125 obserwujących
3745 notek
1729k odsłon
144 odsłony

O Engelsie, Bismarcku i... mojej mamie

Archiwum własne
Archiwum własne
Wykop Skomentuj2

„Jezu Chryste, Boży synu,/Ocal moją duszę!/ Porzuć tron/I zbierz plon – Imię moje wymów/ Jasność Twoja z Boga Ojca/ Tyś miłością jest Ogrojca,/Słodka radość cierpień zbyta/Gdy człek Zbawcę w niebie wita!”. Zagadka: kto jest autorem tego natchnionego, religijnego wiesza? Może to jakiś nieznany wiersz Karola Wojtyły? Twórca „Brata naszego Boga” pisał wszak inaczej, sorry, znacznie lepiej. Może ksiądz Jan Twardowski? 


No, nie. Księdza Jana pamiętam z kazań w kościele sióstr wizytek na Krakowskim Przedmieściu, które wygłaszał co niedzielę, bodaj o 11-stej, a na które regularnie prowadziła mnie moja mama (potem szliśmy na Plac Zamkowy do otwartej w dni świąteczne cukierni, gdzie kupowaliśmy babeczki z żółtym nadzieniem, które rozpływało się w ustach, po dwa złote od sztuki). Na mojej półce stoi tomik wierszy księdza Jana „Przemijanie” z jego mottem „Starzy to dzieci, które za szybko urosły”. Ale ksiądz Twardowski tworzył prawdziwa Poezję. Zatem, kto? Cóż, to wiersz... Fryderyka Engelsa. Napisał go, gdy miał 17 lat. Kanclerzowi Bismarckowi przypisuje się powiedzenie „kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie skurwysynem”, ale casus młodego Engelsa pokazuje, że bycie natchnionym chrześcijańskim początkującym poeta (wierszokletą?) nie musi od razu uratować się od bycia komunistą, ba, od bycia jednym z „ojców komunizmu”, obok Marksa, choć w jego cieniu.  


Żeby było jasne: wiersz Engelsa ściągnąłem nie z Internetu, tylko z półki własnej biblioteki. Prawdę mówiąc, ale to żaden wstyd, jest to jedyne dzieło Engelsa, które posiadam. Nie miałem za szczenięcych lat „heglowskiego ukąszenia” i nie mam również żadnego „dzieła” Karola Marksa, choć pamiętam, ze jako licealista chcąc poznać wroga „od środka” usiłowałem przeczytać „Kapitał”. Był on jednak tak nudny, że szybko dałem sobie spokój. Miałem trochę wyrzuty sumienia, że nie wykazałem wystarczającej cierpliwości, ale szybko minęły, jak przeczytałem, że Józef Piłsudski ów „Kapitał” rzucił w cholerę po raptem pierwszych sześciu stronach. Tak, ludzie z Kresów Wschodnich lub z kresowymi korzeniami mają podobną definicję nudy.  


A dla mnie i tak najważniejszą książką w dziale „Religia” w mojej prywatnej bibliotece jest „Księga modlitw” Romana Brandstaettera. Prawdę mówiąc nie ze względu na zawartość, tylko dedykację:  


„Kochanemu Rysiowi w dzień 23-ch urodzin z najlepszymi życzeniami - Mama”.  


Mamy już nie ma, dedykacja została. A więc i Mama jest.  


*tekst ukazał się  na portalu dorzeczy.pl (07.04.2020)

 


Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości