Żyjemy w czasach, w których wiele narodów pokazuje swoje mało chlubne oblicza, pozwalając robić z siebie społeczne wióry przez dobrze naoliwioną sieczkarnię władzy. Nie o nich jednak zamierzam pisać. Nigdy nie miałem w sobie genu europejskiego, więc o ile rusza mnie nachodźczy terror, aprobowany, a nawet wspierany (tu szyderczy ukłon w stronę premiera Hiszpanii) przez ową władzę na ulicach Paryża, Berlina czy Brukseli, to życząc społeczeństwom szczęścia w poskromieniu lekarzy i inżynierów z maczetami, zwracam się w stronę mojej ojczyzny.
No więc, kiedy już jestem w przestrzeni kraju o najpiękniejszych wierzbach i najdorodniejszych bocianach, widzę Donalda Tuska, który na kampusie wspieranym między innymi przez niemieckie fundacje, mówI wprost zebranym tam młodym ludziom, że odbierze im ulgi podatkowe, jakie zapewniła poprzednia ekipa rządząca. Wypowiada te słowa, i co się dzieje? Facet, informujący, że ograbi ich z pieniędzy, dostaje od tej młodzieży rzęsiste brawa. To tak jak w "Eryku Wikingu", kiedy przywódca, grany przez Johna Cleese, każe jednego ze sług nie zabijać, tylko obciąć mu ręce. Ten rzuca się do kolan władcy i wylewnie mu dziękuje. Tak samo młodzież, wylewnie dziękuje Tuskowi, że tylko uciął im ręce... Sorry, uciął ulgi! Paranoja!
Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Facet, mówię o Tusku, nałogowo (chorobliwie?) okłamuje swój naród w kwestiach obniżania podatków, taniego paliwa, tego, że Polacy będą mieli więcej w portfelach, w sklepach będzie taniej.Obiecuje sto konkretów, z których dotrzymuje piętnastu, choć niektórzy mówią, że i to liczba przesadzona. Kłamie w kwestii służby zdrowia. Przed obiektywami kamer mówi rzeczy, do których przed tymi samymi obiektywami, później się nie przyznaje. Likwiduje wszystkie projekty strategiczne, kopie nomen omen w jądra energetykę jądrową, zrzeka się reparacji, winduje do szaleńczych poziomów ceny paliwa. A co gorsza zadłuża Polskę do takich poziomów, że Edward Gierek jawi się przy nim jako niewinny harcerzyk. Zaś na samym końcu jest łamanie prawa, deptanie konstytucji, plucie na zasady i wartości... I nic się nie dzieje.
Najpierw myślałem, że to jakiś syndrom sztokholmski, że ludzie zniewoleni tak potężną dawką politycznego terroru zostali psychicznie zgwałceni, do tego stopnia, że jak u Orwella pozmieniali swoje rozumienie pojęć. Potem jednak przypomniał mi się stan wojenny, kiedy to Jaruzelski mając przeciwko sobie dziesięć milionów członków Solidarności, spacyfikował ich z łatwością jakby odbierał dziecku lizaka. Dziesięciomilionowa góra solidarności roztopiła się jak bałwan w kwietniowym słońcu. Potem, ci sami obywatele, którzy w strachu spuszczali legitymacje Solidarności do toalet, głosują na komunistę Kwaśniewskiego i ten zostaje prezydentem dumnych Polaków na dwie kadencje, chwiejąc się pijany nad grobami zamordowanych rodaków w Charkowie. To nie wszystko. Ten sam dumny naród, który przeciwstawił się komunie w Czerwcu 56, Grudniu 70 i Sierpniu 80, na dwie kadencje wybiera rządy SLD i stojących na ich czele najgorszych komuchów.
Dzisiaj, marszałkiem sejmu jest niejaki Czarzasty, komuch do potęgi, który wstąpił do partii wtedy, kiedy inni z niej uciekali, a jego szef o siwiejących, rudych włosach ma poparcie trzydziestu procent Polaków. Wychodzi na to, że odwróciło się powiedzenie Piłsudskiego; naród piękny tylko ludzie ku**y, dzisiaj, to ludzie i to niektórzy - piękni, a naród ku**y. Co się więc stało, gdzie leży przyczyna takiego zpsienia Polaków? Myślę, że powodem jest nasilająca się od lat osiemdziesiątych zeszłego wieku erozja społeczeństwa jako konglomeratu obywateli. Po drugiej wojnie światowej, poważnie zranione, niemal w agonii, odrodziło się pod rządami opresyjnego, sterowanego przez Związek Radziecki, państwa będącego wrogiem tych, którymi rządziło. Komunistyczna propaganda prymitywna, ale nachalna powoli rozbijała struktury społeczne, czyniąc z obywateli zatomizowane jednostki goniące za łopatką z kością i papierem toaletowym. Grupa pilnujących Polaków karbowych o kompradorskiej mentalności oraz przekupiona i przeciągnięta na swoją stronę społeczność ludzi podłych, stały się nową elitą nadającą kierunek moralny całemu społeczeństwu. Maszyna pracowała powoli, ale długo zamieniając nas w łowców okazji, drobnych cwaniaków, dolarowych ciułaczy i bezdusznych kombinatorów, kręcących się tylko wokół swojego. I choć było nas stać na trzy narodowościowe zrywy, maszyna degeneracji już się nie zatrzymała.
Potem przyszła "wolność" ale nabyta przez społeczeństwo małość i podłość nie zaniknęły. Nie powstrzymywane już przez kościół katolicki, który za poruczeniem różnych Rysiów i Polaków także się spodlił, a wzbogacone o dodatkowe galeriano marketowe pranie mózgów, wzmogły się niepomiernie. Nie powstrzymał ich fasadowy patriotyzm rządów Prawa i Sprawiedliwości, za to Tusk uczynił z łajdactwa cnotę, pokazując narodowi, że tak można! Naród wchłonął to wszystko i przyswoił, zamieniając się w twór nie mający nic wspólnego ze społeczeństwem obywatelskim. Staliśmy się parodią i karykaturą społeczeństwa, a właściwie narodową abominacją nie wyznajcą wyższych wartości, pozbawioną dumy z historii i plującą na własną religię. Przestaliśmy być zdolni do zdecydowanych działań dla obrony demokracji, trwałości i ciągłości własnego państwa...
ZGINIEMY!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)