Warszawa 1967. Koncert rokendrolowego zespołu The Rolling Stones protestującego wobec dyktatu władzy. Tłumy fanów przed Salą Kongresową. Foto: PAP/CAF
Warszawa 1967. Koncert rokendrolowego zespołu The Rolling Stones protestującego wobec dyktatu władzy. Tłumy fanów przed Salą Kongresową. Foto: PAP/CAF
echo24 echo24
1768
BLOG

Wielki szacun dla Stinga! Na stojąco! + Wspomnienie występu w Polsce Rolling Stonesów 1967

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 16
Historia kołem się toczy

Notkę tę dedykuję młodemu pokoleniu Polaków oraz prezes zarządu Telewizji Polskiej Jackowi Kurskiemu

Ilustracja muzyczna - https://www.youtube.com/watch?v=nrIPxlFzDi0  (zalecam ustawienie dźwięku na cały regulator)

Portal internetowy Salon24, - vide: https://www.salon24.pl/u/magazyn/1216196,sting-nie-wystapi-na-gali-wiktory-w-tvp-ujawniono-powody-decyzji informuje:

„Sting miał wystąpić na gali Wiktory w Telewizji Polskiej, ale odwołał swój koncert. Wytwórnia muzyka opublikowała oświadczenie. Sting odwołał występ na gali Wiktorów w TVP. Gala rozdania Wiktorów, czyli najważniejszych nagród telewizyjnych ma się odbyć pierwszy raz od siedmiu lat. Wydarzenie miał uświetnić występ Stinga, ale już wiadomo, że do tego nie dojdzie.
Wytwórnia muzyka opublikowała w piątek oświadczenie, w którym przekazała powody decyzji artysty. - Sting koncentruje się na wyczekiwanej przez fanów trasie koncertowej „My Songs", przełożonej z powodu pandemii, oraz premierze singla charytatywnego „Russians (Guitar/Cello Version)", z którego zysk netto wesprze organizację charytatywną Help Ukraine Center - informuje wytwórnia Universal Music Polska. Podkreśliła, że uzyskane środki zostaną przekazane poprzez niemiecką fundację charytatywną Ernst Prost „People For Peace – Peace for People”.
Sting przeczytał list od polskich dziennikarzy? Rezygnacja z występu ma miejsce po publikacji listu od środowiska dziennikarskiego w Polsce, które ostrzegło Stinga przed występem dla Telewizji Polskiej.
"Drogi Panie Sting, chyba nie wie Pan, że występując na Gali Wiktory TVP, uwiarygadnia Pan tv, która nie ma nic wspólnego z demokratycznymi mediami" - czytamy.
"Media mają patrzeć na ręce rządzącym, a Telewizja Polska jest tubą propagandową rządu. Każdego dnia w "Wiadomościach" podaje jednostronne informacje, które mają niszczyć ludzi, uderza w demokratyczną opozycję, szczuje na konkretne osoby i całe grupy; popiera odebranie praw kobietom i osobom LGBT. Wielu prawników śledzi ten język nienawiści, ponieważ po upadku władzy, ludzie tej telewizji, zostaną pozwani przed sądy" - czytamy dalej.
W dalszej części wpisu Szczygieł zarzuca partii rządzącej współpracę z "proputinowskimi, skrajnie prawicowymi ruchami w Europie - Marine Le Pen, Victorem Orbanem, Matteo Salvinim i im podobnymi". W jego ocenie, występując w Telewizji Publicznej, Sting stawia się "w niezręcznej sytuacji".
List Mariusza Szczygła zaczęli potem popierać inni dziennikarze…”

Mój komentarz:

Jak widać historia lubi się powtarzać, bo z tych samych powodów, dla których obecnie Sting odmówił występu w Polsce, w roku 1967 do Polski przyleciał rokendrolowy zespół The Rolling Stones, który wykonał wtedy w Warszawie skomponowany w 1965 roku przez Keitha Richardsa z tekstem Micka Jaggera, zaklasyfikowany na 2-gim miejscu utworów wszech czasów,  słynny protest song "(I Can’t Get No) Satisfaction", - wyrażający ostry sprzeciw przeciwko  dyktatowi władzy.

A teraz do rzeczy.

Urodziłem się pod sam koniec wojny. I tak sobie myślę, że odkąd sięgam pamięcią, przez te wszystkie lata dręczyło mnie przygnębiające poczucie, że Polska jest źle rządzona, a moją ojczyzną rządzą niezmiennie od lat nieuczciwi ludzie.

Pierwszym premierem, jakiego pamiętam był Bolesław Bierut, czyli powołana na to stanowisko przez zimnokrwistego ludobójcę Józefa Stalina kreatura nie warta dłuższego komentarza. Po nim tekę premiera przejął Józef Cyrankiewicz, kolejny namiestnik rządu sowieckiego, wykształcony cynik i despota trzymający Polaków za twarz i straszący ludzi, że im odrąbie ręce, jak się sprzeniewierzą władzy. W tej mokrej robocie wspierali go zwyrodnialcy z Urzędu Bezpieczeństwa, co warto przypomnieć, zarządzanego przez antypolsko nastawionych oficerów pochodzenia żydowskiego. Jednocześnie Cyrankiewicz sumiennie pilnował, żeby w Moskwie szkolono zastępy represyjnej kadry urzędniczej oraz tajne służby, które miały za zadanie zrobić z Polski państwo słabe i podległe władzom Związku Radzieckiego. Następnie rządy objął typ spod ciemnej gwiazdy, niejaki Piotr Jaroszewicz, oddany przyjaciel Breżniewa i „gospodarz”, który jedno, co potrafił dobrze robić to podnosić ceny i tłumić brutalnie protesty umęczonych ludzi. Aż spadło na Polskę kolejne nieszczęście, gdy premierem został szkolony na Kremlu aparatczyk Wojciech Jaruzelski, ślepo oddany Związkowi Radzieckiemu oprawca, który, kiedy „Solidarność” zagroziła komunistom wydał narodowi wojnę łamiąc kręgosłupy przyzwoitym i oddanym Polsce ludziom. Nie omieszkał też wysłać na szkolenie u wielkiego brata dysydenckich „elit”, które zdradziły Polskę przy okrągłym stole. Ten haniebny proces kontynuował nasz kolejny premier, zawodowy politruk Mieczysław Rakowski, po którym przejął schedę szef tajnych służb i bezwzględny egzekutor Czesław Kiszczak, znany z tego, że wydał rozkaz by strzelać do górników na „Wujku”. Aż się naród zbuntował i po wyborach w roku 1989 wydawało się przez moment, że w Polsce skończył się bezpowrotnie komunizm. Niestety, dający nadzieję na lepsze jutro entuzjazm milionów Polaków, którzy uwierzyli, że nareszcie Polską będą rządzić mądrzy i uczciwi ludzie, zmarnował z premedytacją nasz kolejny premier, niejaki Tadeusz Mazowiecki, dwulicowy katolik postępowy, który zdradził „Solidarność” dogadując się z Kiszczakiem przy okrągłym stole, pod okiem zapatrzonego na wschód Adama Michnika. Ten na wskroś obłudny premier blokując dekomunizację słynną grubą kreską postawił postkomunistów u władzy na całe dekady, dając przyzwolenie by ćwiczona w Moskwie post-komusza sitwa szabrowała bezkarnie nasz majątek narodowy. Jak już post-komuna miała posprzątane uchwyciwszy strategicznie kluczowe stanowiska w państwie, premierem został „nowofalowy biznesman” Jan Krzysztof Bielecki głównie po to, żeby utorować drogę następnemu premierowi Geremkowi, gensekowi honorowemu wychowanemu na naukach Sartre’a, którego zadaniem było przekonanie ludzi, że lewactwo to cnota, a patriotyzm to obciach. On też miał nakłonić ludzi, co mu się w dużej mierze udało, że naszą stolicą winna być Bruksela, nie Warszawa, a liczą się tylko pieniądze.  Gdy się jednak Polacy połapali, jak perfidnie zrobiono ich w konia wybrali premierem Jana Olszewskiego, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów człowieka przyzwoitego, który jednak długo nie porządził, gdyż różowa mafia, pod osłoną nocy i nomen omen przy znaczącym udziale Donalda Tuska przeprowadziła skrytobójczy zamach stanu. Potem rządzili na zmianę cyniczni beneficjenci okrągłego stołu: bogobojna marionetka Unii Demokratycznej, niejaka Hanna Suchocka, obrotowy sikawkowy Waldemar Pawlak, stary kumpel Ałganowa, niejaki Józef Oleksy i miłośnik białowieskich żubrów Włodzimierz Cimoszewicz, który rządził głównie po to, żeby utorować drogę do prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, który miał umocnić i zabetonować rządy post-komuny. Jak już Cimoszewicz spełnił swe zadanie oddał władzę kolejnemu premierowi Jerzemu Buzkowi, gdyż wiedział, że gładkomówny profesor, jak to z profesorami bywa nie będzie przeszkadzał w szabrowaniu kraju. Potem wzięli Polskę w swoje łapska Leszek Miller z Markiem Belką głównie po to by wyprzedać dokumentnie nasz majątek narodowy i dać zielone światło bezkarnym przekrętom na niespotykaną wcześniej skalę. Wtedy Polacy znów się zbuntowali, i ku zaskoczeniu pewnych swego post-komuchów, wkurzony na serio naród wybrał na premiera zdawało się nieposłusznego Moskwie prawicowca Jarosława Kaczyńskiego. Ten drugi po Janie Olszewskim nie lewacki premier nie był jednak w stanie sprawnie rządzić pod dywanowymi nalotami mediów mainstreamowych, zmanipulowanych przez szkolone w Moskwie służby i ogłosił wcześniejsze wybory. W efekcie, zbałamuceni przez Michnika i jego gazetę rodacy, którym pan redaktor zdołał sprytnie wmówić, że stanowią elitę III RP, a więc są obywatelami lepszej kategorii, co im odebrało zdolność obiektywnego postrzegania rzeczywistości, wybrali premierem złotoustego Donalda Tuska. Krasomówczy Donald miał być premierem silnym, słownym, pracowitym, konsekwentnym i oddanym interesom Polski. W efekcie jego Platforma Obywatelska tak się rozbrykała, że ich minister Bartłomiej Sienkiewicz uznał, że: "Polska jest państwem teoretycznym, z którego zostały tylko ch*j, dupa i kamieni kupa ".

W tej sytuacji naród znowu się zbuntował i jesienią 2015 zagłosował na Prawo i Sprawiedliwość, które wygrało wybory z przewagą sejmową, a rządzący z tylnego siedzenia Jarosław Kaczyński namaścił na premiera Beatę Szydło, którą, gdy przestała sobie radzić z premierostwem i pazurki pokazała bezceremonialnie zrzucił z sań stawiając na ze szczętem mu uległego premiera Mateusza Morawieckiego.

I co?

Jakie były dotychczasowe rządy PiS-u każdy widzi.

Jak to jest możliwe, że w Polsce znów trzeba protestować przeciw dyktatowi władzy?

Ano tak, że tym razem, to nie komuniści lecz Jarosław Kaczyński zdołał swym orędownikom wmówić, że stanowią elitę IV RP, a więc są obywatelami lepszej kategorii niż pozostała część narodu polskiego i, - że tylko Prawo i Sprawiedliwość może zbawić Polskę.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)

@ALL

Uprzejmie informuję, że celem zachowania intelektualnej higieny dyskusji, niezwiązane z tematem i przygłupie komentarze autorstwa pisowskich ortodoksów odgrywających się na autorze notki za jego krytykę PiS-u, - będę kasował bez podania przyczyn.

Słowem, - będę odpowiadał wyłącznie na związane z tematem notki komentarze poważne i merytoryczne.

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka