Podstawowym zadaniem sprzedawcy jest uświadomienie klientowi potrzeby posiadania właśnie tego towaru, który w danej chwili sprzedawca zamierza sprzedać; obowiązuje zasada odwrotnej proporcjonalności – gorszy towar wymaga lepszego marketingu. Zakładam, że prawie każdy posiadacz telefonu zetknął się z propozycją otrzymania prezentu w postaci, na przykład, kompletu noży kuchennych już za samo przyjście na wyjątkową prezentację, gdzie wyszkoleni sprzedawcy oferują wyjątkowe, najczęściej przy tym nikomu niepotrzebne, produkty. Dodatkową atrakcją jest samo miejsce prezentacji, często czterogwiazdkowy hotel, którego zaproszony, gdyby nie ów wyjątkowy pokaz, nigdy by od środka nie zobaczył.
Sprzedawcy stosują technikę dopasowaną do klienta, zakładają, że skoro klient dał się przyprowadzić na prezentację, to nie jest zbyt rozgarnięty, więc nie bawią się w subtelności, trzymają się zasady opisanej przez dobrego wojaka Szwejka,
Trzeba do ludzi gadać i gadać, aż z takiego gadania zbaranieją. Jeśli ktoś chce kupić sobie ratlerka, a pan nie ma w domu innych psów prócz myśliwskich, to trzeba umieć przekonać tego klienta, żeby sobie zamiast ratlerka kupił psa myśliwskiego. Albo jeśli ktoś chce złego niemieckiego doga do pilnowania domu, a pan ma tylko malutkiego ratlerka, to trzeba tego kupującego tak ogłupić, żeby sobie poszedł do domu z tym ratlerkiem w kieszeni zamiast z dogiem.
Takie skuteczne metody, w mistrzowski sposób, Kościół rzymski, stosował już w XVI wieku. Mistrzostwo było tym większe, że sprzedawany towar był zupełną abstrakcją.
W całych Niemczech panowało naonczas między ludem wielkie wzruszenie. Kościół urządził na całej ziemi ogromny targ. Handlarze jeździli po kraju we wspaniałym powozie, obok tegoż postępowało trzech jezdnych na koniach, za nimi liczna szła służba, a wszystko to z ogromnym przepychem i rozrzutnością. Widząc orszak ten pomyślałby niektoś, że to jakiś książę kościoła, nie zaś zwyczajny handlarz lub kwestarz, odbywa podróż po kraju w towarzystwie urzędników i służby. Gdy się pochód do którego zbliżał miasta, to wysyłano posłańca do rady miejskiej, a ten przyszedłszy powiedział: „Łaska Pana Boga i Świętego Ojca jest u bram miasta." Od razu wszystko się wzruszyło. Duchowieństwo, księża, zakonnice, rada miasta, nauczyciele, uczniowie, cechy z chorągwiami, mężowie, niewiasty, starzy, młodzi, wszyscy razem wychodzili trzymając w ręku świece, idąc przy odbiciu wszystkich dzwonów z muzyką naprzeciwko handlarzom. Po uroczystym powitaniu udał się orszak do kościoła, gdzie z ambony ceremonię prowadził główny sprzedawca, dominikanin, bakałarz teologii Johann Tetzel, który posiadał teologiczne znajomości mnicha, gorliwość i ducha inkwizytora, a przy tym odznaczał się do najwyższego stopnia wygórowaną bezwstydnością, tudzież, co mu najwięcej pomagało, darem wymyślania cudownych baśni, które się podobały ludowi. Pospólstwo z otwartymi ustami pochłaniało słowa jego o cudownych przymiotach listów odpustowych, które Tetzel ze sobą przywoził.
„Odpusty, to najwznioślejszy i najwspanialszy dar Boży na świecie."
„Chodźcie tedy, ja dam wam list, zaopatrzony pieczęcią,na dowód tego, iż mocą jego nawet i te grzechy wam są odpuszczone, które dopiero w przyszłości popełnić zamierzacie."
„Ja bym przywileju mego ani za stanowisko świętego Pietraw niebie nie zamienił, bo ja moimi odpustami więcej wybawiłem dusz, aniżli on kazaniami swemi."
„Odpust i największe nawet gładzi grzechy; przypuśćmy,żeby kto, co jednak jest niemożebną rzeczą, samej matce Bożej gwałt zadał, to nie potrzebuje niczego więcej, jak tylko zapłacić,dużo zapłacić i będzie mu odpuszczono”
„O wy niewieściuchy; wy się zgoła bydłu równacie! Ta kobfita podawa się wam łaska, a wy jej poznać nie chcecie.Oto, ze wszech stron otwiera się wam niebo. Czy nie chcesz wejść" od razu? Kiedyż tedy wejdziesz? Tyleż to dusz teraz wykupić masz sposobność! Człowiecze twardego i obojętnego serca! Za dwanaście groszy możesz ojca twego wybawić z oczyśćca,a ty jednak wahasz się niewdzięczniku! Ja będę usprawiedliwiony w dzień sądu Bożego, lecz wy podwójną odniesiecie karę, żeście tak wielkiem wzgardzili zbawieniem. Ja powiadam tobie, choćbyś tylko jedną miał suknię, to zewlecz i sprzedaj ją, byłeś tylko łaski tej dostąpił. Pan, Bóg nasz, nie jest już więcej Bogiem, albowiem wszystką moc swą złożył on w ręce papieża."
Po takiej mowie rozpoczęło się w odnośnych miejscach uroczyste panowanie odpustu. Wystawiono konfesjonały ozdobione godłem papieża.
Nuż cisnął się lud gromadami do konfesjonałów, a zwłaszcza każdy z pieniędzmi w ręku. Mężczyźni, kobiety, dzieci i biedni, którzy żebranym chlebem żyli, ci wszyscy na tę potrzebę znajdywali pieniądze. Spowiednicy zalecali każdemu z osobna wielkie znaczenie odpustów i pytali się każdego spowiadającego się: „Ileż pieniędzy możecie dobrym sumieniem na zakupienie tak zupełnego zapłacić odpustu?" Zapytanie to powinno było według przepisów instrukcji mogunckiej* następować na samym ostatku, żeby ludzi do pokuty skłonnych do jak największego zachęcić datku.
Po ukończeniu spowiedzi, która krótko bardzo trwała, pospieszali wierzący do handlarza. Miał on nader baczne oko na wszystkich, którzy do niego szli; badał wyraz ich twarzy, ich postawę, ich ubiór, i wymienił potem sumę, która, uważał odpowiadającą stosunkom osoby. Królowie, królewne, książęta,, arcybiskupi, biskupi mieli za zwyczajny odpust według przepisu zapłacić 25 dukatów. Opatowie, hrabiowie, baroni po 10, inna pomniejsza szlachta, tudzież rektorowie i wszyscy inni, których dochody wynosiły przynajmniej 500 złr, płacili po 6 dukatów; po jednym dukacie kupowali odpusty tacy ludzie, którzy mieli tylko 200 złr. rocznego dochodu. Od innych żądano tylko pół dukata. Do tego, gdzie nie było można trzymać się ściśle przepisów taksy, upełnomocniony był komisarz apostolski, aby postąpił sobie we wszystkim „według zdania zdrowego rozumu, według swej godności i szczodrobliwości"
Ta sama ręka, która list odpustowy wydawała, nie śmiała równocześnie odbierać pieniędzy. Było to surowo zakazano, a zaiste nie bez powodu; owszem istniały powody, które za rzetelnością ręki tej nie bardzo przemawiały. Kupujący odpust powinien był własną swa ręką wrzucić pieniądze w skrzynię. Tych zaś, którzy nie okazywali ochoty otwierać pugilaresu, surowym mierzono wzrokiem.
Nareszcie przychodzono do właściwego, ostatecznego celu i końca całego przedsiębiorstwa, a mianowicie do obliczania pieniędzy. Dla większego bezpieczeństwa sporządzono trzy klucze, którymi zamykała się skrzynia na pieniądze. Jeden z tychże znajdował się w ręku Tetzla, drugi oddano pełnomocnikowi, zastępującemu firmę Fuggera z Augsburga, któremu całe to przedsiębiorstwo poruczono; władza świecka zaś była w posiadaniu trzeciego. W odpowiednich ustępach czasu otwierano powyższą skrzynię w obecności cesarskiego notariusza i przeliczano i zapisywano zebrane pieniądze.
Po ukończeniu zadania swego wypoczęli sobie kramarze z poniesionych trudów. Odwiedzanie gospód i domów nierządu było im wprawdzie instrukcją generalnego komisarza wzbronione, lecz o zakaz ten nie dbał zgoła nikt.
Przed odjazdem z Zwickau prosili Tetzla kapłani i pomocnicy jego o urządzenie wesołego wieczorka na pożegnanie. Przeciwko takiemu żądaniu nic dało się nic powiedzieć; lecz jakże takowe wypełnić, kiedy pieniądze były już przeliczone i obwarowane pieczęcią? Następnego poranka kazał Tetzel zadzwonić wielkim dzwonem; kto żyw, pobiegł do kościoła. Ponieważ już skończył się odpust, przypuszczał każdy, iż musiało zajść coś nadzwyczajnego.
„Miałem zamiar dziś rano opuścić wasze miasto, lecz w nocy słyszałem jęki, które mię ze snu obudziły. Słucham, aż przekonałem się, że pochodzą z cmentarza. Ach! biedna jakaś dusza wołała na mnie,zaklinając mię, abym i ją z okropnych wybawił katuszy! Pozostanę tedy tutaj o jeden dzień dłużej; może uda mi się w sercach chrześcijan wzbudzić współczucie dla tej biednej duszy. Ja pierwszy składam dla niej od siebie pewien dar; kto w ślady moje nie pójdzie, godzien jest potępienia.”
Czyjeż serce miało na takie wezwanie zostać obojętne? Sypnięto tedy nie mało pieniędzy, a Tetzel, kapłani i pomocnicy jego wyprawili sobie sutą biesiadę, którą opłacono pieniędzmi, zebranymi za zbawienie wyżej wymienionej duszy.
Tetzel jest wspomniany w Catholic Encyclopedia, ale nie jako genialny sprzedawca (Kościołowi widać nie wypada chwalić się tak przyziemnymi sprawami jak sukcesy handlowe), lecz jako opat klasztoru w Głogowie, generalny inkwizytor prowincji polskiej i saksońskiej, pierwszy teolog, który podjął publiczną debatę z Martinem Lutrem.
*instrukcja moguncka,
instrukcja dla komisarzy odpustowych wydana przez Albrechta Hohenzollerna, który za 30 tysięcy dukatów kupił od papieża Leona X, urząd prymasa Niemiec i arcybiskupa Moguncji. Oczywiście kupił na kredyt udzielony przez bankiera Fuggera za poręczeniem Leona X. Na spłatę kredytu papież przyznał Albrechtowi wyłączność na sprzedaż odpustów, zyski dzielono równo, połowa dla Albrechta, połowa dla papieża na budowę bazyliki św Piotra w Rzymie.
Wiecie, dlaczego Pan nasz tak wielką rozdziela łaskę? Trzeba w Rzymie odbudować rozpadający się kościół Piotra i Pawła, aby niebyło równego mu na ziemi. W nim spoczywają kości świętych apostołów Piotra i Pawła i wielu innych męczenników. Święte ciała te wydane są niestety z powodu obecnego stanu kościoła na poniewierkę, przesuwają je tam i sam, wystawione są na powódź,na błoto i poniewieranie; z powodu deszczu i gradu przechodzą w stan zgnilizny. Azaż długo jeszcze święte popioły te w błociei pohańbieniu walać się mają?
J.H.Merle d`Aubigne „Historia Reformacyi XVI wieku”
Inne tematy w dziale Społeczeństwo