135 obserwujących
4262 notki
1872k odsłony
  54   0

Kulisy IO w Montrealu i ofensywa siatkówki we Wrocławiu

Zaczęła się druga połowa „Igrzysk XXXII Olimpiady” – bo tak brzmi oficjalna nazwa letnich Igrzysk Olimpijskich. Oby była lepsza dla Biało-Czerwonych niż ta pierwsza. Chyba nie będzie to takie trudne. Przed nami jeszcze bardzo wiele emocji i jednak, głęboko w to wierzę, bardzo dobrych chwil.

Igrzyska są najważniejsze, ale przecież sportowy świat nie stanął w miejscu. Na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu dwa kolejne Grand Prix, dzień po dniu, identycznie, jak w pandemijnym roku 2020. W tym samym czasie, w tym samym naszym Wrocławiu – mistrzostwa juniorów w siatkówce plażowej. Gdzie? Oczywiście na Gliniankach, na Kosmonautów.

Trzeba przyznać stolicy Dolnego Śląska, że jest coraz bardziej ofensywna, zarówno gdy chodzi o siatkówkę halowa, jak i siatkówkę plażową. Gdy chodzi o plażówkę to nie tylko MP juniorów, ale też trzy wygrane turnieje (i jedno czwarte miejsce) pary Chemeko Gwardii Wrocław: Pawła Lewandowskiego i Jakuba Zdybka: Plaza Open, Plaża Gotyku, Plaża Wolności, jak również sukcesy międzynarodowe (chodzi o turniej Word Tour w Chorwacji).

Co do halówki, ciekawe wzmocnienia: pozyskanie paru zawodników występujących w zeszłym sezonie w Plus Lidze z Grzegorzem Boćkiem z Aluronu Zawiercie i Rafałem Sobańskim z MKS Będzin na czele, plus zakontraktowanie młodszego z barci Grozerów - to bardzo znaczące posunięcia , podobnie jak eksperyment z estońskim trenerem. Zresztą w siatkówce karuzela trenerska jest spora. Na ciekawy manewr zdecydował się klub Grot Budowlani Łódź (finalista Pucharu Polski w ostatnim sezonie), który zatrudnił Polaka, będącego jedocześnie trenerem kobiecej reprezentacji Węgier.

W naszej dyscyplinie nie ma wakacji. W tym samym czasie, gdy nasi mistrzowie świata walczą o medal w Tokio – i dwie pary plażowe również – poza mistrzostwami Polski juniorek i juniorów na plaży – odbywały się mecze żeńskiej reprezentacji przygotowującej się do Mistrzostw Europy, rozpoczynających się już za miesiąc. Zwycięstwa nad Słowacją cieszą, choć prawdę mówiąc to inna liga niż czwarta drużyna ME 2019 czyli Biało-Czerwone.

Dodajmy do tego drugie już z rzędu letnie Grand Prix: od czwartku do niedzieli kobiety grały w Gdańsku, a w tym tygodniu wyruszają do boju mężczyźni w Krakowie. Zmieniono tu formułę w porównaniu z zeszłym rokiem: wtedy były trzy turnieje – w Krakowie, Warszawie i finały w Gdańsku. Teraz są dwa. Za to dłuższe.

Parę słów o żużlu – trudno przecież inaczej. Nawet nie wypada. Pewnie by się ktoś zdziwił, gdybym udawał, że ta wyjątkowa dyscyplina nie leży mi na sercu. Coraz więcej ekspertów typuje Wrocław w kwestii złotego medalu DMP. Właśnie przeczytałem wywiad z byłym prezesem Stali Gorzów. Rzeczywiście: mamy drużynę kompletną, ale nie wieszajmy jeszcze Betardowi Sparcie Wrocław złota na szyi, bo sport jest nieprzewidywalny, a żużel – sport kontuzjogenny – jest nieprzewidywalny szczególnie. Trzeba jednak powiedzieć, że na papierze w tabeli i w oczach ekspertów wygląda to bardzo dobrze. Wydaje się bardzo mało prawdopodobne, żeby Unia Leszno po raz piąty z rzędu wywalczyła tytuł. Kibice „Byków” zapewne uważają inaczej , ale w każdej dyscyplinie monopole są szkodliwe. Ja wiem, wiem, pod warunkiem, że nie jest to nasz monopol....

Sport wygrywa z COVID-em, ale jednocześnie ponosi na tej wojnie ciężkie straty. Czytam oto, że na pierwszym w historii meczu Krakowa z Częstochową w Europejskich Pucharach przed własną publicznością zjawiło się … raptem niespełna 4 tysiące widzów. Na zdrowy rozum – szok. Wiem, wiem mecze nie są w Częstochowie, tylko w Bielsku-Białej. Oczywiście także wiem: środek wakacji, obostrzenia antycovidowe, także niewiedza czy można na stadion przyjść czy nie i na jakich zasadach, wreszcie obawa, jeśli nie strach przed zachorowaniem. Z tym, że jest jeszcze jeden czynnik, o którym się nie mówi. Oto bowiem część kibiców po prostu odzwyczaiła się od … oglądania meczów „na żywo”. I to nie będzie żaden automatyzm, że jak się zaraza definitywnie skończy, to ci kibice wrócą ot , tak, po prostu, na stadiony. Niestety, absolutnie nie! Przeciwnie. Część z nich może nie wrócić. O powrót wielu z nich trzeba będzie naprawdę ciężko walczyć. Transmisje telewizyjne w dobie pandemii wydają się być znacznie bardziej bezpieczne. Zresztą dotyczy to w tym samym stopniu żużla. Nie chcę wyciągać zbyt daleko idących wniosków, poczekamy na sezon siatkarski, ale nawet w tym „okienku” między pierwszą drugą falą pandemii z druga , czyli wczesną jesienią 2020 trudno było mówić o szale frekwencyjnym w siatkarskich halach.

Od igrzysk zacząłem, na igrzyskach skończę. Ale nie o Tokio chcę napisać na zakończenie. Moje pierwsze świadome igrzyska letnie to Monachium 1972. Co zapamiętałem z tamtego czasu? Sukces piłkarzy, po dwóch golach Dejny w finale z Węgrami. Kolejne złoto strzelca Józefa Zapędzkiego, który wysłuchał „Mazurka Dąbrowskiego” na niemieckiej ziemi – a jego ojciec zginął z rąk Niemców jako oficer Wojska Polskiego podczas II wojny światowej...Sensacja w pchnięciu kulą i złoto Władysława Komara. Dużo lepiej pamiętam igrzyska w Montrealu: złoto siatkarzy. Wielki zawód, ze piłkarze Kazimierza Górskiego mają tylko „srebro” (dzisiaj byłoby to odtrąbione jako wielki sukces…). Złoto młodziutkiego Jacka Wszoły w skoku wzwyż. Złoto milczącego Tadeusza Ślusarskiego w skoku o tyczce. Porażka legend peletonu Wyścigu Pokoju – Ryszarda Szurkowskiego i Stanisława Szozdy w wyścigu indywidualnym – zastąpił ich Miecio Nowicki zdobywając brąz (właśnie obchodził 70 urodziny – wszystkiego najlepszego! ). Ale też wcześniejsze srebro w wyścigu drużynowym na 100 km. Dopiero teraz, po 45 latach (!) dowiedziałem się, że mogliśmy ten wyścig wygrać, ale nie było komunikacji trenerów z naszym zespołem i choć mieliśmy rezerwy i mogliśmy mocniej „wdepnąć”, to nasi zawodnicy nie dostali komunikatu, żeby przyspieszyć, tylko taki żeby dalej jechać tym samym tempem. Ach, czasy, czasy…


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport