Oprawa muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=EcipyROBOeI
Portal internetowy Salon24, - vide: https://www.salon24.pl/newsroom/1256382,polacy-pija-coraz-wiecej-alkoholu-przyczyn-jest-wiele-ale-jedna-wyrazna alarmuje:
„Polacy piją coraz więcej alkoholu…”
Mój komentarz:
Stali czytelnicy mojego blogu wiedzą, że studiowałem w mojej Almae Matris Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie której szacowne progi przekroczyłem po raz pierwszy w roku 1962.
Trudne to były czasy, aczkolwiek nadzwyczaj wesołe, gdyż na naszym roku studiowała barwna paleta kolegów ze Śląska, - patrz zdjęcie tytułowe, - czyli doborowa kompania miłośników wód wyskokowych. I choć się starałem, jak mogłem przez dziesięć semestrów dorównać kroku owym zawodowcom, jako amator z Galicji musiałem uznać wyższość Zagłębi Górniczych nad Krakowsko Częstochowską Wyżyną.
Azaliż, mimo szaroburej głuszy PRL-u, smutno nam bynajmniej nie było, bowiem wtenczas, jak ten cysorz, co ma klawe życie, Polska po wielkopańsku żyła wtenczas z węgla, a Akademia Górniczo Hutnicza była prawdziwym krezusem, gdyż jej absolwentem był sam Edward Gierek, który jak wiecie chętnie wydawał pieniądze, zaś jak fama niesie, na AGH pojawił się tylko raz, - po odbiór dyplomu.
W tamtych miodowych latach w mojej Almae Matris co roku, czwartego grudnia, na Świętej Barbary wydawano wiekopomne „Bale Barbórkowe”, - iście królewskie bachanalia, jakich sam Neron by się nie powstydził.
Zawsze dwanaście orkiestr, w holach i westybulach tej dostojnej szkoły przygrywało do tańca kilku tysiącom beztrosko rozbawionych ludzi, którzy w chocholim tańcu pawi tragikomicznej doby PRL-u biesiadowali pośród suto zastawionych stołów i barów pełnych najszlachetniejszych napitków, a wszystko na rachunek towarzysza Gierka i jego dyrektorów zjednoczeń węglowych w czasie, - gdy w sklepach straszyły puste półki.
Wykształcenie odebrałem od przedwojennych profesorów, którzy oprócz geologii uczyli mnie kunsztu ojczystej mowy, krótkich form wyrażania myśli, dobrych manier, - a także jak należy nosić tweedowe marynarki i odpowiednio dobierać do nich koszulę i krawat.
Po studiach rozpocząłem pracę na tejże uczelni, - i choć skromnie nam się żyło, bo nie chcieliśmy wstąpić do PZPR-u to mimo, iż nasze asystenckie pensje ledwie starczały na wikt i opierunek szło się do pracy jak do rodzinnego domu, bo wtedy Polacy się jeszcze się wzajemnie szanowali i lubili.
A na studenckich praktykach terenowych, w legendarnym domu pracy twórczej „Granit” w Krościenku nad Dunajcem, po pracy w terenie, studentom i kadrze naukowej czerstwe góralki podawały w wazach boskie zupy, zatrzepane prawdziwą śmietaną, że aż łyżka stała. Zaś na deser, panie kucharki wyczarowywały rozpływające się w ustach szarlotki, rożki z francuskiego ciasta, i coś, czego do śmierci nie zapomnę, wyborne gruszki w waniliowym kremie, skropione wiśniowym sokiem. W jadalni pachniało cynamonem i rodzinnym domem.
Wieczorem zaś, odbywały się niezapomniane nocne nasiadówki kadry naukowo dydaktycznej złożonej z bliskich sobie ludzi, bez względu na rangę stopni naukowych. Pamiętam do dziś nasze ówczesne Polaków rozmowy, spory naukowe, zażarte dysputy do białego rana o hierarchii wartości, etosie akademickim, dydaktyce, etyce, polityce, modnych pisarzach, teatrze, światowym kinie, muzyce…
A wszystko przy koreczkach z żółtego sera posypanych mieloną papryką, podlewanych płynnym słońcem galicyjskich sadów, czyli palącą się od zapałki i pachnącą Karpatami śliwowicą z Łącka.
Boże! Jakież silne i serdeczne były wtedy więzi między nami. Ile w nas było pasji! Ile nam się chciało!
I wszyscy byli radośni, choć nie było tlenu.
Od tamtego czasu upłynęło pół wieku.
I co?
Ano to kochani, że mamy drugą dekadę XXI wieku, a w dzisiejszej Polsce Jarosława Kaczyńskiego, w której premier Morawiecki i prezydent Duda po wielokroć zapewniali rodaków, że mamy tak przebogate zasoby czarnego diamentu, iż nam na dwieście lat węgla wystarczy, - w przededniu zbliżającej się wielkimi krokami zimy, ponad dwa miliony Polaków umiera ze strachu, że nie będą mieli jak ogrzać swych domów, bo w Polsce zabrakło na zimę węgla, którego jak nie było, tak nie ma!
Przecież to jest jakaś surrealistyczna paranoja, której nawet Mrożek z Bareją by nie wymyślili!
Ludzie patrzą na siebie wilkiem, a dwa plemiona skłóconych przez władzę, którą ktoś chyba dla żartu nazwał „Rządami Dobrej Zmiany”, - wzajemnie się nienawidzą.
I na dobrą sprawę, patrząc na ten, przez grzeczność powiem totalny bałagan, jaki oni zrobili z naszej Polski, - to jednym, co warto, to upić się warto!
I tylko nie mówcie, że znów jątrzę!
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)





Komentarze
Pokaż komentarze (43)