195 obserwujących
2464 notki
5575k odsłon
  1342   1

Helska szkoła „ugruntowywania dziewcząt do cnót niewieścich”

Portal internetowy Wyborcza.pl – vide: https://wyborcza.pl/7,75398,27319521,znamy-priorytety-na-nowy-rok-szkolny-doradca-czarnka-konieczne.html?fbclid=IwAR02Pn8TRQ9FCk9-EPdvkfot2E1UKoG6eBmErh9iM69H6ZmQjLRP5pmdglw informuje:

Znamy priorytety na nowy rok szkolny. Pośród nich znajdziemy nie tylko "wspomaganie roli rodziny", ale też "kształtowanie właściwych postaw".
Jakich?
Zdradza doradca ministra Czarnka. - Kluczowe jest właściwe wychowanie kobiet, a mianowicie ugruntowanie dziewcząt do cnót niewieścich - mówi dr Paweł Skrzydlewski…

Mój komentarz:

Jako obywatel urodzony pod koniec Drugiej Wojny Światowej, patrząc na datę przyjścia na świat pana ministra Czarnka czuję się upoważniony do postawienia tezy, iż w czasie, kiedy ja się zajmowałem praktycznie problemem „ugruntowania dziewcząt do cnót niewieścich ”, pan minister Czarnek w tym temacie był jeszcze nieurodzony.

Zaś, jako pracownik naukowo dydaktyczny z czterdziestoletnim stażem odbytym w jednej z renomowanych polskich uczelni, ośmielę się z ministrem Czarnkiem podzielić swoim doświadczeniem na polu „ugruntowywania dziewcząt do cnót niewieścich ”.

Powiem tedy, że choć nasze gatunki jako ludzi nauki są spokrewnione, to eskapizm pana ministra w sprawach „wychowania kobiet” sprawia, iż nie ma i nigdy nie będzie między nami chemii i telepatycznego połączenia.

W tym miejscu jestem winien wyjaśnienie, że w socjologii eskapizm oznacza oderwanie się ruchów społecznych od rzeczywistych problemów społecznej natury i zwrócenie się w stronę religijności, wynikające z przekonania o niemożliwości rozwiązania kryzysu społecznego w warunkach istniejącego porządku społecznego. W tym przypadku eskapizm odwołuje się do mistyki i religii w rozwiązywaniu społecznych problemów.

I tak, o ile pan minister w priorytetach na nowy rok szkolny odwołuje się wyłącznie do mistyki i religii, ja w priorytetach „właściwego wychowania dziewcząt ”, odwołałbym się do zgoła innych i moim zdaniem nie mniej ważnych wartości, jakimi są życiowe przygody dziewcząt spędzających swe pierwsze wolne wakacje z dala od rodziców i nauczycieli.

Żeby nie przynudzać nudnymi naukowymi wywodami na temat wspomnianej wyżej tezy, zacytuję tedy teraz panu Ministrowi kilka fragmentów z mojej książki wspomnieniowej pt. „Epopeja helskiej balangi – GRUPA ”, która powiem nieskromnie, w dzisiejszych czasach wojny kulturowej mogłaby śmiało wejść na listę lektur szkolnych, - krakowskim targiem niech będzie nadobowiązkowych.

Oto te cytaty, a puenta będzie na końcu:

"Od wczesnych lat pięćdziesiątych, każdego lata, na przełomie lipca i sierpnia przyjeżdża do Jastarni „GRUPA” co barwniejszych postaci Warszawy, Krakowa, Poznania i Łodzi, swoista „arystokracja” ludzi umiejących się bawić, by tu w Jastarni, rok rocznie, eksplodować z siłą wulkanu niespożytą energią radości życia i pragnienia zabawy(…)

Rokrocznie za „Grupą” zjeżdżały do Jastarni, Chałup i Juraty najpiękniejsze kobiety tamtych lat żony, kochanki, flamy i metresy ówczesnych rządowych prominentów, magnatów prywatnej inicjatywy oraz całej plejady drobnych karierowiczów. Kobiety, które znużone mozolną karierą swych „panów” desperacko szukały miejsc i ludzi ciekawych, - potrafiących im dać choć na moment świadomość radości życia, a co więcej umiejących docenić, sprawdzić i potwierdzić wykwint, namiętność i smak ich niezwykłej urody. Kobiety, którym „GRUPA” pozwalała brylować na swoich bankietach przywracając im poczucie mocy swego piękna, czego późniejsze wspomnienie miało im dodać sił, by po powrocie do swych rezydencji przetrwać u boku swoich „dobroczyńców” w nużącym luksusie cały kolejny rok (…)

Legenda „Grupy” i jej „helskich rycerzy” ściągała także do Jastarni każdego roku nowe i nieprzebrane gromady pragnących wejść do towarzystwa i lubiących się zabawić prześlicznych dziewczyn i dziewcząt. Raczkujących modelek, zmanierowanych córek bogatych ojców, stających u progu kariery świeżo upieczonych studentek PWST, - lecz również kilometrowe procesje wchodzących nieśmiało w życie latorośli, panienek z dobrych katolickich domów, rozczulająco naiwnych i pachnących bałtyckim słońcem nowalijek” wyczesywanych z jastarnianego „stritu” sławetną tyralierą znanych na Półwyspie rwaczy samotników „Pilnika”, „Owsika” i „Grubego Rycha”, - niestrudzonych myśliwych, którzy wieczorową porą, po znojnym łowieckim dniu, na słynnych helskich bankietach w Domy Zdrojowym, przy zarezerwowanych dla „Grupy” stolikach, jak poławiacze pereł na swoich straganach prezentowali dumnie swój świeży towar. A kapituła „Grupy” w osobach „Konia”, „Ślepca” i „Dunina” surowo oceniała urodę podlewanych ciepłą wódeczką coraz bardziej ochoczych „aspirantek”, by im ewentualnie, uchylić rąbka tajemnicy, jak pięknie można przeżyć swe pierwsze wolne wakacje bez rodziców i nauczycieli…
”, koniec cytatu.

Ponieważ intuicja mi podpowiada, że moje doświadczenia na polu „ugruntowywania dziewcząt do cnót niewieścich ” mogą się panu ministrowi Czarnkowi nie spodobać i wydać niewskazanymi w wychowaniu polskich kobiet, - być może ta puenta go przekona, iż dla młodych ludzi wolna miłość jest równie ważna, jeśli nie ważniejsza, niż mistyka i religia.  

Otóż niedawno na Floriańskiej w Krakowie spotkałem jakąś elegancką starszą panią, która na mój widok rozpromieniła się i z entuzjazmem zakrzyknęła:

"Cześć Krzysiu! Mój Boże! Ale to zleciało! Pięćdziesiąt lat! Aż się nie chce wierzyć. Pamiętasz te cudowne balangi z tą waszą GRUPĄ w Jastarni? Kończyłam wtedy ogólniaka i już nigdy potem nie byłam taka szczęśliwa, jak na tych pierwszych wolnych wakacjach bez rodziców i nauczycieli. Opowiadałam o tym córce i mężowi chyba ze sto razy! ".

Kończąc notkę powiem, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że opierając się na niedorzecznych wypowiedziach błogosławionego Czarnka należy wyciągnąć wniosek, iż pan minister cierpi na głęboką depresję, której przyczyną jest mania prześladowcza polegająca na urojeniu, że polskie kobiety ukrywają przed nim istotę praprzyczyny sprawczej ugruntowywania dziewcząt do cnót niewieścich, - która tylko jemu jedynemu nie jest znana.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)

Lubię to! Skomentuj71 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo