Blog
Silna Polska w Europie Narodów
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki Eurodeputowany. Polityk PiS.
107 obserwujących 2708 notek 1315133 odsłony
Ryszard Czarnecki, 12 lipca 2017 r.

Trump w Warszawie: sukces Polski, małość opozycji

120 2 0 A A A

Wizyta 45. prezydenta USA w Polsce przejdzie do historii. Oczywiście wizyty Richarda Nixona, Geralda Forda, Jimmy'ego Cartera, George'a Busha, Billa Clintona, George'a Walkera Busha, Baracka Obamy też znajdą swoje poczesne miejsce w kronikach polskich dziejów. Jednak prezydent Donald John Trump przyjechał do Polski w momencie, jeśli nie rewolucyjnej, to daleko idącej zmiany polityki zagranicznej Białego Domu. Ten przełom spowoduje, że przyjazd D. J. Trumpa był wydarzeniem nie tylko medialnie spektakularnym, ale też politycznie szczególnym. Przełom ten polega na zrezygnowaniu przez Waszyngton z pośrednictwa Berlina w relacjach z Unią Europejską. Postawienie na stosunki bilateralne stało się wielką szansą Polski, którą władze RP efektywnie wykorzystały. Była to druga europejska wizyta nowego lokatora Białego Domu, ale w praktyce pierwsza „dwustronna”, bo wcześniej prezydent Trump do Belgii przyleciał na szczyt NATO, a do Włoch na szczyt G7, a jego rozmowy bilateralne odbywały się niejako „przy okazji” tych wizyt. Tu przyjechał specjalnie do Polski, spotkał się z prezydentem RP dr Andrzejem Dudą, a dopiero później uczestniczył w „szczycie Międzymorza”.


Polskie
bingo!


Polska upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony pokazała Europie i światu specjalne relacje
WarszawaWaszyngton, z drugiej, dzięki spotkaniu w Warszawie przywódców państw naszego regionu z prezydentem USA, potwierdziliśmy międzynarodowe przekonanie o Polsce jako regionalnym liderze. Liderze „nowej Unii”, liderze Europy Środkowowschodniej, liderze Międzymorza. Nerwowe reakcje niemieckiej prasy czy dąsy zachodnioeuropejskich polityków, a nawet zaskakujące chłodne wypowiedzi niektórych Brytyjczyków, świadczyć mogą tylko o jednym: Polska ma bingo! Trafiliśmy w punkt. Rola RP na arenie międzynarodowej wzrosła. Nie atakuje się, nie krytykuje się tylko tych, którzy kompletnie nic nie znaczą. Im większe znaczenie danego państwa, tym ostrzejsze napaści medialne i polityczne, które są po prostu elementem gry konkurencyjnej i próbami osłabienie pozycji kraju – w tym przypadku Polski – który za bardzo „wyrasta”. Wizyta Donalda Trumpa nie jest bynajmniej, broń Boże, początkiem odbudowywania zewnętrznej pozycji Warszawy, ale jest spektakularnym potwierdzeniem kursu obranego przez rząd Prawa i Sprawiedliwości na znaczące wzmocnienie pozycji państwa polskiego na arenie międzynarodowej. Polsko-amerykański szczyt spowodował wzmocnienie naszego kraju w rożnych wymiarach. Po pierwsze: w relacjach z samym Waszyngtonem. Po drugie: w relacjach wewnątrz Unii Europejskiej. Po trzecie: w relacjach WarszawaBerlin. Po czwarte: w relacjach z naszymi sąsiadami w regionie. W każdym z tych politycznych kręgów Polska uzyskała mocniejsze „karty” do rozgrywki i jest dość prawdopodobne, że nie jest to chwilowy, używając języka karciarzy, „sztos”, ale możliwość grania raczej dłuższą koniunkturą.


Mieliśmy już w Polsce paręnaście wizyt i ośmiu prezydentów USA, jednak ten dziewiąty skupił szczególną uwagę. Także dlatego, że jest najbardziej z nich wszystkich kontrowersyjny, ale też barwny, nie tylko wkraczający z butami w świat popkultury, ale też będący jego wręcz integralną częścią. Nikt wcześniej, nawet znienawidzony przez amerykańskie i eurpejskie liberalano-lewicowe elity George Walker Bush, zwany również pogardliwie „Bushem juniorem”, nie wzbudzał takiej wściekłości i takich, wręcz irracjonalnych, emocji. Stąd też ta wizyta będzie znacznie bardziej odnotowana, nawet bardziej niż wyjazd Geralda Forda za „żelazną kurtynę” na zaproszenie Edwarda Gierka w 1975. Prawdę mówiąc, entuzjastyczne przyjęcie prezydenta Trumpa w Warszawie stanowiło kolejny powód albo i pretekst do ataku na Polskę wśród tych pseudoelit, które i tak nas nienawidzą za to, że jesteśmy „prawicowo-katolickim ciemnogrodem”.


Wykorzystać świetną koniunkturę


To jest czas – pytanie jak długi? gdy wydawać się może, że Pan Bóg jest Polakiem. Przyjechał bowiem do nas prezydent USA, który nie z sentymentu, nie przez wzgląd na wspólną polsko-amerykańską historię (wiadomo: Kościuszko, Pułaski, setki tysięcy amerykańskich żołnierzy polskiego pochodzenia w obu wojnach światowych), tylko przez pryzmat strategicznych, ekonomicznych i geopolitycznych interesów Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, uważa, że należy wyraźnie dywersyfikować relacje WaszyngtonBerlin oraz utwardzić jeszcze kurs wobec Moskwy. Gniewne pomruki Donalda Johna Trumpa na temat Republiki Federalnej Niemiec sprzed paru miesięcy przerodziły się w zmianę strategii Białego Domu wobec największego państwa Unii Europejskiej. Decydują tu przede wszystkim – nowa administracja USA niespecjalnie to ukrywa – interesy gospodarcze Stanów. Chodzi o rywalizację z Niemcami w obszarze energetyki. Chodzi też o amerykański sprzeciw wobec „domknięcia” Nord Stream I i Nord Stream II – bo to może znacząco ograniczyć eksport gazu z USA do Europy (w przyszłości także łupkowego).

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @OBSERWATOR24 Dziękuję, niedługo wydam książkę z takimi właśnie reportażami.
  • @TEODOR49 Dziękuję za dobre słowa.
  • @MAREK.W Dziękuję za miłe słowa. Co do Rosji: niestety, znacznie dłużej niż rok...

Tematy w dziale Polityka