń wirtualną i próbuje narzucić nam lewacką wizję świata. Wartość tych korporacji przewyższa niejednokrotnie roczne PKB średniej wielkości państw. Są w stanie zmieniać rządy i wygrywać wybory prezydenckie. Facebook, Twitter, Google, Instagram, stoją na straży poprawności politycznej i edukują nowe pokolenie. Wielkie grupy biznesowo-kapitałowe prowadzą świat ku globalizacji, przez nikogo nie niepokojone. Wszelkie ruchy oporu zostały spacyfikowane, lewaccy aktywiści są dokarmiani kasą, a liberalno-lewicowa klasa polityczna nie odgrywa żadnej poważnej roli i tak to się kręci.
Współpraca wielkich korporacji z ruchem lewackim w celu stworzenia nowego człowieka ma jeszcze jeden ważny cel. Jest nim stworzenie niewyedukowanego bezrefleksyjnego konsumenta poprawno-politycznej papki i dóbr materialnych wyprodukowanych przez koncerny.
Trzeba jeszcze tylko ominąć kilka przeszkód i nowy porządek świata stanie się faktem.
Największą przeszkodą w realizacji totalitaryzmu spod znaku Big Tech i wielkich korporacji jest wykształcony biały człowiek, z klasy średniej, posiadający rodzinę, szanujący państwo, nie wierzący w „globalne ocieplenie”, mięsożerny, wyznający wartości chrześcijańskie, uznający istnienie tylko 2 płci.
Istnieje, oczywiście, prawdopodobieństwo, że tę układankę popsują Chiny, które sprzedały światu wirusa i pracują teraz nad nowymi technologiami, siecią 6G, sztuczną inteligencją, realizująca politykę imperialną Rosja, czy wojujący islam, ale to już temat na inny felieton.

Lubię to! Skomentuj100 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo