118 obserwujących
3350 notek
1597k odsłon
126 odsłon

Barwy kampanii A. D. 2019

Wykop Skomentuj1

Policzyłem: to była moja dziewiąta kampania. W tym czwarta europejska. Cztery do sejmu: dwie wygrałem, dwie przegrałem. Zatem: remis. Europejskie wygrałem wszystkie. Samorządową miałem jedną jedyną (przegraną). W każdej swojej kampanii harowałem jak wół – ale ta była chyba najbardziej intensywna. A może po prostu lata lecą i wstawanie o świcie i kładzenie się spać późną nocą, przemieszczanie się ze spotkania na spotkanie, wystąpienia, ściskanie tysięcy rąk, udział w różnego rodzaju uroczystościach – a więc coś, co przecież lubię  – kiedyś jednak nie angażowało aż tylu sił ? 

Barwy kampanii. Naprawdę tysiące ludzi, bardzo dużo serdecznych reakcji, masę wyrazów wsparcia, trochę mowy nienawiści („Ty pisowski śmieciu”, „burak”). Szereg świetnych ,merytorycznych spotkań na wysokim poziomie organizowanych przez nasze struktury , trochę debat, choć jakby ich mniej było w tej kampanii. Dlaczego? Bo niektórzy kandydaci uciekali od nich, gdzie pieprz rośnie, poczynając od warszawskiej „jedynki” Koalicji Europejskiej Włodzimierza Cimoszewicza, który nie tylko nie wydał chyba złotówki na plakat, baner czy bilboard, ale nie wziął udziału dosłownie w żadnej debacie. To samo wielkopolska „jedynka” KE czyli ekspremier Ewa Kopacz: praktycznie zero debat. Gdyby tak zrobili politycy na Zachodzie, pierwsi zadziobali by ich dziennikarze. A w Polsce – cisza. Gdyby były premier i lider listy w stolicy państwa potrącił samochodem rowerzystę we Francji, Niemczech czy Holandii, byłby to temat medialny „numer 1” przez ładnych parę dni. A nad Wisła więcej pisano o stanie zdrowia ekspremiera niż o tym dramatycznym potraceniu . A dementi, że nie uciekł z miejsca wypadku, składał nie on, tylko rzeczniczka SLD, a potem jego syn – poseł. Sam zainteresowany na ten temat się nie wypowiadał – i to też na Zachodzie nie byłoby darowane przez media. 

Najdziwniejsze pytanie? Na warszawskiej „patelni” czyli miejscu, gdzie spotykają się ludzie dojeżdżający kolejka podmiejską do głównej stacji metra, pewien pan patrząc mi przenikliwie w oczy spytał mnie: „w jakiej jest pan loży?”. Zdaje się, że nie uwierzył w odpowiedź. 

Mam jeszcze jakieś swoje archaiczne ulotki z pierwszej kampanii A. D. 1991. Przez te niemal trzy dekady jakże zmieniła się sztuka politycznego PR – skądinąd w pierwszych wolnych wyborach do sejmu, pojęcia „PR” nie znano. Owe prymitywne ulotki z inflacją słowa pisanego, prawie bez zdjęć – to jakby dowód na kampanię wybroczą z innej planety. Tyle się zmieniło, ale też nic się nie zmieniło, bo cały czas toczy się bitwa o Polskę między obozem patriotycznym niepodległościowym a kosmopolitycznym.  

W czasie tej kampanii miałem jedną szczególną „podróż sentymentalną”. Odwiedziłem miejscowość pod Warszawą, nad Zalewem Zegrzyńskim, w której chodziłem do szkoły podstawowej. Miałem spotkanie w miejscu pracy mojej ś.p. mamy. Byli na nim ludzie, którzy pamiętają 3-czy 6-letniego Rysia, w których mieszkaniach bywałem i z  których dziećmi się bawiłem. Wielu z nich znało osobiście i przeważnie pracowało z moją sp. Mamą. Części z nich szefowała. W końcu lat 1960. telewizory były rzadkością, my go nie mieliśmy, w domu się nie przelewało i na telewizję chodziło się na świetlicę przy maminym Instytucie. Pamiętam tę drogę do dziś. Cóż, to było 50 i więcej lat temu. Stanisław Pigoń napisał swoje „Z Komborni w świat”. Czy ja napiszę swoje „Z Jadwisina w świat”? W tejże miejscowości dzięki dobrym ludziom zawisły moje banery – miejscowe „kodziarstwo” zerwało je pierwszej nocy po ich zawieszeniu. Zawziętość, z jaką niszczono moje plakaty w stolicy (byłem na nich sfotografowany z Jarosławem Kaczyńskim) – jest godna zapamiętania. Z jednej strony robili to na pewno „totalsi”, z drugiej ludzie Konfederacji: ci ostatni zostawiali „odciski palców”, naklejając na nie swoje. Za możliwość umieszczania owych plakatów na słupach zapłaciłem, zatem zarówno zrywanie ich, jak i naklejanie własnych, pomijając aspekt chuligański – to zwykle  złodziejstwo. 

Czy to była moja ostatnia kampania w życiu? A kto tak mówi? 


*tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (czerwiec 2019) 


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka