Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
487 obserwujących
704 notki
4003k odsłony
  8247   21

Czy musimy być prymusami?

Pomysł konfiskaty „rosyjskich majątków” w Polsce, gdyby miał się opierać na kryterium narodowości czy obywatelstwa, przywodzi na myśl najgorsze praktyki znane w historii

Trudno znaleźć w wypowiedziach rządzących w ostatnim czasie coś niebrzmiącego niepokojąco. Niemal wszystko jest niepokojące, tyle że jedne deklaracje trochę mniej, inne bardziej. Na pierwszym miejscu spraw niepokojących pozostaje niezmiennie „zbrojna misja pokojowa NATO na Ukrainie”. Przy czym, gdy wsłuchać się w deklaracje Amerykanów przed wizytą Joe Bidena w Polsce, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z powtórką ze sprawy MiG-ów 29. Rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki oznajmiła mianowicie, że sprawa będzie omawiana, natomiast USA nie planują wysłania swoich wojsk na Ukrainę. Tłumacząc z dyplomatycznego na nasze: „Jeśli chcecie, Polacy, wejść na Ukrainę na własną rękę, to jak najbardziej możemy was poprzeć politycznie, ale zrobicie to sami lub z tymi, których uda się wam na to szaleństwo namówić; na pewno bez nas”.

Stany Zjednoczone robią cały czas to, co jest paradygmatem anglosaskiej polityki zagranicznej od wieków: starają się walczyć ze swoim przeciwnikiem cudzymi rękami. Tej umiejętności powinniśmy się od nich uczyć. I wydawałoby się, że przecież to właśnie się dzieje, więc udzielajmy Ukrainie pomocy wojskowej, wsparcia moralnego – ale absolutnie nie angażujmy się w tę wojnę czynnie, bo nie jesteśmy na to ani trochę gotowi. Tymczasem okazuje się, że pokłady wzmożenia są w narodzie głębokie i duża część elity najchętniej natychmiast poszłaby na Kaliningrad, a może w ogóle od razu na Moskwę. To znaczy – nie tyle może oni by poszli, co spowodowaliby, że pójdą inni, bo oni w tym czasie siedzieliby w studiach telewizyjnych, być może już za granicą, i zachęcali zwykłych Polaków do wzmożonego wojennego wysiłku.

Miejmy nadzieję, że kolejny zimny prysznic ze strony USA ostatecznie pogrzebie takie pomysły. Choć wnioskując z relacji uczestników spotkania w Kancelarii Premiera, nic nie jest pewne. Zagadką pozostaje motywacja Jarosława Kaczyńskiego, a to może być kluczowe. Widać jasno, że prezes PiS postanowił z Polski zrobić najbardziej ofensywne państwo antyrosyjskiej koalicji, choć co konkretnie mamy na tym ugrać poza artykułami zachwyconych publicystów w zachodniej prasie – na razie nie wiadomo. Przypominam, że to PiS zawsze kpiło z PO (słusznie) jako z ugrupowania goniącego za czczymi pochwałami. Dziś sprawia wrażenie działającego w identyczny sposób.

Czy natomiast kieruje Naczelnikiem jednak nadzieja na jakiś przyszły zysk – ale jaki? – czy może chęć popchnięcia Zachodu do bardziej zdecydowanego gospodarczego odcięcia Rosji, czy czysto osobista ambicja, która staje się u niektórych polityków u schyłku kariery główną siłą napędową, czy też wspomnienie o Smoleńsku, czy jakaś kombinacja pozwalająca mieć nadzieję na skuteczny konflikt prewencyjny poza granicami Polski (w mojej opinii jeśli w ogóle możliwa, to skrajnie karkołomna) – nie wiadomo. Jedno wiadomo na pewno: jest to polityka coraz bardziej ryzykowna.

Na drugie miejsce na liście spraw niepokojących wysunęły się mgliście na razie zarysowane propozycje zmian w konstytucji. Propozycje, które – mam nadzieję – nie zostaną ostatecznie uchwalone. A przypomnę, że do zmiany ustawy zasadniczej potrzeba dwóch trzecich głosów w Sejmie (oraz większości bezwzględnej w Senacie), czyli 307 posłów. Bez współpracy z opozycją to się oczywiście nie uda.

W planach są dwa punkty. Po pierwsze – wyjęcie spod konstytucyjnych progów długu wydatków na armię. To bardzo groźne posunięcie. Już teraz PiS powyciągał wiele wydatków państwa do funduszy celowych. Gdyby skumulować zadłużenie, które tam tkwi, prawdopodobnie przekroczylibyśmy już zapisany w konstytucji próg trzech piątych PKB.

To właściwie wyłącznie dziedzictwo polityki gospodarczej i społecznej PiS. Teraz rządzący chcą, aby ogromne wydatki na wojsko, rzędu 3 proc. PKB, zostały wyłączone z ochrony konstytucyjnej. W praktyce oznacza to otwartą zgodę na generowanie pustego pieniądza. Dzieje się to, co można było podejrzewać: zaczyna się szantażowanie innych sytuacją wojenną. Powtarzać się teraz będzie twierdzenie, że niezwykłe okoliczności usprawiedliwiają wszystko – również zniesienie rygorów finansowych, a także – to już nieco inny wątek – wystawienie na odstrzał dowolnego sektora polskich firm, jak to się teraz dzieje z firmami transportowymi, które woziły towary na wschód. Niekoniecznie do Rosji czy na Białoruś, ale często przez Rosję do krajów położonych dalej, takich jak Kazachstan. W atmosferze bezrozumnego wzmożenia nikt nie zainteresował się skutkami sytuacji na granicy dla sektora TLS, który do niedawna był polską potęgą. Ale po wejściu w życie unijnych regulacji i następnie po rozpoczęciu wojny to już tylko wspomnienie.

Wydatki na wojsko nie powinny być z reguły konstytucyjnej wyłączone. Jeśli PiS chce mieć pieniądze na wojsko, powinien zadbać o lepsze zbalansowanie budżetu, zmniejszenie wydatków i – wreszcie – pieniądze z zagranicy w związku z naszymi wydatkami na przyjęcie uchodźców. Wydatki te są szacowane na 24 mld zł na rok w przypadku przyjęcia w Polsce 2 milionów osób. Polska z obiecanych z różnych stron funduszy nie otrzymała jak dotąd nic.

Lubię to! Skomentuj302 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka