Dedykowane partii rządzącej i jej sympatykom
Motto: Sens działalności blogerskiej upatruję między innymi w tym, iż rzetelny i uczciwy bloger może powiedzieć na głos to, czego politykom i dziennikarzom powiedzieć nie wolno, bądź nie wypada
Na portalu Salon24, w notce pt. „Czy musimy być prymusami? ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/lukaszwarzecha/1215270,czy-musimy-byc-prymusami , dziennikarz Łukasz Warzecha pisze między innymi, cytuję:
„Trudno znaleźć w wypowiedziach rządzących w ostatnim czasie coś niebrzmiącego niepokojąco. Niemal wszystko jest niepokojące, tyle że jedne deklaracje trochę mniej, inne bardziej. Na pierwszym miejscu spraw niepokojących pozostaje niezmiennie „zbrojna misja pokojowa NATO na Ukrainie”. Przy czym, gdy wsłuchać się w deklaracje Amerykanów przed wizytą Joe Bidena w Polsce, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z powtórką ze sprawy MiG-ów 29. Rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki oznajmiła mianowicie, że sprawa będzie omawiana, natomiast USA nie planują wysłania swoich wojsk na Ukrainę. Tłumacząc z dyplomatycznego na nasze: „Jeśli chcecie, Polacy, wejść na Ukrainę na własną rękę, to jak najbardziej możemy was poprzeć politycznie, ale zrobicie to sami lub z tymi, których uda się wam na to szaleństwo namówić; na pewno bez nas”.
Stany Zjednoczone robią cały czas to, co jest paradygmatem anglosaskiej polityki zagranicznej od wieków: starają się walczyć ze swoim przeciwnikiem cudzymi rękami. Tej umiejętności powinniśmy się od nich uczyć. I wydawałoby się, że przecież to właśnie się dzieje, więc udzielajmy Ukrainie pomocy wojskowej, wsparcia moralnego – ale absolutnie nie angażujmy się w tę wojnę czynnie, bo nie jesteśmy na to ani trochę gotowi. Tymczasem okazuje się, że pokłady wzmożenia są w narodzie głębokie i duża część elity najchętniej natychmiast poszłaby na Kaliningrad, a może w ogóle od razu na Moskwę. To znaczy – nie tyle może oni by poszli, co spowodowaliby, że pójdą inni, bo oni w tym czasie siedzieliby w studiach telewizyjnych, być może już za granicą, i zachęcali zwykłych Polaków do wzmożonego wojennego wysiłku.
Miejmy nadzieję, że kolejny zimny prysznic ze strony USA ostatecznie pogrzebie takie pomysły. Choć wnioskując z relacji uczestników spotkania w Kancelarii Premiera, nic nie jest pewne. Zagadką pozostaje motywacja Jarosława Kaczyńskiego, a to może być kluczowe. Widać jasno, że prezes PiS postanowił z Polski zrobić najbardziej ofensywne państwo antyrosyjskiej koalicji, choć co konkretnie mamy na tym ugrać poza artykułami zachwyconych publicystów w zachodniej prasie – na razie nie wiadomo. Przypominam, że to PiS zawsze kpiło z PO (słusznie) jako z ugrupowania goniącego za czczymi pochwałami. Dziś sprawia wrażenie działającego w identyczny sposób.
Czy natomiast kieruje Naczelnikiem jednak nadzieja na jakiś przyszły zysk – ale jaki? – czy może chęć popchnięcia Zachodu do bardziej zdecydowanego gospodarczego odcięcia Rosji, czy czysto osobista ambicja, która staje się u niektórych polityków u schyłku kariery główną siłą napędową, czy też wspomnienie o Smoleńsku, czy jakaś kombinacja pozwalająca mieć nadzieję na skuteczny konflikt prewencyjny poza granicami Polski (w mojej opinii jeśli w ogóle możliwa, to skrajnie karkołomna) – nie wiadomo. Jedno wiadomo na pewno: jest to polityka coraz bardziej ryzykowna…”, koniec cytatu.
Mój komentarz:
Pan Łukasz Warzecha napisał moim zdaniem świetny i odważny tekst, ale jako znany dziennikarz, a więc osoba publiczna, - nie mógł, bądź nie wypadało mu nazywając rzeczy po imieniu napisać „do końca”, co myśli o ostatnich wypowiedziach rządzących w sprawie MIG-ów 29, a także o ułańskim wzmożeniu Polaków popierających obecną władzę w myśl infantylnie nieodpowiedzialnego zawołania: „Szable w dłoń! Bolszewika goń, goń, goń! ".
I tu dochodzi do głosu ważna rola mediów społecznościowych, w tym przypadku ruchu blogerskiego, - bo w przeciwieństwie do politykującego dziennikarza, bloger może sobie pozwolić na publicystyczne prowokacje celem wysondowania rzeczywistych nastrojów i opinii społecznych. Taki rutynowany blogerski wyjadacz od czasu do czasu może, a nawet powinien intencjonalnie prowokować, a nawet rozdrażniać komentatorów. Dlaczego? Bo tacy rozgrzani do białości komentatorzy ogarnięci emocjami odkrywają swoje prawdziwe oblicza i piszą to, co naprawdę myślą i czują. To jest właśnie ten bezcenny komfort niezależnego od nikogo i bezstronnego politycznie blogera, na który nie mogą sobie pozwolić politykujący dziennikarze.
Ale nagrodą dla odważnych i prawdomównych blogerów jest ich świadomość, że komentarze sprowokowanych przez nich Internautów są kopalnią przebogatej wiedzy socjologiczno politologicznej odnośnie rzeczywistych nastrojów społeczeństwa. A co więcej, takie szczere, bo emocjonalne komentarze są dla śledzących blogosferę potencjalnych wyborców bezcenną informacją o rzeczywistej wartości oraz mentalności elektoratów partii tworzących polską scenę polityczną, ich kulturze, bądź braku kultury, ich tendencji do tolerancji, bądź skłonności do nienawistnej agresji, ich intelektualnej estetyce, bądź prostackim braku wrażliwości, o ich zasadach moralnych, bądź oportunistycznym fałszu i obłudzie, a także o politycznym wyrobieniu rzeczonych elektoratów i powiedzmy bez ogródek, - o ich mądrości, bądź głupocie.
A teraz dokonam takiej właśnie blogerskiej prowokacji publicystycznej i powiem głośno i otwarcie to, czego Łukasz Warzecha nie mógł powiedzieć jako osoba publiczna i politykujący dziennikarz.
Otóż w europejskich i światowych mediach wyprawa kijowska była anonsowana jako wizyta przywódców państwowych Polski, Czech i Słowenii.
Oficjalnym przywódcą państwowym Polski jest premier Morawiecki, który jednak zabrał, a moim zdaniem musiał zabrać ze sobą Jarosława Kaczyńskiego, który jak wszyscy wiedzą rzeczywiście rządzi Polską. I nie ma, co ukrywać, że zabranie Jarosława Kaczyńskiego do Kijowa nie tylko skradło show polskiemu Premierowi, lecz na domiar złego zdecydowanie obniżyło prestiż Morawieckiego w oczach opinii europejskiej i światowej, jako premiera marionetkowego, który bez zgody pana Prezesa ani jednego kroku samodzielnie nie może zrobić.
Powiem więcej, nie mam wątpliwości, że zabranie Jarosława Kaczyńskiego do Kijowa było czysto pijarowskim zabiegiem ratunkowym celem utrzymania władzy partii rządzącej będącej w poważnych tarapatach po rozlicznych aferach, łamaniu Konstytucji i likwidacji kluczowo ważnych dla państwa instytucji i urzędów. Ośmielę się także powiedzieć, iż w czasie konferencji prasowych w Kijowie dało się wyczuć, że premierzy Czech i Słowenii, - niekonsultowane z NATO, a więc nieodpowiedzialne i powiedzmy otwarcie infantylne wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego potraktowali z kurtuazyjnym przyzwoleniem, lecz bez entuzjazmu. Bo na konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Zełenskim, Jarosław Kaczyński odpowiadając na pytania dziennikarzy tak się rozbrykał przypisując sobie całą zasługę za wyprawę do Kijowa pod bomami, - iż zażenowany premier Morawiecki musiał się wtrącić i wyraźnie zaznaczyć, że to nie Jarosław Kaczyński lecz premier Słowenii Janez Jansza był pomysłodawcą wyjazdu delegacji premierów do Kijowa. Słowem Jarosław Kaczyński dopuścił się paskudnej manipulacji próbując na wojnie ukraińskiej ugrać jak najwięcej dla swojej partii przypisując wyłącznie PiS-owi rolę wiodącą w kijowskiej wyprawie.
Powiem jeszcze więcej. Moim zdaniem Jarosław Kaczyński chciał wykorzystać wyprawę kijowską także z osobistych pobudek. Bo tajemnicą poliszynela jest, że po zwycięskich wyborach 2015 Jarosław Kaczyński przerodził się ze smoleńskiego cierpiętnika w łamiącego prawa konstytucyjne butnego i nieliczącego się z tradycją polskiego parlamentaryzmu i opinią społeczną bezwzględnego despotę dążącego wzorem Erdoğana do osiągnięcia władzy absolutnej. I znowu zaryzykuję tezę, że dla Kaczyńskiego motywacją wyprawy kijowskiej była wynikająca z kompleksów i osobistych animozji chęć pokazania byłemu królowi Europy Tuskowi, który z nich jest lepszy. I nie można wykluczyć, że Jarosławowi Kaczyńskiemu nie o Polskę idzie, lecz o osobiste rozrachunki z Donaldem Tuskiem, który jego zdaniem zabił mu brata, co jak wszyscy pamiętamy wykrzyczał w Sejmie, gdy bez żadnego trybu wskoczył na mównicę – i krzyczał do Polaków z opozycji o „kanaliach i zdradzieckich mordach, które zabiły mu brata” – vide: https://www.youtube.com/watch?v=9bHTXU6Juhk , a cała Polska mogła zobaczyć ile graniczącej z obłędem nienawiści było w oczach tego człowieka. Nie można tedy wykluczyć tezy, że to Donald Tusk właśnie jest praprzyczyną sprawczą rozlicznych fobii, urojeń i manii prześladowczych pana Prezesa, które tkwią w nim tak głęboko, iż jest gotów narazić Polskę i świat na wojnę nuklearną, - byle tylko wygrać z Tuskiem.
Reasumując powiem, że wychodzenie Jarosława Kaczyńskiego przed szereg w sprawie „zbrojnej misji pokojowej NATO na Ukrainie” grozi nieobliczalnymi konsekwencjami, łącznie z wywołaniem III Wolny Światowej. Moim zdaniem ogromnie niebezpieczne jest także bezkrytyczne poparcie dla tego rodzaju polityki rzesz miłośników walecznej doktryny Jarosława Kaczyńskiego.Przed chwilą przeczytałem na Salonie24, że w rządowy projekt wpisał się także prezydent Andrzej Duda, - vide: https://www.salon24.pl/newsroom/1215403,mon-szykuje-projekt-misji-pokojowej-w-ukrainie-prezydent-chce-zgody-usa .
Dlatego też licząc na siłę oddziaływania na wyobraźnię artystycznych środków przekazu, celem ostudzenia niebezpiecznie rozpalonych ułańskich umysłów, - zapraszam rzeczonych do wysłuchania pewnej pieśni w wykonaniu Pawła Kukiza:
https://www.youtube.com/watch?v=bPOu3LsPMnA
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)


Komentarze
Pokaż komentarze (43)