137 obserwujących
4393 notki
1889k odsłon
  36   0

Garść fake-newsów o Grand Prix 2022

Byłem na setkach meczów żużlowych w całej Polsce i w całej Europie – w 2003 roku zaliczyłem nawet wszystkie Grand Prix! – ale na żadnym meczu jeszcze nie widziałem wyniku – w jego trakcie oczywiście – 15 do 17. Suma punktów nie może być 32, może natomiast być 30 albo 36. Podkreślam, chodzi oczywiście sytuację po pięciu lub sześciu biegach. Nawet jeśli dwóch zawodników zdefektuje czy zaliczy upadki, to suma tych punktów będzie o jeden mniej, ale nie 32! Po raz pierwszy wynik „15 do 17” zobaczyłem nie na stadionie, a … w hali kinowej podczas premiery filmu fabularnego „Żużel” w reż. Doroty Kędzierzawskiej. Premiera była ładnych parę miesięcy temu, ale piszę o tym dopiero teraz, bo dopiero teraz ochłonąłem. W filmie tym występują żużlowcy, na liście konsultantów są żużlowi dziennikarze – gdyby ich zapytano albo gdyby sami okazali się większą dociekliwością, to pewnie by takiego nie tyle lapsusu, co horrendalnego błędu nie popełniono. Podobnie jak, inna scena , która spowodowała, że kibice speedwaya łapali się za głowę. Oto bowiem drużyna gospodarzy występowała w kaskach czerwonym i… żółtym! Nawet ładne są te kolory razem połączone, bo to barwy mojego Wrocławia (i Warszawy zresztą też), ale jednak z prawdziwym żużlem ma to tyle wspólnego, co ja z chińskim baletem.

A jednak cieszę się, że film powstał, bo nawet przy tych koszmarnych „wielbłądach” jest to promocja „czarnego sportu”. Oby więcej zresztą kręcono fabuł o polskim sporcie!

No i proszę – mam odpowiedź na moje niepokoje sprzed tygodnia, że w przyszłym sezonie Discovery może pokazać tylko GP Czech na kanale otwartym, a 4 polskie Grand Prix w kanale zamkniętym, płatnym. Otóż słyszę, że na sto procent Amerykanie pokażą GP i w Warszawie i we Wrocławiu w Toruniu i w Gorzowie na kanale otwartym. Zatem rozsądek zwyciężył! Brawo! Chodzi wszak przecież o promocję żużla, a nie tylko o trzaskanie „kapuchy”, że tak to określę.

Słyszę, że różni ludzie starają się docierać do nowych promotorów Grand Prix. Chcą im pokazać ścieżkę światła w ciemnościach – a przy tej okazji upiec swoją pieczeń. Tyle, że Jankesi nie są w ciemię bici. Maja różne źródła informacji i lepsze rozeznanie w kraju nad Wisła (nomen-omen) niż niektórzy myślą. Nie są naiwniakami, nie są frajerami. No i nie lubią, jak się ich traktuje przedmiotowo. Tego zresztą akurat nikt nie lubi.... PS: By the way, chętnie w czasie nieokreślonym ponownie zwiedzę Planetarium w Toruniu. Oczywiście, to nie tam żadna aluzja!

*tekst ukazał się na portalu Interia.pl (28.11.2021)


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport