W czarajszy niemy protest uczniów podczas wizyty Przemysława Czarnka / PAP / Tomasz Waszczuk
W czarajszy niemy protest uczniów podczas wizyty Przemysława Czarnka / PAP / Tomasz Waszczuk
echo24 echo24
396
BLOG

Nie grajcie „Lolkiem” Wojtyłą, jak niegdyś komuniści małym Soso Dżugaszwili! Adresat: PiS

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 11

                   Oprawa muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=tZBipNvbkhM

Rozpoczął się nowy rok szkolny i wczoraj minister edukacji Przemysław Czarnek zatwierdził zmiany na liście lektur obowiązkowych i uzupełniających w szkołach, vide: https://www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/zmiany-w-kanonie-lektur--rozporzadzenie-podpisane . Na proponowanej przez ministra liście lektur znalazły się liczne pozycje związane z papieżem Janem Pawłem II, między innymi pozycja pt. „Lolek. Opowiadania o dzieciństwie Karola Wojtyły ”, autorstwa Piotra Kordyasza (klasy 1-3).

Również wczoraj, w związku z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, vide: https://edukacja.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/8236647,niemy-protest-uczniowie-przemyslaw-czarnek.html pan minister Czarnek odwiedził w Olsztynie liceum prowadzone przez Stowarzyszenie Świętej Rodziny. Minister Czarnek powiedział, że został do tej szkoły zaproszony, i że zachwyciły go efekty nauki.
Lecz ku zaskoczeniu pana ministra, przed szkołą katolicką, w której był minister edukacji, kilkunastu licealistów przeprowadziło niemy protest, - patrz zdjęcie tytułowe; uczniowie mieli pozaklejane usta taśmą i trzymali kartony z napisami "Nie damy się uciszyć", "Istniejemy", "Nie będziemy milczeć". Młodzi ludzie trzymali czerwone ekierki - symbol akcji Wolna Szkoła, która sprzeciwia się ideologizowaniu młodzieży. Protestujący rozdali dziennikarzom ulotki z wyjaśnieniem celu protestu.
Minister pytany, dlaczego chce wyciągać konsekwencje wobec protestujących uczniów powiedział, że trzeba zobaczyć, dlaczego uczniowie, którzy wczoraj rozpoczęli rok szkolny dzisiaj nie są w szkole. Trzeba wyjaśnić, czy w tej szkole nie odbywają się lekcje, czy jest wszystko w porządku. Nie po to wracamy do nauki stacjonarnej, żeby nadrabiać zaległości, żeby pierwszy dzień spędzać na wagarach. Na happeningi był czas przez wiele miesięcy, obowiązek szkolny jest obowiązkiem ustawowym – zagroził minister Czarnek.

Tyle wstępu, a teraz do rzeczy.

Jako emerytowany nauczyciel akademicki urodzony pod sam koniec wojny, - najpierw coś panu ministrowi Czarnkowi opowiem.

We wczesnych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy w kraju szalał stalinowski terror chodziłem do podstawówki przy ul. Konfederackiej na krakowskich Dębnikach mieszczącej się opodal kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki, gdzie przystępowałem do Pierwszej Komunii Św., - i tam również byłem bierzmowany.

W tym kościele młody kapłan Karol Wojtyła odprawił dnia 3 listopada 1946 roku swoją Mszę św. Prymicyjną i w tejże Świątyni jest także obraz Matki Boskiej, przed którym „wymodlił sobie i ugruntował swoje powołanie kapłańskie ”, jak już, jako papież powiedział parafianom. O tej parafii Jan Paweł II mówił także w dniu 17 sierpnia 2002 nawiązując do bestialstwa hitlerowców wobec polskich księży patriotów, cytuję:

"Czasy te wspominam w sposób bardzo osobisty. Jestem przekonany, że do powołania kapłańskiego, do którego doszedłem właśnie w tym czasie i tu, w tej parafii, przyczyniły się modlitwy moich braci i moich sióstr i tych moich ówczesnych duszpasterzy, którzy za życie chrześcijańskie każdego parafianina, a zwłaszcza każdego młodego parafianina - wtedy należałem tutaj do młodzieży - płacili nie tylko dobrym słowem, nie tylko szlachetnym przykładem swojego życia, ale także ofiarą i krwią ".

Przed naszą podstawówką był sąsiadujący z kościołem wielki podworzec, na którym każdego dnia przed lekcjami mieliśmy poranne apele rozpoczynające się od obowiązkowego odśpiewania przez uczniów komunistycznej pieśni pt. „Naprzód młodzieży świata ”, a dyrektorka szkoły baczyła pilnie, czy wszyscy śpiewają. Potem następowały wyróżnienia uczniów, którzy wykonali najlepsze gazetki ścienne o Józefie Stalinie, Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. A na koniec komunistyczni politrucy wygłaszali doktrynerskie pogadanki okolicznościowe.

Tak bestialsko i metodycznie kaleczono wtedy młode polskie mózgi. Nie zdołano jednak zabić naszej polskiej duszy.

Bo pamiętam, iż śpiewając rano pod czujnym okiem pani dyrektorki napisany przez sowieckiego doktrynera Nowikowa hymn Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej myślami byliśmy przy naszym katechecie, który w podziemiach kościoła dawał nam lekcje religii. 

Tam uwielbiany przez nas ksiądz Socha, prócz religii, uczył nas także miłości do Polski. I do śmierci nie zapomnę, jak z epidiaskopu, który wtenczas zdawał nam się cudem techniki wyświetlał na ścianie przemiennie obrazki przedstawiające ukrzyżowanego Chrystusa i polskie godło z białym orłem bez korony, z której odarli go komuniści, tłumacząc nam, kto i w jakim celu to zrobił. Boże! Jak On pięknie mówił o Polsce! Ile w nim było pasji! Ile mu się chciało! Ten przezacny człowiek o gorącym sercu i pięknym umyśle na zawsze ubogacił nasze dusze etosem najdroższych Polakom wartości chrześcijańsko-narodowych.

Od tamtego czasu upłynęło ponad pół wieku. Słów lewackiego hymnu już od dawna nie pamiętam, lecz to, co mówił nam ks. Socha wryło mi się w duszę, - na zawsze.

Bo nasz ukochany katecheta każdego roku chodził z nami na wieczorne majowe nabożeństwa, które nazywaliśmy „majówkami”. Tam, na zakończenie śpiewaliśmy zawsze: „ My Chcemy Boga Panno Święta o Usłysz naszych Wołań Głos (…) My Chcemy Boga w Książce, w Szkole (…) Niech Boga wielbi Chrobry, Lech (…) ”.

A gromkie echo tej pieśni niosło się wówczas od kościoła do kościoła, od miasta do miasta, od wsi do wsi i cała Polska odważnie śpiewała mimo sowieckiego terroru i wszechobecnych ubeków, którzy nie mieli odwagi stawić czoła bohatersko zdesperowanym ludziom. Zaś dla mnie osobiście pieśń "My chcemy Boga " ma od tamtego czasu znaczenie równoznaczne z polskim Hymnem Narodowym.

Dlaczego o tym opowiedziałem?

Otóż z tej przyczyny, że myśmy naszego katechetę księdza Sochę kochali, - natomiast zaryzykuję tezę, że dzisiejsza młodzież szkolna ministra Czarnka nigdy nie polubi, jak nie gorzej.

Dlaczego?

Bo tak, jak my w czasach stalinowskich czuliśmy niechęć do tych pezetpeerowskich politruków z porannych apeli, tak samo dzisiejsza młodzież nie zaufa partyjniackiemu ministrowi sprawującemu swą funkcję w oparciu o zastraszanie nauczycieli nowymi uprawnieniami nadanymi przez rząd PiS wojewódzkim i powiatowym kuratorom, którzy będą wykonywać rozliczne zakazy, nakazy, kary, bądź restrykcje wydawane przez ministra Czarnka, którego mentalność momentami przypomina gogolowski komediodramat pt. „Rewizor”.

Oni nigdy nie zaufają obecnemu ministrowi edukacji, który nie pozwala im urządzić szkoły tak, jak oni, urodzeni w wolnej Polsce będącej członkiem Unii Europejskiej by chcieli. Bo młodzi intuicyjnie wyczuwają, że polskie szkolnictwo pod wodzą min. Czarnka usiłuje zaanektować dla swych potrzeb stricte politycznej natury socjalistyczno ludowa partia rządząca, której przy wspomaganiu abpa Jędraszewskiego przewodzi zainfekowany komuną i nieliczący się z prawem oraz Konstytucją bezwzględny egzekutor o zacięciu dyktatorskim.

Sęk wszakże w tym, Panie Ministrze, że to już nie te czasy i nie te metody. I dlatego właśnie wczoraj znający swoje prawa uczniowie z olsztyńskiego katolickiego Liceum powitali Pana „milczącym protestem ”, - patrz zdjęcie tytułowe.

Zaś to, co na zlecenie mieniącego się duchowym „ojcem narodu” Jarosława Kaczyńskiego, pod pretekstem walki z rzekomo wyniszczającą polskie szkolnictwo ideologią tęczowej zarazy LGBT,  - Pan Minister Czarnek usiłuje z przyczyn politycznych wtłoczyć w mózgi uczniów pierwszych klas szkoły podstawowej przy pomocy lektur o małym „Lolku”, - będzie przeciw-skuteczne!

Dlaczego?

Bo dzisiejsza młodzież szkolna jest nie tylko przekorna, lecz także intuicyjnie wyczuwa każdy fałsz, nawet jeśli nie do końca rozumie, co fałszerz zamierza.  

Więc teraz, celem uzasadnienia powyższych tez, jeszcze coś Panu, Szanowny Panie Ministrze opowiem.

We wczesnych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, w mojej podstawówce, w ramach inwigilacji młodych polskich mózgów obowiązkowo musieliśmy chodzić ze szkołą, co tydzień do krakowskiego kina „Sztuka ” na tak zwane „poranki”. Jak dziś pamiętam bilet kosztował tylko 1 zł i 35 groszy, bo komuniści zadbali o to, by każdego było stać na bilet.

Wyświetlano nam tam filmy o bohaterach Związku Radzieckiego, z których mało, co zapamiętałem, ale jeden z nich wrył mi się w pamięć.

Był to film opowiadający wczesnych latach szkolnych niejakiego Soso Dżugaszwili. Mały Soso był dzieckiem idealnym i był oczywiście najpiękniejszy, najmądrzejszy i najszlachetniejszy...

I właśnie ten film o małym Soso Dżugaszwili niejako automatycznie skojarzył mi się z książką pt. „Lolek. Opowiadania o dzieciństwie Karola Wojtyły ”. A skojarzył mi się po przeczytaniu wybranych fragmentów tej książki, które teraz zacytuję:

O Lolku: „Lolek przyszedł na świat rumiany i zdrowy, co komunikował wszystkim sąsiadom donośnym krzykiem. Gdy rodził się, w kościele odbywało się właśnie nabożeństwo ku czci Matki Najświętszej. Słowa Litanii loretańskiej wpadały przez uchylone okno do domu Wojtyłów, towarzysząc misterium jego narodzin. Maryja, której od początku zawierzyli zagrożone życie nienarodzonego jeszcze Lolka, jakby naznaczyła go swoją obecnością, gdy przychodził na świat

Z rozmowy Ojca z Lolkiem: „- To ja chcę być mądry, mężny, sumienny, odważny jak Apostołowie i mieć taką wiarę jak oni – zadeklarował chłopiec z wypiekami na twarzy.
– Jeśli tak, to staraj się być zawsze w stanie łaski uświęcającej, przyjmuj Pana Jezusa codziennie i proś, aby Duch Święty napełniał twoje serce swoimi darami
”... itd. itp. itd, całymi godzinami.

Inteligentnym czytelnikom chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego ta książka znalazła się w nowym spisie lektur szkolnych.

Zaś opornym wyjaśniam, że trudno by było znaleźć bardziej wymowny przykład ideologizowania dzisiejszej polskiej szkoły przy pomocy sojuszu tronu i ołtarza. Ideologizowania, które w swoim religijnym fanatyzmie momentami przypomina mentalność afgańskich talibów.

Więc zwracam się z prośbą do panów Przemysława Czarnka i Jarosława Kaczyńskiego:

Szanowni Panowie!

Jeśli macie Boga w sercu oraz bodaj resztki zdrowego rozsądku, przyzwoitości i sumienia, to nie stosujcie dla osiągnięcia propagandowych celów politycznych metod zapożyczonych jako żywo z epoki, jak widać nie do końca minionej!

I na litość Boską, proszę Was jako ojciec i nauczyciel akademicki,  nie kaleczcie naszym dzieciom mózgów ideologizacją programową polskiej szkoły, -  i jak napisałem w tytule notki, - nie grajcie „Lolkiem”, późniejszym świętym Janem Pawłem II takimi samymi metodami, jakimi niegdyś komuniści grali małym Soso Dżugaszwili, późniejszym Józefem Stalinem!

Bo to się po prostu nie godzi i uwłacza świętości polskiego papieża Karola Wojtyły, który na tak topornie, siermiężnie i fałszywie "chrześcijańską" indoktrynację nigdy by zgody nie wyraził.

Powiem więcej. Stosując tak pretensjonalnie prymitywne i bigoteryjne metody bogoojczyźnianej ideologizacji polskiego szkolnictwa kojarzące się obytym w świecie młodym Polakom z wczesnym zaraniem jurajskiej epoki dinozaurów, - po prostu ośmieszacie się przed współczesnym młodym pokoleniem, które już i tak się w znacznej mierze do was plecami odwróciło.

Powiem jeszcze więcej. Panowie niszczycie konsekwentnie i bezpowrotnie etos kulturowy wielowiekowego narodowego dziedzictwa Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.

Opamiętajcie się tedy Panowie! Póki nie będzie na wszystko za późno, a Polska stanie się pośmiewiskiem nowego świata.

Bo dzisiejsza polska młodzież ma Internet, zna języki, jeździ po Europie i Świecie, - i nie pozwoli sobie tak wyprać mózgu, jak pamiętający jeszcze Króla Ćwieczka wymierający elektorat wywodzący się z Klubów: Ronina, Wtorkowego, AKO, Gazety Polskiej oraz przy-parafialnych kółek różańcowych, - gdzie średnia wiekowa wynosi przez grzeczność powiem 70 Plus.

A świat bezlitośnie ucieka do przodu!

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka