W naszym kraju musi się dziać bardzo dobrze, gdyż media nie widzą innych problemów jak perypetie pewnego pana w kapeluszu o barwnym pseudonimie „Premier z Krakowa”. Już od trzech czy czterech dni nie ma innego tematu (poza siatkarzami, oczywiście).
Czy Jan Maria Rokita to tak wybitny człowiek? Zwornik naszej sceny politycznej? Nadzwyczajna postać polskiej polityki?
Cóż, moim zdaniem nie. Nic z tych rzeczy. Taki sobie krzykacz, jak wszyscy inni (wczoraj beztrosko przyznał, że właściwie to nic dla swojego Krakowa przez ostatnie lata nie zrobił). Wyróżnia go najwyżej liczba zaliczonych partii. Sześć w 16 lat to dużo nawet jak na polskie warunki. Widocznie uznał, że w PO już był za długo. Może ma jakiś wewnętrzny instynkt skłaniający do zmiany barw za wszelką cenę?
Teraz ze zmianą partii Rokita może mieć problem… Ale, nie będę jeszcze ja podniecał się przygodami Jana Marii. Starczy, że robią to wszyscy politycy, dziennikarze i publicyści w Polsce. Wolę robić to, co znudzeni kolejnym medialnym przedstawieniem obywatele.
Oglądać siatkówkę!



Komentarze
Pokaż komentarze