127 obserwujących
3856 notek
1762k odsłony
241 odsłon

Towarzyszka Barley się skompromitowała

Wykop Skomentuj4

Polecam mój wywiad dla fronda.pl nt. haniebnej wypowiedzi wiceprzewodniczącej PE z Niemiec. Rozmowę przeprowadził red. Eryk Łażewski.

Eryk Łażewski, Fronda.pl: Katarina Barley, Wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, mówiła niedawno o „zagłodzeniu finansowym” Węgier, a zapewne też i Polski. I pierwsze pytanie: czy da się (przy obecnym stanie prawnym) przeprowadzić to „zagłodzenie”, czyli obcięcie środków finansowych Polsce i Węgrom?

 Ryszard Czarnecki, europoseł PiS: Unia Europejska w ostatniej dekadzie nieraz udowadniała, że można pewne decyzje podejmować mając „w nosie” stan prawny . Przecież polityka imigracyjna zawsze formalnie była pozostawiona kompetencjom państw członkowskich. Jakiekolwiek decyzje na poziomie unijnym musiały być uzgadniane z tymi krajami. Tymczasem Komisja Europejska w sposób haniebny bezprawnie terroryzowała w tej sprawie państwa członkowskie, zwłaszcza z naszego regionu Europy, a szczególnie Polskę, Węgry i Czechy, które zmuszała do tak zwanej „relokacji”, czyli przyjęcia wielotysięcznej liczby - głównie muzułmańskich - imigrantów spoza Europy. I jakoś brak podstaw formalnych w tym nie przeszkadzał. Teraz jest podobnie. Co z tego, że wspomniana w pytaniu sprawa budzi kontrowersje nawet w instytucjach unijnych i spory między nimi. Co z tego, że Europejski Trybunał Obrachunkowy w Luksemburgu jest zdecydowanie przeciwny takiemu rozwiązaniu. Protestuje również Rada Europejska, która reprezentuje dwadzieścia siedem państw UE, powołując się na analizy swoich służb prawnych.

Co z tego, że w Traktatach Europejskich nie ma nigdzie jasno zdefiniowanego pojęcia „praworządności”. Tak naprawdę decyduje „prawo silniejszego”, a tym silniejszym, póki co, jest europejski mainstream. Zwracam uwagę, że na szczycie Rady Europejskiej w Brukseli w lipcu 2020 roku polskim władzom udało się zablokować rozwiązania w tym obszarze. Po czym, zgodnie z polskim przysłowiem „jak nie kijem go, to pałką” albo „jak nie drzwiami, to oknem lub kominem”, użyto Parlamentu Europejskiego, a następnie Komisji Europejskiej, żeby osiągnąć swoje. Stało się tak na zasadzie, o której mówił kiedyś w „Samych swoich” Kargul : „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Rzecz w tym, że nie chodzi tu o spór o miedzę, tylko o olbrzymie pieniądze. I to w momencie, kiedy Polska już po raz ostatni będzie korzystać z unijnego budżetu w taki sposób, że będzie na plusie przez pełne siedem lat. Pod koniec tej dekady bowiem, Polska stanie się płatnikiem netto. I to my będziemy więcej wpłacać do kasy w Brukseli, niż stamtąd brać. W związku z tym, odebranie Polsce, Węgrom czy innym krajom pieniędzy w najbliższym czasie oznaczać będzie, że kiedy po raz ostatni możemy z nich skorzystać w tak dużym wymiarze - to się nie uda. I to zupełnie bez żadnych formalnych podstaw traktatowych.

A więc faktycznie grozi nam obcięcie środków finansowych?

Patrząc na kwestie formalno-prawne, mówię, że nie. Patrząc na decyzje polityczne, mówię, że można i trzeba się z tym liczyć.

Pani Barley twierdzi, że wspomniane zagłodzenie uderzyłoby tylko w rządy Węgier i Polski, a nie w obywateli tych państw. Czy to w ogóle jest możliwe? 

 Śmiechu warte! To kompromitacja towarzyszki Barley. Przecież środki unijne nie będą przeznaczone na limuzyny z pancernymi szybami dla członków rządu. One są przeznaczone na infrastrukturę: autostrady, wodociągi i inne projekty, z których mają korzystać Polacy. Zatem to, co teraz mówi Barley, jest rozpaczliwą i żałosną próbą zmniejszenia wagi jej słów. Oczywiście, to „zagłodzenie” dotknie społeczeństw, a nie rządów. Barley kłamie, nawet nie ma odwagi, żeby przyznać się do swoich zamiarów.

A czy ta chęć karania państw, to nie jest pewien krok w stronę utworzenia jakiegoś nowego państwa, na przykład Stanów Zjednoczonych Europy?

Ta próba karania państw członkowskich, które chcą być dalej państwami narodowymi i nie chcą się podporządkować, jest czytelnym sygnałem dla pozostałych: „jak nie będziecie z nami w kolejnym kroku do federalizacji, to dostaniecie nie tyle „po łapach”, co „po twarzy” i „po kieszeni”, jak w przypadku Warszawy i Budapesztu. A więc siedźcie cicho. Róbcie to, co każe Bruksela (a de facto Berlin i w jakiejś mierze Paryż), bo inaczej spotka was „ścieżka zdrowia”. Taka, jaką przygotowano dla Polski i Węgier”. Rzeczywiście, tak naprawdę chodzi o tworzenie - przez fakty dokonane - europejskiego super-państwa, w którym wiodącą rolę będą odgrywały Berlin i Paryż. W takiej właśnie kolejności. 

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka