126 obserwujących
3780 notek
1739k odsłon
492 odsłony

„Bijcie w korpus, głowa sama opadnie” czyli walka z Kościołem walką z Polską

Wykop Skomentuj14

Pamiętam, gdy miałem kilkanaście lat przychodziłem na Memoriały Feliksa Stamma do Hali „Gwardii”, dziś już nieistniejącej, która znajdowała się naprzeciwko Hali Mirowskiej w stolicy. Stamm był największym w historii polskiego pięściarstwa trenerem, wychowawca wielu mistrzów Igrzysk Olimpijskich i Mistrzostw Europy (wtedy mistrzostw świata nie rozgrywano). Boks w PRL, zwłaszcza w latach 50- i 60-tych miał wymiar ponadsportowy: była to jedna z tych dyscyplin, gdzie Biało-Czerwoni regularnie bili Rosjan w najważniejszych zawodach. Tak było choćby w 1953 roku, podczas rozgrywanych, zresztą w tej samej Hali „Gwardii”, o której już wspomniałem, pierwszych po wojnie w Polsce pięściarskich mistrzostw Europy. Nasi przeszli przez te mistrzostwa niczym burza, niesieni dopingiem publiczności – zakończyło się to w sumie pięcioma „Mazurkami” Dąbrowskiego, w większości po finałowych walkach z bokserami z ZSRR i zwycięstwem w klasyfikacji generalnej ME. A polska publiczność po każdej wygranej walce z „Ruskiem” urządzała ku przerażeniu komunistycznych władz antysowieckie demonstracje.

Do legendy polskiego sportu przeszły Igrzyska olimpijskie w Tokio, gdzie Polacy w trzech kolejnych finałach wygrywali właśnie z bokserami ze Związku Radzieckiego.

Metoda walki z Polską

Feliks Stamm za życia stał się legendą. Jego metody treningowe były podpatrywane przez bliższych i dalszych sąsiadów, a górskie marszobiegi i obozy w Cetniewie przeszły do historii polskiego sportu. Jedna z zasad, którą wpajał swoim bokserom była następująca: „bijcie w korpus, to potem głowa przeciwnika sama opadnie”. Cóż, zaprawdę powiadam Wam, dewiza ta obowiązuje nie tylko, a może nawet nie głównie w boksie...

Ten pięściarski „wstęp”, a zwłaszcza jego pointa, były potrzebne, żeby pokazać, że nauki wpajane pięściarzom z orzełkami na piersiach są dziś używane przez naszych wrogów jako metoda walki z … Polską!

Kilka miesięcy temu Jarosław Kaczyński powiedział: „Kto podnosi rękę na Kościół, chce go zniszczyć, ten podnosi rękę na Polskę”. Miał rację. Bezpośrednio odnosząc słowa „Papy” Stamma do współczesnej sytuacji w Polsce, uważam że dzisiaj owym „korpusem” jest Kościół, a „głową” polski Naród. Mówiąc wprost: ataki na polski Kościół (olbrzymia większość z nas współtworzy tę wspólnotę) tak naprawdę służą osłabianiu polskiego społeczeństwa i atomizacji Narodu. Może dlatego warto uświadamiać sobie czym dla wspólnoty narodowej był Kościół Rzymskokatolicki ...

Ekspansja chrześcijaństwa a rozwój terytorialny Rzeczypospolitej

O ile rozpocząłem ten tekst jako pasjonat sportu, o tyle będę kontynuował jako historyk. Nawet jeżeli będę powtarzał rzeczy oczywiste. Dzięki przyjęciu chrztu w 966 roku Polska umocniła swoją młodą, liczącą mniej więcej jeden wiek państwowość i realnie zaistniała na politycznej mapie Europy. Przez pierwsze trzy wieki chrześcijaństwa na ziemiach polskich, to właśnie Kościół Katolicki miał kluczową, wręcz decydującą o bycie Narodu rolę. Pełnił on rolę faktycznego organizatora struktur państwowych! Było to fundamentalnie ważne zwłaszcza w okresie rozbicia dzielnicowego. To Kościół wówczas był jednoczycielem ziem rozbitych na dzielnice.

Dodajmy, że poza sferą administracyjno-prawną, ewidentnie państwowotwórczą w wymiarze wewnętrznym, to Kościół stworzył i rozwinął zręby polskiej dyplomacji. Więcej, to z jego szeregów wyszła doktryna polityki zagranicznej średniowiecznego państwa polskiego (Paweł Włodkowic, Jan Ostroróg).

Polska-wschodnie rubieże Kościoła

To chrześcijaństwo było czynnikiem determinującym najpierw jednoczenie się „Polski dzielnicowej”, a potem rolę Polski zjednoczonej we wczesno – i późnośredniowiecznej Europie. Charakterystyczne, że terytorialny rozwój chrześcijaństwa (Pomorze, Księstwo Litewskie, Żmudź) był równoznaczny ze wzrostem polskiego terytorium i równocześnie polskich wpływów. Jako państwowość musieliśmy odnaleźć się w szczególnej sytuacji międzynarodowej w okresie rozbicia w Kościele powszechnym – wiek XI i prawosławie oraz wiek XVI i protestantyzm. Efektem tego był fakt, że Polska stała się najbardziej na Wschód wysuniętym krajem katolickim. Ówczesne i późniejsze hasła typu: „Antemurale Christianitatis” czyli „Przedmurza Chrześcijaństwa” czy „bastionu wiary” to nie tylko ideowe azymuty, co stwierdzenia faktów. Ale właśnie to implikowało nasze zwiększone wpływy w chrześcijańskiej - jeszcze - Europie. Dla Stolicy Apostolskiej Rzeczpospolita zyskiwała pierwszorzędne znaczenie. Okazało się to szczególnie ważne w sytuacji dramatycznej : abdykacji państwa i zaborów. Choć Słowacki poetycko wołał: „Polsko, Twa zguba w Rzymie!”, choć nawet jeśli obawy instrumentalnego traktowania Sprawy Polskiej przez Stolicę Świętą nie były do końca nieuzasadnione, to jednak Polska musiała mieć, jak to słusznie -jako pierwszy z naszych politycznych myślicieli - zauważył Jan Ludwik Popławski właśnie w Watykanie naturalnego sojusznika. Dziś można by dywagować, jak potoczyłyby się losy Rzplitej, gdyby stoczyć z Rosją walkę o dusze miliony prawosławnych na wschodnich rubieżach polskiej państwowości. Z drugiej strony, jest rzeczą oczywistą, że skojarzenie Polak-katolik bardzo pomogło utrzymać polskość mieszkańcom szeregu ziem , jak Warmia, Powiśle, Górny Śląsk, Pomorze, czy niektóre obszary Kresów Wschodnich. Nie przeszkadzało to wcale w świadomym polskim wyborze naszych rodaków-protestantów na Mazurach i Śląsku Cieszyńskim.

Można po wiekach żałować, że polski arcybiskup Mikołaj Trąba nie zgodził się w XV wieku zostać papieżem, ale i tak znacznie ważniejszy, prawdę mówiąc, od tego był fakt, że choćby po rozbiorach „Kościół był Ojczyzną”. To Kościół, wiara katolicka jednoczyły wówczas Polaków z trzech różnych zaborów. To Kościół zachował tożsamość narodową i narodową jedność, język, tradycję, zwyczaje, a także w jakiejś mierze, choć nie tak modelowo jak w średniowieczu , pełnił role quasi-państwowe.

Repolonizacja Ziem Odzyskanych

To Kościół wreszcie stabilizował niepodległe po kilkunastu dekadach państwo polskie w okresie miedzy I a II wojną światową. To Kościół, o czym dziś się w ogóle nie mówi i nie pisze odegrał fundamentalną rolę w repolonizacji Ziem Odzyskanych czyli Ziem Zachodnich i Północnych.

Pamiętając o spektakularnych manifestacjach narodowych aspiracji, jak podczas Millenium A. D. 1966, nie możemy zapomnieć o codziennej, żmudnej pracy na rzecz wspólnoty narodowej tysięcy księży i zakonnic przez powojenne cztery i pół dekady „za komuny”.

Czy jest sens przypominać te historyczne i oczywiste zasługi polskiego Kościoła? Okazuje się to koniecznością w sytuacji fałszowania historii naszego Kościoła i zakłamywania jego współczesności. Przy czym dla wrogów Polski rozprawienie się z Kościołem Katolickim czy jego daleko idące zmarginalizowanie jest tylko wstępem do zmniejszenia roli Rzeczpospolitej.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (01.06.2020)


Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo