133 obserwujących
4174 notki
1854k odsłony
  508   0

Smoleńsk – moja uparta pamięć ...

To było 11 lat temu, a boli dalej. Bardzo. Ból może i przytłumiony, ale wciąż wielki. Co miesiąc, każdego 10, idę na ósmą rano do kościoła ss. Wizytek na Krakowskim Przedmieściu, na  mszę „smoleńską”. Od lat jestem jednym z tych, którzy czytają na niej Modlitwę Wiernych. Od lat ksiądz – główny celebrans odczytuje nazwiska naszych rodaków, za których się modlimy.
Nasza pamięć jest uparta. Nie wykasowałem z mojej komórki żadnego numeru telefonu należącego do tych, których znałem, często blisko, czasem bardzo blisko i którzy na służbie dla Polski polegli 10 kwietnia 2010 roku. Zmieniam telefony, normalna sprawa, ale ten spis, ta lista, zostaje.
Pan Prezydent. Zapamiętam dyskusje o historii z nim, bądź co bądź prawnikiem, ale przecież historykiem z powołania, w których przebijał swoją wiedzą o historii ojczystej całe zastępy historyków z wykształcenia, tych pełniących ważne funkcje państwowe – prezydenta Komorowskiego (historyk po Uniwersytecie Warszawskim), Donalda Tuska (historyk po Uniwersytecie Gdańskim), marszałka Sejmu Schetynę (historyk po Uniwersytecie Wrocławskim), marszałka Senatu Borusewicza (historyk po KUL).
Pamiętam do dziś rozmowę ze Ś. P. Prezydentem o naszych rodakach służących Ojczyźnie, której nie było na mapie – a czynili to na najwyższych stanowiskach:  premiera, ministrów spraw zagranicznych czy finansów CK Austrii. Pamiętam kolację w Pałacu Prezydenckim, z której wyszedłem zanim się skończyła, tłumacząc się jakimś występem w programie w Polsacie. Nie pamiętam o czym był ten program, kto prowadził, kto w nim występował, ale do dziś myślę, jak byłem głupi, że wtedy poświeciłem choćby kilkanaście minut rozmowy , a może dłużej,  z Głową Państwa dla jakiegoś – nieważnego z perspektywy lat – wystąpienia w  TV.
Pierwsza dama. Pani Prezydentowa swoim czarem i urokiem potrafiła nie tyle „ocieplać” wizerunek męża, ale czynić jego misje nieraz  bardziej  skuteczną w obszarze soft-diplomacy. Była sobą, a to ważne w życiu publicznym.
 Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na Uchodźstwie, w którego domu w północno-zachodnim Londynie nieraz gościłem. Do dziś pamiętam i adres: 32nd Anson Rd (dziś już nie należy do rodziny prezydenta) i nawet londyński telefon: 452 51 94, ale przede wszystkim jego serdeczność, otwartość dla gości z Polski traktujących „Polski Londyn” jako  może  symboliczną, ale ważną placówkę w walce o Niepodległą. Mój imiennik, harcerz z Białegostoku skazany przez Sowietów na karę śmierci, ostatecznie wyszedł z Armią Andersa z „nieludzkiej ziemi”, bił się pod Monte Cassino, tam częściowo stracił słuch. Był patriotą starej daty, człowiekiem bardzo wierzącym. Pozostał do końca życia harcerzem, który w  najbliższym otoczeniu „tępił” palaczy...  Jego żona, Karolina, mówiła do mnie „druhu”, tak, jak zwracają się do siebie ludzie w harcerstwie – Pan Prezydent wcześniej przez wiele lat był szefem ZHP na Obczyźnie.
 Krzysztof Putra, wicemarszałek Senatu, z kresową duszą i sercem na dłoni, ojciec wielodzietnej rodziny, facet z zasadami.  
Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek Sejmu z SLD. Miał być kandydatem tej formacji na prezydenta A. D. 2010. Byliśmy na dwóch biegunach politycznych, ale o sporcie mogliśmy rozmawiać zawsze i długo.
Krystyna Bochenek – poznałem ją kilkanaście lat wcześniej, zanim została wicemarszałkiem Senatu. Jako dziennikarka Polskiego Radia w Katowicach Organizowała ogólnopolskie Dyktanda Ortograficzne, w tym jedno dla … polityków. I wtedy mieliśmy okazje pierwszy raz porozmawiać.
Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich. Pamiętam rozmowę z nim w jego gabinecie. Cenił swój urząd i gdy Michał Kamiński, europoseł PiS(!) zrezygnował z mandatu przechodząc do pracy w Kancelarii Prezydenta i RPO mógł objąć po nim europarlamentarny mandat, pan Janusz nie skorzystał z tej możliwości. Pewnie gdyby wtedy podjął inną decyzję, możliwe, że żyłby do tej pory, ale wolał służyć Polsce jako „ombudsman”.  
Janusz Kurtyka przypomniał współczesnym bohaterstwo ludzi WiN. Jego uśmiech i zapał będę zawsze pamiętał.
I jeszcze wielu innych...
Jesteśmy dłużnikami jakże wielu z tych, którzy przed 11 laty zginęli na rosyjskiej ziemi. Pamiętajmy o tym nie tylko podczas smoleńskich rocznic...
*Tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (04. 2021)

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka